- Opłaty za posiłki w krakowskich podstawówkach wynoszą od 15 do 22 zł, co wywołuje sprzeciw i stanowi duży wydatek dla opiekunów.
- Zdaniem Regionalnej Izby Obrachunkowej rodzice powinni opłacać wyłącznie produkty, natomiast finansowanie organizacji żywienia leży po stronie miasta.
- Krakowski magistrat odrzuca stanowisko RIO, tłumacząc to niejasnym prawem oraz ryzykiem udzielenia nielegalnej pomocy publicznej.
Ceny obiadów w krakowskich szkołach budzą sprzeciw. RIO wskazuje na obowiązki gminy
Stawki za żywienie dzieci w stolicy Małopolski wywołują oburzenie. Według informacji przekazanych przez TVP Kraków, opiekunowie uczniów z warszawskiego Ursynowa wydają na szkolny posiłek przeciętnie około 9 złotych, natomiast w Krakowie koszt jednego obiadu waha się od 15 do aż 22 złotych. Źródłem tego problemu są rozstrzygnięcia sprzed trzynastu lat, które doprowadziły do wygaszenia szkolnych stołówek zarządzanych wprost przez samorząd. Skutkiem tamtych działań jest obecna sytuacja, w której większość szkół obsługują zewnętrzne podmioty cateringowe albo ajenci, doliczający do cen swoje komercyjne marże.
Kontrola przeprowadzona przez Regionalną Izbę Obrachunkową wykazała, że opiekunowie krakowskich uczniów niesłusznie ponoszą całość wydatków związanych z żywieniem. Obowiązujące regulacje prawne wskazują, iż rodzice muszą opłacać wyłącznie tak zwany wsad do kotła, czyli artykuły spożywcze użyte do ugotowania dań. Pozostałe należności, obejmujące proces przyrządzania oraz transportu jedzenia, powinny być w całości finansowane z budżetu lokalnego samorządu.
Wiceprezydent Krakowa Elżbieta Kois-Żurek odpowiada na zarzuty RIO w sprawie stołówek
Wypowiadająca się dla TVP Kraków Elżbieta Kois-Żurek, pełniąca funkcję wiceprezydenta Krakowa ds. edukacji, przekonuje o braku precyzji w obowiązujących regulacjach. Zdaniem miejskich urzędników konieczność dofinansowania obejmuje wyłącznie placówki z własnymi kuchniami, pomijając szkoły obsługiwane przez podmioty z zewnątrz. Przedstawiciele magistratu wyrażają też obawę, że dotowanie posiłków przygotowywanych przez prywatnych ajentów mogłoby zostać zakwalifikowane jako złamanie przepisów o pomocy publicznej.
Statystyki z krakowskich podstawówek pokazują, że obecnie w aż 107 placówkach kuchnie są w rękach ajentów. Z kolei przeszło 20 szkół zamawia jedzenie w firmach cateringowych, podczas gdy zaledwie 23 placówki oświatowe dysponują własnym zapleczem kuchennym i samodzielnie gotują dla uczniów.