- Parafianie z Grojca, reprezentowani przez Aleksandra Wasztyla, wyrażają oburzenie z powodu nagłego odwołania ich proboszcza. Kapłan odprawił ostatnią mszę w czwartek i musiał opuścić parafię już następnego dnia.
- Wierni czują się poniżeni brakiem wyjaśnień ze strony biskupa i kurii, która zasłania się tajemnicą watykańską, nie informując o przyczynach odwołania. Podkreślają, że nikt nie próbował z nimi rozmawiać ani wyjaśnić sytuacji.
- Parafianie bronią księdza Józefa, podkreślając jego uczciwość, zaangażowanie w budowanie wspólnoty i podejście „co łaska” do pieniędzy. Zapowiadają, że będą szukać innych dróg, by oczyścić jego imię i dążą do jego powrotu, nie akceptując nowego proboszcza.
Grojec: Odwołany proboszcz zaprzecza słowo biskupa. Miał być przesłuchiwany kilka godzin
Ta niewielka parafia pod Oświęcimiem od kilku dni wprost wrze. Ukochany proboszcz mieszkańców Grojca został odwołany. Pleban musiał wyjechać z dnia na dzień. Zdaniem kurii popełnił bliżej niesprecyzowane przestępstwo kanoniczne pełniąc funkcję proboszcza. Parafianie, wzburzeni takim potraktowaniem swego księdza, protestują.
Na stronie parafii pojawiło się nawet oświadczenie złożone w imieniu wiernych. Napisał je Aleksander Wasztyl. "Oczekiwaliśmy odpowiedzi, a zostaliśmy wzgardzeni. (…) Droga Kurio — WSTYD" - czytamy w oświadczeniu. Udało nam się porozmawiać z Aleksandrem Wasztylem, który rozmawiał z proboszczem już po ostatnim oświadczeniu kurii.
– Rozmawialiśmy bezpośrednio z księdzem. Powiedział nam, że do niczego się nie przyznał. W poniedziałek został wezwany do kurii, gdzie przez kilka godzin był intensywnie przesłuchiwany i przetrzymywany. Mówił, że wywierano na niego ogromną presję, szantażowano by się przyznał – mówi Aleksander Wasztyl, jeden z oburzonych parafian. - Kuria wezwała delegację z naszej parafii, by ta namówiła księdza do złożenia oświadczenia. Odmowa księdza oznaczała zakaz przyjazdu do Grojca - dodaje.
Jak opisuje "Rzeczpospolita", na ks. Józefa donieśli kapłani z innych, ościennych parafii. Byli niezadowoleni, że grojecki proboszcz jest na tyle popularny, że msze w swoich intencjach zamawiali u niego również wierni spoza parafii. Zdaniem dziennika ksiądz miał odprawiać nawet do 10 mszy w rożnych intencjach dziennie. To właśnie miałoby stanowić naruszenie przypisów kościelnych. Datki za takie msze księża mogą wziąć dla siebie.
Spytaliśmy o to Aleksandra Wasztyla. – O dziesięciu mszach jednego dnia nigdy nie słyszałem. Owszem, zdarzało się, że było ich kilka dziennie. W niedziele odprawianych jest sześć mszy i nie jest to żadną tajemnicą, bo intencje są zawsze podawane na parafialnej tablicy ogłoszeń. Kiedyś rzeczywiście zdarzało się więcej intencji podwójnych, ale około dwa lata temu proboszcz został w tej sprawie upomniany i od tamtej pory ich liczba została ograniczona - mówi nam pan Aleksander.
Wierni murem za proboszczem Józefem Zborkiem
Parafianie zapowiadają, że sprawy nie odpuszczą. Zamierzają innymi drogami upomnieć się o swojego dobrodzieja.
– Mamy poczucie, że rozmowy z kurią i biskupem już się zakończyły, o ile w ogóle można powiedzieć, że kiedykolwiek się rozpoczęły. Dlatego szukamy innych możliwości rozwiązania tej sytuacji i oczyszczenia dobrego imienia księdza Józefa. Na razie nowego proboszcza nie mamy i wielu z nas po prostu go nie chce. Nadal liczymy na powrót księdza Józefa. Trudno mi powiedzieć, co się stanie, jeśli zostanie wyznaczony ktoś nowy. Emocje wśród ludzi są ogromne i taki kapłan na pewno znalazłby się w bardzo trudnej sytuacji - mówi Aleksander Wasztyl. – Czujemy się przez biskupa potraktowani w sposób, który wielu z nas odebrało jako poniżający. Najpierw podczas niedzielnych mszy okoliczni księża odczytywali jego pismo – dokładnie to samo oświadczenie, które kilka dni wcześniej pojawiło się w internecie. Odnieśliśmy wrażenie, że nikt nie próbował z nami naprawdę rozmawiać ani wyjaśnić nam sytuacji. Mamy również ogromny żal o sposób, w jaki odwołano proboszcza – praktycznie z dnia na dzień. Rozumiemy, że ksiądz nie jest przypisany do jednej parafii na zawsze, ale można było zrobić to inaczej, po ludzku. Dlaczego nie podjęto takiej decyzji w czerwcu, kiedy zwykle następują zmiany personalne? Byłby wtedy czas na spokojną przeprowadzkę i godne pożegnanie z parafią, którą ksiądz Józef tworzył od podstaw – zarówno materialnie, budując nowy murowany kościół, jak i duchowo, przez lata budując wspólnotę. W czwartek odprawił swoją ostatnią mszę, a już następnego dnia, zgodnie z wolą biskupa, musiał wyjechać - uzupełnia rozżalony parafianin.
To, że wierni ze św. Wawrzyńca nie zostali poinformowani, jaka właściwie wina leży po stronie ich proboszcza (kuria nie poinformowała o nich z detalami, zasłaniając się tajemnicą nałożoną przez Watykan) tylko podnosi emocje. Zdaniem wiernych ks. Józefowi trudno cokolwiek zarzucić. – Znam księdza Józefa od ponad 20 lat. Dorastałem przy nim jako ministrant. W mojej ocenie nie zrobił niczego, co uzasadniałoby takie potraktowanie go. Zawsze postrzegałem go jako człowieka uczciwego i moralnie bez zarzutu. Wiele osób broniąc go mówi o jego podejściu do pieniędzy – że nie miał cennika, nie oczekiwał konkretnych kwot, przyjmował „co łaska”. Ale dla mnie równie ważne jest to, ile dawał ludziom od siebie: swój czas, zaangażowanie, dobre słowo i zwykłą ludzką życzliwość. Nie oceniał ludzi i potrafił być blisko nich. Stworzył w naszej parafii taki Kościół, w którym bardzo wiele osób czuło się po prostu dobrze - podkreśla Aleksander Wasztyl.