- Krakowski nurek Bartłomiej Pitala ustanowił nowy rekord świata w nurkowaniu głębinowym po zejściu na 338 metrów.
- Historyczne zanurzenie odbyło się w macedońskiej jaskini Vrelo, a wymuszony dekompresją powrót na powierzchnię trwał 9 godzin.
- Sukces ten jest efektem wieloletnich treningów, a główną motywacją Polaka była chęć poznawania nieodkrytych głębin oraz podziwianie krystalicznie czystej jaskini.
Bartłomiej Pitala z rekordem świata w nurkowaniu głębinowym. Kulisy wyczynu Polaka
Miłośnicy sportów ekstremalnych nieustannie przesuwają granice ludzkich możliwości, ale wyczyn Bartłomieja Pitali z Krakowa wykracza poza wszelkie standardy. Polak zszedł na głębokość całkowicie niedostępną dla przeciętnego człowieka, udowadniając tym samym, że rzeczy niemożliwe nie istnieją. Wystarczy wspomnieć, że bezpieczny limit dla nurkowania rekreacyjnego to zaledwie 40 metrów. Krakowianin pokonał tę barierę ponad ośmiokrotnie i dokonał historycznego wyczynu, który na stałe zapisze się w historii tej dyscypliny.
Areną tego historycznego wydarzenia była owiana legendami jaskinia Vrelo, położona na terenie Macedonii. Chociaż miejsce to kusi śmiałków z różnych zakątków globu, tylko garstka z nich potrafi poradzić sobie z panującymi tam ekstremalnymi warunkami. Sam rekordzista podkreśla, że przygotowania do tej misji zajęły mu długie lata, podczas których musiał zadbać nie tylko o żelazną kondycję fizyczną, ale również o odpowiednie nastawienie psychiczne.
Bartłomiej Pitala rozmawiał o swoim sukcesie z Mateuszem Chłystunem, reporterem Radia ESKA, któremu zdradził, że napędzała go przede wszystkim pasja do odkrywania tego, co nieznane. Macedońska jaskinia Vrelo nadal kryje w sobie mnóstwo niezbadanych tajemnic, a to stanowiło dla nurka z Krakowa najsilniejszy bodziec do podjęcia wyzwania.
„Możemy te miejsca odkrywać i przesuwać te granice swoje jeszcze trochę dalej. Ośmiotysięczników więcej wyższych już nie ma, więc do góry już dalej iść się nie da, natomiast możemy jeszcze iść w dół – możemy iść w głąb i odkrywać te tajemnice podwodnych jaskiń” – wyjaśnił Bartłomiej Pitala.
Mordercza dekompresja Bartłomieja Pitali w jaskini Vrelo trwała 9 godzin
Osiągnięcie pułapu 338 metrów pod wodą stanowiło dopiero połowę drogi do pełnego sukcesu. Największym wyzwaniem dla ciała i umysłu Polaka okazał się bowiem powrót na powierzchnię, który musiał przebiegać z niezwykłą precyzją i w bardzo wolnym tempie. Niezbędna w takich warunkach dekompresja zajęła nurkowi aż 9 godzin, co wymagało od niego ogromnej cierpliwości. Przez ten cały czas krakowianin nie mógł opuścić wody, choć w końcowej fazie znajdował się tuż pod jej taflą i doskonale widział otoczenie na zewnątrz.
W rozmowie z Radiem ESKA Bartłomiej Pitala bardzo plastycznie przedstawił ten wyczerpujący i pełen napięcia etap swojej wyprawy. Rekordzista wyraźnie zaznaczył, że jakikolwiek pośpiech podczas wynurzania mógłby doprowadzić do tragicznych skutków zdrowotnych, dlatego musiał zachować pełną dyscyplinę.
„Trzeba być gotowym na to, że to nurkowanie będzie tyle trwało i nie da się tego przyspieszyć. I w żadnym razie nie da się z tej wody wyjść wcześniej – czyli mimo tego że ja jestem już powiedzmy na czterech – pięciu metrach głębokości i widzę nad sobą: czasem słońce, czasem ludzi przechodzących gdzieś tam na brzegu – to ja dalej muszę pod tą wodą siedzieć, żeby odbyć te dekompresję w całości. Inaczej grozi mi paraliż, śmierć, ciężkie uszkodzenie ciała i cały szereg innych nieprzyjemnych zjawisk” – tłumaczy krakowski nurek.
Ogromne ryzyko oraz ekstremalny wysiłek zostały jednak w pełni wynagrodzone przez niezwykłe krajobrazy, jakie skrywa w swoich głębinach jaskinia Vrelo. Dzięki krystalicznie przejrzystej wodzie polski nurek miał okazję zobaczyć dziką naturę w stanie całkowicie nienaruszonym przez człowieka. Jak relacjonuje sam Pitala, zasięg jego wzroku wyznaczała wyłącznie moc używanych latarek, które tworzyły w głębinach spektakularny efekt głębokiego, błękitnego światła. Takie właśnie momenty decydują o tym, że badanie podwodnych jaskiń przeradza się w pasję na całe życie.