W czwartek (22 października) Adam, strażak PSP w Kętrzynie i druh OSP Barciany, zabrał na quada 12-letniego siostrzeńca. Obaj mieli kaski. Wjechali podjazdem od drogi publicznej. Na podjeździe leżał wtopiony w asfalt różowy łańcuch z czerwonymi szmatkami. Strażak przejechał po nim i ruszył między zamkiem a dawną fosą.
Zapadał zmrok. Gdy Adam wyjeżdżał w stronę stadionu gminnego, quad natrafił na stalową linkę rozciągniętą około pół metra nad ziemią, między murem a drzewem. Linka ześlizgnęła się po kierownicy i ściągnęła z pojazdu obie osoby. 28-latek doznał ciężkich obrażeń szyi. Zmarł po przewiezieniu do szpitala w Kętrzynie. Siostrzeniec trafił do szpitala w Olsztynie. Jego stan jest dobry.
Część mediów pisała, że drogę oznaczono zakazem wjazdu, taśmami innymi znakami mówiącymi o „drodze prywatnej”. Tymczasem reporter „SE” 12 godzin po zdarzeniu nie widział takich znaków. Nie znalazł śladów kopania ani miejsc po usuniętych słupkach. Teren nie ma ogrodzenia. Na murze pozostał jedynie kawałek połamanej połowy tabliczki BHP ostrzegającej przed wejściem na teren budowy. Wszystko udokumentował zdjęciami i nagraniem.
Linka miała oddzielać prywatną działkę od publicznej drogi prowadzącej do stadionu. Według ustaleń śledczych miały być do niej przytwierdzone czerwone fragmenty materiału. Czy można je było zobaczyć po zmroku? Linkę zabezpieczono, przeprowadzono też eksperyment procesowy. Prokuratura Rejonowa w Kętrzynie prowadzi śledztwo z art. 155 Kodeksu karnego, w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci, a nie wypadku drogowego. Trzeba ustalić, kto zamocował przeszkodę i jak ją oznaczył.
Art. 140 Kodeksu Cywilnego pozwala właścicielowi korzystać z nieruchomości „w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego”. Prawo własności nie pozwala stwarzać dowolnego zagrożenia.
– W przypadku tragicznej śmierci strażaka w Barcianach kluczowe będzie ustalenie, czy stalowa linka była odpowiednio widoczna i stanowiła zwykłe zabezpieczenie terenu, czy też niedopuszczalne zagrożenie, a także czy kierujący zachował należytą ostrożność – mówi mecenas Lech Obara.
Linkę zabrali śledczy, różowy łańcuch nadal leży na podjeździe. A przy zamku pali się biały znicz. Biegli muszą pomóc odpowiedzieć na pytanie, czy śmierci Adama można było zapobiec.