Choć wszyscy mieli nadzieję, że po zaginięciu Amelia odnajdzie się cała i zdrowa, prawda okazała się inna. Na pomoc dla niej było niestety za późno. Marcin Brodowski został obdarzony przez rodzinę Amelii zaufaniem i poprowadził jej pogrzeb. Były łzy, wspomnienia i morze pytań, dlaczego tak się stało…
Amelia była piętnastoletnią dziewczynę pełną emocji, pasji, wrażliwości i skrajności. Taką, która bardzo intensywnie przeżywała świat. Kochała muzykę, rozmowy, ludzi prawdziwych i szczerych. Potrafiła godzinami spacerować ze słuchawkami na uszach, rysować swoje emocje, dyskutować o filozofii, religii i życiu. Szukała odpowiedzi na pytania, których wielu dorosłych nawet boi się sobie zadać - mówi Marcin Brodowski, który w imieniu najbliższych żegnał dziewczynkę na cmentarzu.
Polecany artykuł:
Była jednocześnie bardzo radosna i bardzo refleksyjna. Jak wiele młodych osób mierzyła się także z własnymi demonami, z cierpieniem, którego często nie widać na pierwszy rzut oka - dodaje mężczyzna, podkreślając, że było to jedno z najtrudniejszych pożegnań, jakie przyszło mu poprowadzić.
Depresja u młodych ludzi często nie wygląda tak, jak wyobrażają ją sobie dorośli.
Czasem to uśmiech, muzyka w słuchawkach, rozmowy z przyjaciółmi i plany na wakacje, a jednocześnie gdzieś w środku trwa bardzo cicha i bardzo trudna walka - mówi Brodowski, który apeluje, by zawsze do osób w kryzysie i z trudnościami wyciągać rękę.
Pogrzeb Amelki i jej historia, zdaniem mężczyzny, powinna być lekcją dla innych, by z czułością i refleksją podchodzić do problemów młodzieży. Nad grobem dziewczynki jej mama wypowiedziała bardzo wzruszające słowa o miłości do dziecka, które odeszło.
Miarą prawdziwej miłości jest to, że w odpowiednim momencie trzeba swojemu dziecku dać odejść… - powiedziała mama Amelii na cmentarzu.
Te słowa zostaną ze mną już na zawsze - mówi na koniec Marcin Brodowski.