19-letni Oliwier zmarł po interwencji policji, a śledztwo od roku stoi w miejscu. Rodzina jest załamana

Oliwier Bartosik nie mógł dostać się do swojego mieszkania, bo zapomniał kodu do klatki. W końcu na drodze stanął mu sąsiad, który zaczął się z nim kłócić. Później mężczyzna wezwał policję. 19-latek został w brutalny sposób powalony na ziemię i obezwładniony. Lekarze wyliczali liczne obrażenia, których miał wówczas doznać. Finalnie serce Oliwiera przestało bić, doszło do zatrzymania krążenia. Rodzina nastolatka oskarża policjantów, którzy odpierają zarzuty, a prokuratura prowadzi śledztwo. Tyle że od roku nie zmieniło się prawie nic. - Odmawiają komentarza - ustalili nasi dziennikarze.

Dramat rozegrał się przy Robotniczej 160 w Elblągu – dokładnie 15 sierpnia 2025 roku. Jak opowiadała Aleksandra Bartosik w rozmowie z dziennikarzem „Super Expressu”, Tomaszem Nowocińskim, wraz ze swoją rodziną mieszkali tam już od trzech lat. Tego dnia cały świat się dla nich zatrzymał. 19-letni Oliwier, ukochany syn, wyszedł wieczorem na spotkanie ze znajomymi. Gdy wrócił, nie mógł dostać się do klatki, ponieważ nie wziął kluczy i zapomniał kodu do domofonu. Była trzecia nad ranem, kiedy próbował wejść do środka. – Nie był agresywny, tylko zagubiony. Gdy sąsiad usłyszał dźwięk domofonu, wyszedł do niego – relacjonuje Aleksandra Bartosik. Między nastolatkiem a mężczyzną miało dojść do przepychanki, nie do końca wiadomo, z jakiego powodu. Prawdopodobnie sąsiad był zdenerwowany, że Oliwier dobija się do klatki w środku nocy. A może nie rozpoznał, że on też tutaj mieszka? Trudno wyrokować. Jasnym jest natomiast, że to on wezwał na miejsce policję, która miała interweniować w związku z zakłócaniem spokoju. Z relacji matki 19-latka wynika, że chłopak miał chwilę później zostać obezwładniony przez funkcjonariuszy, a w akcji pomagali im bliżej niesprecyzowani mężczyźni, cywile. - Oliwier, ważący niewiele ponad 60 kilogramów, został powalony na ziemię – opisywał w „Super Expressie” Tomasz Nowociński. - Ze wstępnych ustaleń wynika, że na trawniku doszło do pierwszego zatrzymania krążenia. Potem kolejnego: w szpitalu wojewódzkim, a ostatni raz: w miejskim, gdzie chłopak umarł – dodawał dziennikarz.

19-letni Oliwier doznał dotkliwych obrażeń. Przebieg interwencji budzi wątpliwości. "Moje dziecko zostało skatowane"

Aleksandra Bartosik wylicza, że Oliwier miał na ciele liczne obrażenia. – Moje dziecko zostało skatowane – twierdzi kobieta. Sina twarz, spuchnięta głowa, rany na skroni, zdrapania, siniaki od góry do dołu – nawet personel medyczny był w szoku. Lekarze pytali matkę, co się stało, lecz ona nie potrafiła odpowiedzieć. Dokumentacja potwierdza, że 19-latek doznał wielu obrażeń. Do szpitala został przewieziony przez zespół ratownictwa medycznego w asyście policji, był nieprzytomny. Kiedy jego stan się pogorszył, przeprowadzono reanimację, lecz chłopaka nie udało się uratować. Oliwier zmarł mimo prób ratowania jego życia przez lekarzy.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

- Twierdzą, że mój syn niszczył auta, że kogoś pobił, ale żadnych zniszczeń nie było. Policjant ponoć został przez niego ugryziony w pierś w karetce. Ale jak, skoro Oliwier był wtedy nieprzytomny. Leżał na nim? – zastanawia się pani Aleksandra, nie kryjąc wielkich emocji. – Był moim jedynym dzieckiem, zostałam zupełnie sama. Nikt nie chce mi pomóc. To ja poprosiłam o nagrania z kamer spółdzielni. Musiałam za to zapłacić, policja tego nie zrobiła – dodaje we łzach.

Aleksandra Bartosik wciąż szuka ludzi, którzy mogli widzieć policyjną interwencję, moment obezwładnienia albo zachowanie mundurowych. Nie chodzi o zemstę – chce po prostu poznać prawdę na temat tego, co naprawdę stało się z jej dzieckiem.

W międzyczasie prokuratura wszczęła swoje postępowanie. Na początku sprawa trafiła w ręce Prokuratury Rejonowej w Ostródzie, która miała przyjrzeć się przebiegowi zdarzenia, w wyniku którego śmierć poniósł 19-letni chłopak. Presja społeczna jest ogromna, ponieważ już 7 września setki mieszkańców Elbląga wzięły udział w marszu milczenia poświęconym pamięci Oliwiera. Tłum ruszył o godzinie 15:00 sprzed budynku tamtejszej prokuratury i ulicami miasta przeszedł w kierunku Komendy Miejskiej Policji. Tam zapłonęły znicze. – Marsz przebiegł w spokoju, ciszy i milczeniu. Nie słychać było żadnych krzyków, a policja zabezpieczyła nawet przebieg marszu, zamykając ulice – relacjonował dziennikarz „Super Expressu”.

Pani Aleksandra była poruszona i wdzięczna za to, że tak duży odzew społeczny pojawił się w sprawie jej syna. – Oddajemy mu hołd. Obiecuję, że zrobię wszystko, by winni poszli siedzieć za zabójstwo mojego syna. Chcą z niego zrobić patologię, są mataczenia, a to było moje jedyne dziecko. Został skatowany, nie usłyszałam od nikogo ‘przepraszam’. Nigdy im tego nie wybaczę. Proszę was o wsparcie – apelowała przed jednostką policji do zgromadzonych ludzi. Wśród licznych transparentów wyróżniał się ten, na którym wybrzmiewał napis: „Chciałem tylko wejść do klatki”, nawiązujący do ostatnich chwil życia 19-letniego Oliwiera.

Mnóstwo pytań, niewiele odpowiedzi. "Presja społeczna w tej sprawie jest ogromna"

Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, oficjalna wersja policji mówiła o zgłoszeniu dotyczącym niszczenia mienia. Funkcjonariusze zarzekają się też, że chłopak był przytomny, kiedy przekazywano go do Zespołu Ratownictwa Medycznego, choć dokumentacja, którą otrzymała rodzina, wskazuje na coś zupełnie innego. Reporter „Super Expressu” zadał policjantom aż dwadzieścia jeden konkretnych pytań. Wśród nich znalazły się również te, które przewijają się w mediach społecznościowych, publikowane przez wzburzonych sprawą internautów.

Czytaj także: 15-letni Szymon udusił Olka papierem toaletowym. Wciskał 14-latkowi kulki w gardło, dociskał łokciem i kolanem

- Czy funkcjonariusze mieli włączone kamery nasobne? Czy przekazali te nagrania do prokuratury? Czy zgodnie z regulaminem rozpoczęli rejestrację interwencji od samego początku? Czy ktoś wyłączył kamery w trakcie działań? Czy użyto paralizatora? Czy zidentyfikowano cywilów, którzy brali udział w brutalnym obezwładnianiu chłopaka i ich przesłuchano oraz czy została zbadana zasadność ich uczestnictwa w tej interwencji? Kto zadecydował o użyciu pałki teleskopowej i gazu pieprzowego? Czy policjanci zostali objęci pomocą psychologiczną? Czy matka Oliwiera ją otrzymała? I w końcu: czy policja ma sobie coś do zarzucenia? – to zaledwie kilka z nich. 

Prokuratura Okręgowa w Elblągu, która przejęła postępowanie prowadzone w tej sprawie, zabrała głos. Jej przedstawiciele mówią wprost, że wobec Oliwiera użyto siły fizycznej, chwytów obezwładniających, ręcznego miotacza gazu, pałki teleskopowej oraz kajdanek. To wszystko wobec jednego, 19-letniego chłopaka. Śledztwo wszczęto w kierunku ewentualnego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy, co doprowadziło do nieumyślnego spowodowania śmierci. Trudno nie dostrzec jednak błędów i pewnych opóźnień w działaniach. Ubranie Oliwiera zabezpieczono bowiem dopiero trzy tygodnie od zdarzenia, nie pobrano wydzieliny z dróg oddechowych chłopca, a sekcję zwłok przeprowadzono 22 sierpnia, niemal tydzień po śmierci ofiary. 

Prokurator Ewa Ziębka, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Elblągu, przyznaje że śledztwo przejęto z uwagi na rangę i wagę sprawy oraz duże zainteresowanie opinii publicznej. Pod naporem presji społecznej i medialnej, na pytania w końcu zdecydowała się odpowiedzieć również Komenda Miejskiej Policji. Okazuje się, że mundurowi, którzy interweniowali w sprawie Oliwiera, trafili niedługo później na zwolnienie lekarskie, lecz pracy nie stracili. – Nie zaistniały żadne przesłanki do tego, aby odsunąć ich od czynności służbowych – wskazano w komunikacie.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Funkcjonariusze bronią się, że środki przymusu bezpośredniego, czyli siła fizyczna, gaz pieprzowy, pałki i kajdanki, zostały użyte ze względu na agresywne zachowanie nastolatka. - Cały zgromadzony materiał dowodowy oraz sporządzona dokumentacja zostały przekazane do dyspozycji prokuratury – wskazał nadkomisarz Krzysztof Nowacki, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Elblągu. Wśród materiałów znalazły się między innymi zabezpieczone nagrania okolicznych monitoringów, nagrania z kamer nasobnych policjantów oraz inne dostępne materiały, które mają posłużyć za dowód w prowadzonym śledztwie. Ustalono też tożsamość wszystkich uczestników tego zajścia, w tym mężczyzn, którzy pomagali w interwencji służb.

Zobacz również: Nastolatkowie wykorzystywali bezdomnego. Pan Tomasz nie przeżył! Szokujące, co robili mu nieletni chłopcy

- W trakcie każdej akcji, to policjanci, którzy ją przeprowadzają, decydują o rodzaju oraz zakresie użycia środków przymusu bezpośredniego. Podczas tych działań, które zapoczątkowało wezwanie dotyczące podejrzenia niszczenia mienia, policjanci przez agresywne zachowanie mężczyzny, z którym chcieli wyjaśnić okoliczności zajścia, zostali zmuszeni do użycia wobec niego siły fizycznej, gazu pieprzowego, pałki służbowej i kajdanek. Nie był używany paralizator – tłumaczy nadkomisarz Krzysztof Nowacki.

Prokuratura nie chce komentować sprawy. Śledztwo od roku stoi w miejscu? Rodzina jest załamana

Jak poinformował rzecznik policji, oprócz prokuratury sprawie przygląda się też wydział kontroli Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie, który rozpoczął czynności wyjaśniające, mające na celu ocenę prawidłowości działań mundurowych z Elbląga. Wspomniani funkcjonariusze zostali objęci opieką psychologa. - W związku z trwającym śledztwem, do udzielenia szczegółowych odpowiedzi na pozostałe pytania upoważnieni są przedstawiciele prokuratury – uciął rzecznik prasowy.

Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, prokuratura wciąż prowadziła swoje śledztwo. Po raz trzeci zmieniono też jednostkę, która będzie zajmować się sprawą. Pod koniec września 2025 roku zdecydowano, że historię Oliwiera przeanalizuje jednak prokuratura okręgowa w Toruniu. Stało się to na wniosek mamy poszkodowanego oraz jej pełnomocnika.

- Rozstrzygnięcie to ma na celu wyeliminowanie potencjalnych, ewentualnych podejrzeń i zarzutów braku obiektywizmu procesowego prokuratorów Prokuratury Okręgowej w Elblągu, na co dzień służbowo współdziałających z funkcjonariuszami policji z terenu Elbląga – przekazał prokurator Mariusz Marciniak, Rzecznik Prasowy Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

Zarówno mama Oliwiera, jak i służby prowadzące śledztwo, proszą świadków zdarzenia o zgłaszanie się do odpowiednich organów. Nawet najmniejsza informacja może okazać się przydatna i doprowadzić do poznania prawdy o tym, co tak naprawdę spotkało 19-letniego chłopaka. W międzyczasie, jak ustalili dziennikarze "Super Expressu", śledztwo od roku po tragicznych wydarzeń niemal stoi w miejscu. Rodzina Oliwiera jest załamana brakiem informacji, a prokuratura w Toruniu, która prowadzi śledztwo, odmówiła komentarza. Dla dobra prowadzonego postępowania, detale nie będą ujawniane co najmniej do końca 2026 roku. Do tematu z pewnością jeszcze wrócimy.

Sonda
Jak oceniasz polską policję?
Pokój Zbrodni - były policjant zabił tynkarza

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki