Spis treści
Tragiczny upadek z Zawratu. Życia turysty nie udało się ocalić
Zgłoszenie o dramacie w rejonie Zawratu dotarło do TOPR w okolicach południa. Mężczyzna poślizgnął się i runął kilkaset metrów w dół. Świadkowie tego koszmaru błyskawicznie przystąpili do akcji reanimacyjnej. Wkrótce na miejsce dotarli ratownicy, którzy kontynuowali walkę o życie poszkodowanego znajdującego się w stanie skrajnie krytycznym. Helikopter przetransportował go do zakopiańskiego szpitala. Niestety, lekarzom nie udało się go uratować.
Seria niebezpiecznych zdarzeń. TOPR w akcji na szlakach
Dla zakopiańskich ratowników sobota była dniem nieustających interwencji. Jeszcze przed tragedią na Zawracie, inny turysta spadł w okolicach Koziej Przełęczy, na trasie z Koziej Doliny. Został on ciężko ranny i odtransportowany śmigłowcem na oddział ratunkowy. Kolejny incydent miał miejsce przy Małej Przełęczy, gdzie wędrowiec uszkodził nogę w wyniku poślizgnięcia. Z kolei w Żlebie Kulczyńskiego w dół poleciały dwie osoby, jednak w ich przypadku skończyło się na lżejszych urazach i ewakuacji z użyciem maszyny latającej.
To jednak nie wszystko. Pomocy potrzebowała też turystka pomiędzy Zawratem a Świnicą, którą w trudnym terenie dopadł paraliżujący strach. Kobieta nie miała odpowiedniego wyposażenia na panujące warunki.
Zdradliwy lód i śnieg to śmiertelne zagrożenie w Tatrach
Pracownicy TOPR nie ustają w apelach o rozwagę. Wysoko w górach śnieg jest twardy i zbity, a każdy błąd na stromiźnie może kosztować życie.
- Nawet szczególnie ludzie, którzy mają duże doświadczenie górskie, umiejętność chodzenia w rakach, mają sprzęt, mają czekan, mają kask, często się cofną w takich warunkach -
tłumaczy Grzegorz Kubicki, pełniący obowiązki dyżurnego TOPR. Dodał on, że nawet przy użyciu czekana wyhamowanie upadku na zmrożonym stoku graniczy z cudem. Zaznaczył również, że wielu ratowanych miało na nogach jedynie popularne raczki turystyczne, które absolutnie nie nadają się do asekuracji w tak surowym, wysokogórskim środowisku.