Parafianie bardzo go lubili. Kazania miał takie proste: o ludziach i do ludzi. Kiedy któregoś dnia z ambony przyznał, że ma problem z alkoholem, bo go nadużywa, wszyscy wstali i zaczęli mu bić brawo. Nie był też pazerny na pieniądze. Ubogie rodziny zawsze mogły liczyć na jego życzliwość i przychylność.
– Od biednych i chorych nigdy nie brałem pieniędzy – mówi ks. Sławomir. A jedna z jego parafianek dodaje: – Kiedyś przed świętami nie miałam za co kupić jedzenia, to poszłam i mi nawet dał parę złotych.
Gdy więc w internecie ktoś opublikował nagranie, na którym rzekomy ksiądz umawia się na randkę z innym mężczyzną, prosi go o narkotyki i chwali się swoimi podbojami seksualnymi, wieś się podzieliła. – Ja tam w to nie wierzę – mówili jedni. – Chyba ksiądz zapomniał do czego został powołany, powinien odejść – mówili drudzy.
Sam duchowny odpierał zarzuty. – Pomagałem osobom z półświatka, teraz się na mnie mszczą – wyznał „Super Expressowi” i zapewnił, że całą sprawę zgłosił policji. Tymczasem policja wszystkiemu zaprzeczyła i hierarchowie kościelni stracili cierpliwość do duszpasterza. Arcybiskup Stanisław Gądecki zdecydował o jego zwolnieniu i przeniesieniu do parafii, gdzie proboszczem jest... egzorcysta. Ks. Sławomir dostał też upomnienie i ma powstrzymać się od sprawowania jakichkolwiek funkcji kapłańskich do czasu wyjaśnienia afery.