Kodeks drogowy właściwie wcale nie reguluje ani nie definiuje miejsc parkingowych dla rodzin z dziećmi. W efekcie za zaparkowanie na takim miejscu bez potomka, na przykład przez singla, nie grozi mandat ani punkty karne od policji czy straży miejskiej. To inicjatywa prywatna, tworzona przez zarządców różnych terenów, takich jak na przykład markety budowlane, sklepy spożywcze czy galerie handlowe. To ukłon w stronę komfortu rodzin z dziećmi, które z uwagi na posiadanie maluchów potrzebują więcej miejsca przy wysiadaniu, między innymi przez wózki dziecięce czy nosidła, które często im towarzyszą. Oznaczenia mają zaś charakter informacyjny i grzecznościowy.
Pewien wyjątek może stanowić sytuacja, w której parking znajduje się na terenie prywatnym objętym wewnętrznym regulaminem. Teoretycznie zarządca może wówczas próbować egzekwować własne zasady, lecz służby porządkowe, w tym policja, i tak nie będą interweniować w takich przypadkach na drodze mandatowej. Wszystko rozbija się więc o empatię, a tej kierowcom bardzo często brakuje.
Czytaj także: 18-latek stracił panowanie nad motocyklem. Uderzył w pieszego na przejściu
Mimo braku przepisów ruchu drogowego, w projektach budowlanych i wytycznych zarządców stanowiska parkingowe dla rodzin z dziećmi charakteryzują się większą szerokością, co ułatwia wyjęcie dziecka z fotelika lub otwarcie drzwi na szeroką oścież. Miejsca znajdują się też zwykle bliżej wejść do obiektów handlowych lub wind. Oznaczane są różnie: malowaniem nawierzchni albo tablicami informacyjnymi. W teorii brzmi to bardzo dobrze, ale w praktyce miejsca blokują osoby, którym przydałaby się... krótka lekcja empatii. Młodzi, bezdzietni, ale też osoby w średnim wieku, albo rodziny z niemal dorosłymi dziećmi, nastolatkami, którzy z tych szczególnych ułatwień nie muszą korzystać.
Jak informują nas Czytelnicy, na zwrócenie uwagi reagują podobnie: "prawo tego nie reguluje", "i co mi zrobisz?", "nie ma czegoś takiego jak miejsce dla rodzin z dziećmi w kodeksie drogowym". Tyle że nie o regulacje tutaj chodzi, a właśnie o myślenie o drugim człowieku.
Idea słuszna, ale kierowcy i tak robią swoje. "Nie możemy nic z tym zrobić"
Miejsca dla rodzin z dziećmi nie mają takiej samej mocy prawnej, co na przykład miejsca dla osób z niepełnosprawnościami. Jest to oczywiście zrozumiałe, bo sytuacja jest inna. W przypadku tych drugich, kara za bezprawne parkowanie wynosi 800 złotych mandatu oraz 6 punktów karnych. Posługiwanie się sfałszowaną lub cudzą kartą parkingową to z kolei 1200 zł mandatu i 6 punktów oraz odholowanie pojazdu na koszt właściciela. W skrajnych przypadkach, takich jak oszustwo związane z nielegalnym użyciem dokumentu, sąd może nałożyć grzywnę nawet do 30 tysięcy złotych. W przypadku miejsc dla rodzin z dziećmi, pozostaje ludzka przyzwoitość. A z tą jest bardzo różnie. Wygoda, bliskość do wejścia, brak konieczności szukania innego miejsca - to wszystko kusi tych kierowców, którzy mają w poważaniu innych. Wówczas ci, którym faktycznie to miejsce jest potrzebne, są poszkodowani. Eksperci wskazują jednak, że wprowadzenie w przepisach drogowych ewentualnych kar dla osób parkujących na tych miejscach jest praktycznie niemożliwe, choćby ze względu na weryfikację kierowców. Zdarza się bowiem i tak, że parkują tam ludzie mający dzieci w rodzinie, fotelik na tylnym siedzeniu, ale fizycznie maluszka z nimi nie ma.
Specjaliści mówią wprost, że codziennie musimy uczyć się empatii, również w stosunku do innych kierowców na drogach i parkingach. Miejsca dla rodzin z dziećmi niech więc staną się taką... krótką lekcją empatii.