- 15-letni Dominik M. utonął podczas obozu harcerskiego w Wielkopolsce
- tragedia wydarzyła się latem 2025 roku nad Jeziorem Ośno
- chłopiec wykonywał nocną próbę na stopień ćwika
Ta historia, latem 2025 roku, wstrząsnęła całą Polską. Dominik M. utonął na obozie pod Wolsztynem w Wielkopolsce. Dramat rozegrał się w trakcie zdobywania stopnia harcerskiego. Chłopiec miał nocą, w mundurze i w butach, w dodatku bez asekuracji nikogo dorosłego, przepłynąć wpław jezioro i na drugim brzegu rozpalić ognisko. Zadanie otrzymał od druha Marka G. (22 l.). 20-letni ratownik Igor K., który też był harcerzem i również przyglądał się nieodpowiedzialnemu wyczynowi, nie był w stanie uratować nastolatka, gdy chłopak zniknął pod wodą.
- Marek G. oraz Igor K., podczas przeprowadzania próby harcerskiej, pozostawali na pomoście nie zapewnili nastolatkowi odpowiedniej asekuracji. Podjęli wprawdzie próbę udzielenia mu pomocy, ale ich staranie okazały się niewystarczające i chłopiec utonął - wyjaśnia Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Prokuratura nie ma wątpliwości, że winni śmierci dziecka są właśnie jego opiekunowie. Akt oskarżenia w sprawie narażenia chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i doprowadzenie nieumyślnie do jego śmierci przez utonięcie w Jeziorze Ośno trafił właśnie do sądu.
Śledczy informują, że Marek G. pod koniec śledztwa przyznał się do tego, że nie zapewnił pokrzywdzonemu należytego bezpieczeństwa. - Natomiast Igor K. potwierdził swój udział w zdarzeniu, ale nie przyznał się do zawinienia - wyjaśnia Wawrzyniak. Prokuratura zdradziła coś jeszcze. Obaj harcerze wyrazili żal i skruchę. - Uzyskali przebaczenie od rodziców pokrzywdzonego - mówi prokurator.