- Start letniego sezonu w Zakopanem przynosi niezbyt satysfakcjonujące wyniki rezerwacyjne, a spodziewany boom ze strony odwiedzających z krajów arabskich na razie się nie materializuje.
- Wznowienie lotów z Bliskiego Wschodu nie przełożyło się na znaczący wzrost liczby przyjezdnych z tamtego regionu.
- Przedsiębiorcy z Podhala muszą się teraz skupić na klientach z Polski i Europy Środkowej, którzy dysponują jednak znacznie skromniejszymi portfelami.
Górale narzekają na małą liczbę rezerwacji. W tym roku Arabowie nie przyjadą
Start sezonu urlopowego na południu Polski nie przynosi na razie spektakularnych tłumów, co potwierdza pan Władysław, dysponujący pokojami na wynajem. W wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” zauważa on, że telefony wprawdzie milkną rzadko, lecz klienci głównie badają rynek i weryfikują ceny. Według jego relacji, na próżno szukać w tym momencie zorganizowanych grup zagranicznych, a w szczególności brakuje oczekiwanych gości z krajów arabskich.
Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej rozwiał w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” złudzenia dotyczące napływu wczasowiczów po wznowieniu lotów z Bliskiego Wschodu. Ekspert uważa, że dla tych gości czas na zaplanowanie wycieczki i dokonanie rezerwacji minął, dlatego swoje plany wyjazdowe sfinalizowali w innych miejscach. W efekcie, jak podkreśla Wagner, zeszłoroczny wynik uda się powtórzyć jedynie w niewielkim procencie, ponieważ osoby z Bliskiego Wschodu, które potencjalnie zasiliłyby hotele na Podhalu, podjęły już decyzję o innej destynacji.
Polecany artykuł:
Polacy mają uratować lato w Zakopanem
Według informacji z sektora hotelarskiego, popyt na wypoczynek w najwyższych polskich górach jest aktualnie dość chłodny. W sporej części obiektów noclegowych obłożenie kształtuje się na poziomie około pięćdziesięciu procent. Delikatne odbicie notuje się w drugiej części lipca, gdzie zarezerwowano blisko 60 proc. miejsc. Tradycyjnie najwięcej osób spodziewanych jest w połowie sierpnia, w okresie długiego weekendu. Karol Wagner opisuje tę sytuację jako spory brak stabilności na rynku.
Przedstawiciel z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej zauważa wprost, że choć pytań o wolne miejsca jest dużo, podobnie jak w czasie wiosennych długich weekendów, nie zamieniają się one w realne zakupy. Tłumaczy on, że turyści stali się znacznie bardziej wybredni i zanim dokonają wyboru, przeglądają oferty nawet w kilkunastu różnych miejscach. Stąd też wynika dysproporcja między ilością zapytań a potwierdzonymi noclegami. Z tego powodu to turyści z Polski i krajów sąsiednich stanowić będą ostatecznie główną klientelę podtatrzańskich ośrodków. Grupa ta charakteryzuje się jednak znacznie ostrożniejszym podejściem do wydatków podczas urlopu niż goście z krajów Bliskiego Wschodu, przy jednoczesnym wzroście wymagań co do standardu usług.
