Trzy szare, kamienne urny przed ołtarzem, każda z wizerunkiem zmarłego i przejmująca cisza. Tak wymownych chwil w świątyni w Nowej Jastrząbce chyba nigdy nie było. Józef († 69 l.), Paweł († 41 l.) oraz Andrzej († 46 l.) zginęli w wypadku, który wydarzył się niemal przed ich domem. W niedzielny (17 maja 2026 r.) poranek wszyscy trzej wsiedli do samochodu. Ledwo wyjechali z posesji, a zderzyli się z zaparkowaną na poboczu jezdni ciężarówką. Wszyscy zmarli na miejscu wypadku.
Czytaj także: Pół rodziny zginęło w jednej chwili! Tajemniczy wypadek pochłonął życie ojca i dwóch synów
W Smykowie i pobliskiej Starej Jastrząbce niemal wszyscy znali Józefa i jego synów. Każdy z nich był czyimś kolegą, sąsiadem, kuzynem czy kumplem. Ich niespodziewana śmierć zszokowała mieszkańców okolicy. Dlatego tak wiele mszy świętych zostało zamówionych za dusze mężczyzn.
– Kilka dni temu dotarła do nas wiadomość o wypadku (...). Jeszcze nie tak dawno mogliśmy się z nimi spotkać, porozmawiać. Kto z nas może zagwarantować, że dożyje następnego poranka? – pytał kapłan podczas poruszającego kazania. Szczegóły poniżej.
Dwóch mężczyzn pochowano w grobie z bliskimi, trzeciego osobno. Prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie wypadku
Duchowny podczas ostatniego pożegnania mężczyzn dodawał, że to tragiczne wydarzenie, które ich spotkało, pokazuje jak kruche jest życie, a każdy dzień - jak podkreślał - "jest cudem Bożym". Zwrócił się także do wiernych, by nie zapominali o modlitwie za dusze zmarłych.
Po nabożeństwie żałobnicy odprowadzili prochy śp. Józefa, Andrzeja i Pawła na cmentarz w Starych Żukowicach. Tam spoczęły one w grobach: Józef i Paweł dołączyli do zmarłej przed 12 laty Stanisławy Ś. - żony Józefa oraz mamy braci. Z kolei Andrzej Ś. został pochowany w osobnym grobie, zgodnie z decyzją jego żony.
Tymczasem, jak udało nam się ustalić, prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wypadku. Śledczy zbierają aktualnie materiał dowodowy.