Mały Oliwier stracił mamę i tatę. To pożegnanie chwyta za serce

Morze białych, kremowych i różowych kwiatów niemal całkowicie zakryło grób Klaudii i Mateusza, młodych rodziców, którzy zginęli w wypadku w Krakowie. Wśród okazałych wieńców znajduje się wiązanka z drewnianym sercem. Widnieją na nim słowa: „Kochanym Rodzicom Syn Oliwierek”. Chłopiec ma zaledwie osiem miesięcy. Przeżył wypadek, ale został osierocony.

Klaudia i Mateusz mieli zaledwie po 32 lata. Kilka miesięcy wcześniej zostali rodzicami. Mieli wspólnie obserwować pierwsze kroki Oliwiera, słuchać jego pierwszych słów i patrzeć, jak dorasta. Wszystkie te plany przerwał Hubert B. i jego samochód, którym 22 sierpnia wypadł z jezdni na krakowskim Zabłociu i uderzył w rodzinę idącą chodnikiem.

Grób młodych rodziców przykryło morze kwiatów

Klaudia i Mateusz spoczęli razem na cmentarzu przy ul. Komonieckiego w Żywcu. Po uroczystościach miejsce ich pochówku zapełniły dziesiątki wieńców, wiązanek i zniczy. Kwiaty przynieśli krewni, przyjaciele, znajomi i osoby poruszone tragicznym losem młodej rodziny.

Na mogile dominują jasne kompozycje. Białe, różowe i kremowe kwiaty tworzą zwartą warstwę, spod której ledwo widać grób. Wśród nich ustawiono wieńce w kształcie serc oraz wiązanki opatrzone osobistymi dedykacjami. Każda przypomina o życiu, które zakończyło się zdecydowanie za wcześnie.

Przeczytaj także: Uśmiech powoli wraca na twarz małego Oliwiera. Wiadomo, do kogo trafi chłopiec

Wyjątkowe pożegnanie od synka

Najbardziej poruszający jest jednak niewielki drewniany element umieszczony przy jednej z kompozycji. Napisano na nim: „Kochanym Rodzicom Syn Oliwierek”.

To symboliczne pożegnanie od chłopca, który nie mógł świadomie uczestniczyć w ceremonii i nie będzie pamiętał wspólnych chwil z rodzicami. Ich historię pozna w przyszłości z rodzinnych opowieści, fotografii i nagrań.

Ośmiomiesięczny Oliwier został sam

Oliwier był razem z rodzicami w chwili wypadku. Chłopiec znajdował się w prowadzonym przez nich wózku. Po uderzeniu samochodu doznał poważnych obrażeń i został przewieziony do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Początkowo jego stan określano jako bardzo ciężki.

Z czasem z kliniki zaczęły napływać lepsze wiadomości. Dziecko opuściło oddział intensywnej terapii i zostało przeniesione na chirurgię ogólną. Według informacji przekazanych przez rodzinę stan chłopca jest stabilny. Przy Oliwierze czuwają najbliżsi.

Żadna poprawa zdrowia nie zmieni jednak faktu, że ośmiomiesięczne dziecko w jednej chwili straciło mamę i tatę. Po tragedii uruchomiono internetową zbiórkę, która ma pomóc rodzinie zabezpieczyć przyszłość chłopca. Zebrane pieniądze mają zostać przeznaczone między innymi na leczenie, rehabilitację, edukację i zapewnienie Oliwierowi spokojnego startu w dorosłe życie.

Przeczytaj także: Szok w Małopolsce. Staranował 15-latka autem i uciekł. Chłopiec w stanie krytycznym trafił do szpitala

Setki osób żegnały Klaudię i Mateusza

Pogrzeb małżonków odbył się w sobotę, 29 sierpnia. Uroczystości rozpoczęły się różańcem w kościele Przemienienia Pańskiego w Żywcu. O godz. 11 odprawiono mszę żałobną, po której Klaudia i Mateusz zostali odprowadzeni na cmentarz.

Świątynia nie była w stanie pomieścić wszystkich żałobników. Młode małżeństwo przyszły pożegnać setki osób. W pierwszych ławkach zasiedli rodzice, rodzeństwo, przyjaciele i najbliżsi znajomi. Przed ołtarzem ustawione zostały dwie urny, otoczone kwiatami i wieńcami w kształcie serc.

Podczas nabożeństwa duchowny mówił o młodych ludziach, którzy mieli wrócić do swojego domu i wspólnie wychowywać syna. Zamiast tego rodziny zgromadziły się przed urnami. W kazaniu wybrzmiało także pytanie, na które bliscy nie potrafią znaleźć odpowiedzi: dlaczego doszło do tragedii?

Rodzina Klaudii i Mateusza wcześniej zwróciła się do przedstawicieli mediów z prośbą o uszanowanie prywatności podczas ceremonii. Bliscy chcieli pożegnać małżeństwo w ciszy, bez wykonywania zdjęć i nagrywania najbardziej osobistych momentów uroczystości.

Samochód wjechał na chodnik

Do tragicznego wypadku doszło 22 sierpnia przed godz. 18 w rejonie skrzyżowania ulic Solnej i Nadwiślańskiej w Krakowie. Klaudia i Mateusz szli chodnikiem, prowadząc wózek z ośmiomiesięcznym synem. W pewnej chwili Volkswagen Golf wypadł z jezdni i uderzył w rodzinę.

Wszyscy troje zostali przewiezieni do szpitali. Obrażenia Klaudii i Mateusza okazały się śmiertelne. Mimo wysiłków lekarzy życia 32-letnich rodziców nie udało się uratować. Oliwier przeżył i nadal pozostaje pod opieką specjalistów.

Za kierownicą Volkswagena siedział 26-letni Hubert B. Według wstępnych ustaleń śledczych samochód miał jechać z prędkością około 70 km na godz. W miejscu tragedii obowiązywało ograniczenie do 30 km na godz. W chwili zdarzenia nawierzchnia była mokra po wcześniejszych opadach.

Kierowca nie przyznał się do zarzutu

Prokuratura Rejonowa Kraków-Podgórze przedstawiła Hubertowi B. zarzut umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym i nieumyślnego spowodowania wypadku, którego następstwem była śmierć dwóch osób oraz poważne obrażenia dziecka.

Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. W swoich wyjaśnieniach miał twierdzić, że samochód wpadł w poślizg przez nierówną nawierzchnię oraz wodę zalegającą na jezdni. Śledczy przyjmują jednak, na podstawie wstępnej opinii biegłego, że zasadnicze znaczenie mogła mieć nadmierna prędkość.

Na wniosek prokuratury sąd zastosował wobec 26-latka tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące. Mężczyźnie grozi teraz kara nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Na grobie Klaudii i Mateusza wciąż palą się znicze. Kolejni ludzie przynoszą kwiaty, zatrzymują się na modlitwę i wspominają młodych małżonków. Ogromna liczba wieńców pokazuje, jak wiele osób poruszyła ich śmierć.

Zarzuty dla Huberta B.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki