Tragedia w Dziwnowie. WSTRZĄSAJĄCA relacja nurka. "Widok był STRASZNY!"

2021-03-02 13:01 gk Piotr Domin

Tragiczny wypadek w Dziwnowie, w którym śmierć poniosła czteroosobowa rodzina, wstrząsnął całą Polską. Wiele osób do tej pory zadaje sobie pytania: Jak mogło dojść do tak strasznej tragedii? W jaki sposób, na prostej drodze, samochód nagle zjechał w prawo i wpadł do rzeki? Reporterowi "Super Expressu" udało się porozmawiać z jednym z nurków, który brał udział w akcji ratunkowej.

Przypomnijmy, w niedzielę, 28 lutego, około godz. 12:30 osobowy volkswagen jadący ulicą Wybrzeże Kościuszkowskie od strony Międzywodzia w kierunku Dziwnówka zjechał z drogi na bulwar i wpadł do rzeki. Samochód, w którym uwięzione były ciała czterech osób: 41-letniego Dariusza i 38-letniej Kamili oraz 7-letniej Hani i 3-letniego Filipka, a także psa labradora, wyciągnięto z wody po kilku godzinach.

Pierwsi nurkowie pojawili się na miejscu zdarzenia niemalże natychmiast, jednak poszukiwania pojazdu były bardzo utrudnione ze względu na zamulone dno i słabą widoczność.

- Dostałem sygnał, gdy byłem w domu. Założyłem skafander i dosłownie w ciągu kilkunastu minut byłem już w wodzie w asyście straży pożarnej - mówi Zbigniew Jeszka, jeden z nurków biorących udział w akcji ratunkowej. - Woda miała 4 stopnie, widoczność to było zaledwie pół metra.

Dodatkowo okazało się, że samochód został zniesiony przez prąd wodny na odległość około 40 metrów od nabrzeża.

Gdy udało się odnaleźć pojazd, okazało się, że drzwi były zamknięte, ofiarom nie udało ich się otworzyć. Zwrócili jednak uwagę na uchylone okna.

- Okna z przodu samochodu były uchylone na około 10 centymetrów i samochód szybko nabrał wody. Nie wiadomo, być może to zwarcie spowodowało nagłe opuszczenie szyb. Przednia szyba też była rozbita, co spowodowało, że woda szybko dostała się do środka - relacjonuje nurek. - Miałem nadzieję, że utworzyło się coś w rodzaju poduszki powietrznej, która pozwoli na przeżycie. Niestety, samochód całkowicie nabrał wody.

Zobacz też: Tragedia w Dziwnowie. Cała rodzina straciła życie. Sąsiedzi są wstrząśnięci: "To byli fantastyczni ludzie"

Pomimo wielokrotnego uczestnictwa w akcjach, gdzie są ofiary śmiertelne, do jednego trudno im się przyzwyczaić. Są to mianowicie sytuacje, gdy ofiarami są dzieci. Ten widok zawsze robi to samo przerażające wrażenie.

- Pierwsze, co zobaczyłem, to rączki tego małego chłopczyka. Widok tego dzieciaczka w tym foteliku... straszny! - nie kryje wzruszenia nasz rozmówca. - Wewnątrz były skłębione ciała, za kierownicą była kobieta - dodaje.

Wciąż nierozwiązana pozostaje kwestia, czy tragedia, do której doszło w niedzielę, była wynikiem nieszczęśliwego wypadku, czy może było to celowe działanie. W miejscu, w którym samochód wjechał do wody, przejazd nie jest łatwy ze względu na liczne bariery, betonowe zapory i inne przeszkody znajdujące się wzdłuż drogi i nabrzeża.

- Tam jest bardzo wąsko, wjazd jak do garażu - dodaje Zbigniew Jeszka. - Samochód miał automatyczną skrzynię biegów, która była ustawiona do jazdy do przodu. Naprawdę trudno powiedzieć jak to się stało... Widziałem nagranie monitoringu. Samochód jechał powoli, skręcił i nagle zrobił zryw i wpadł do wody.

Feralnego dnia rodzina najprawdopodobniej jechała na działkę rekreacyjną w miejscowości Zastań, znajdującej się zaledwie kilka kilometrów od Dziwnowa.

Zobacz też: Dziwnów. Auto wpadło do rzeki. Nie żyją cztery osoby. PORUSZAJĄCE komentarze internautów

Okoliczności tragedii bada prokuratura, która wszczęła śledztwo w tej sprawie.

- Pojazd został zabezpieczony do dalszych badań technicznych – informuje Alicja Macugowska-Kyszka z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. - Zabezpieczono również z nabrzeża monitoring. Przesłuchano także świadków w tym tych, którzy byli bezpośrednimi świadkami zdarzenia.

Zabezpieczono również ciała wszystkich ofiar. Przyczyny ich śmierci ma wyjaśnić sekcja zwłok zarządzona przez prokuratora.

Czytaj więcej: TRAGEDIA w Dziwnowie: Hania i Filipek zginęli wraz z rodzicami. Prokuratura wszczęła śledztwo

Tragedia w Dziwnowie. Samochód w rzece. Nie żyją cztery osoby, w tym dwoje dzieci