Karolina utopiła córki w szambie. 6-letnią Tosię i 7-letnią Gabrysię znalazł ich tata. Wstrząsające

Karolina M. najpierw utopiła swoje dwie córeczki w szambie, a później odebrała sobie życie. Takie były pierwsze ustalenia śledczych po tragedii, która rozegrała się pod Koninem. To mąż i ojciec ofiar zaalarmował służby po tym, jak nie mógł odnaleźć swojej ukochanej żony i dzieci. W rejonie szamba dostrzegł jedynie niepokojące ślady krwi. Prawda okazała się wstrząsająca.

Niewyobrażalna tragedia, która wymyka się wszelkiemu rozumowaniu, rozegrała się w niedzielę, 31 sierpnia 2025 roku, pod Koninem – konkretnie w miejscowości Helenów Pierwszy w województwie wielkopolskim. Z ustaleń „Super Expressu” wynika, że Karolina M. wysłała męża do apteki. Wiedziała, że jest niedziela handlowa, więc obiekt na pewno będzie otwarty. Gdy mężczyzna wrócił z niewielkich zakupów, dokonał makabrycznego odkrycia. Drastyczne szczegóły, które przeniknęły później do mediów, wywołują ciarki na plecach. Tym bardziej, że – jak mówią bliscy małżeństwa – to była przecież poukładana, kochająca rodzina.

- Para jak z obrazka. Karolina nie skarżyła się na nic. Była pogodna i zadowolona, gdy dwa dni przed tragedią kupowała z córeczkami u mnie lody – powiedziała ekspedientka miejscowego sklepu, w rozmowie z dziennikarzami „Super Expressu”. W innym miejscu małej miejscowości, jaką jest Helenów Pierwszy, jej mąż miał zamówić szynkę na przyszłą sobotę. Spekulowano, że planowali imprezę, mieli świętować. Zamiast tego, rozegrał się niewyobrażalny dramat.

Idealny mąż, wspaniały ojciec, śliczne córeczki. Rodzina jak z obrazka. Karolina nie dawała znaków ostrzegawczych

Karolina często pisała w mediach społecznościowych o związku z mężczyzną. Opisywała go jako wspaniałego ojca dla ich córek, wymarzonego męża, którego mocno kocha. Tam, gdzie pojawiali się razem, rozświetlali pomieszczenia: uśmiechem i życzliwością wobec innych. Większość znajomych, którzy zgodzili się rozmawiać z reporterami, choć głównie anonimowo, wypowiada się o małżeństwie w samych superlatywach. Do tego ich dzieci, córeczki: śliczne i dobrze wychowane.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Coś jednak musiało dziać się za zamkniętymi drzwiami tego domu. W samo południe, 31 sierpnia, byli jeszcze całą rodziną w kościele. Kilka godzin później rozegrał się koszmar. Karolina najpierw wysłała męża po leki do apteki, która znajdowała się w pobliskim Koninie. Później, jak wynika z wstępnych ustaleń śledczych, miała zabić swoje córeczki: 6-letnią Tosię i 7-letnią Gabrysię, a później sama odebrać sobie życie. Zostawiła też list pożegnalny, który zabezpieczyli mundurowi.

To ojciec i mąż jako pierwszy zauważył ślady na pokrywie szamba. Kiedy wrócił z apteki, nigdzie nie mógł znaleźć swojej żony i córek. Gdy dostrzegł krew, natychmiast wezwał odpowiednie służby. Aspirantka Sylwia Król z Komendy Miejskiej Policji w Koninie relacjonowała, że zgłoszenie dotyczące tej sprawy wpłynęło po godzinie 22:00. Na miejscu, oprócz policjantów, pojawili się też strażacy i nurkowie: były to ekipy z Konina, Helenowa, Grąblina i Lichenia. To oni przeszukali przydomowe szambo, w którym ostatecznie natknięto się na ludzkie zwłoki. Nie było wątpliwości, że ciała należą do 32-letniej Karoliny M. oraz dwóch dziewczynek w wieku sześciu i siedmiu lat. Jeszcze inne doniesienia, potwierdzone przez starszego kapitana Sebastiana Andrzejewskiego ze straży pożarnej w Koninie, mówiły o tym, że pomocy matce oraz jednej dziewczynce udzielały na miejscu osoby postronne, tuż przed pojawieniem się strażaków. Mundurowym udało się wydobyć z szamba drugie dziecko. Wszystko wskazuje więc na to, że ludzie postanowili o własnych siłach wyciągnąć ze środka poszkodowanych. Niestety, nawet tak szybka reakcja świadków, ojca i męża, nie przyniosła rezultatu. Nikt nie przeżył.

Trudno sobie wyobrazić, co w tamtej chwili musiał przeżywać mężczyzna. Żadne słowa nie oddadzą skali tego dramatu.

- Mundurowi rozpoczęli jeszcze reanimację, lecz okazała się ona bezskuteczna. Lekarz na miejscu stwierdził zgon dorosłej kobiety, a dziewczynki pogotowie zabrało do szpitala. Niestety, ich życia też nie udało się uratować – relacjonowała w „Wyborczej” policjantka Sylwia Król.

Mieszkańcy dogłębnie wstrząśnięci tragedią. "Pomagali innym zawsze, gdy ktoś tego potrzebował"

Nawet dziś, gdy przygotowywaliśmy ten materiał, mieszkańcy wioski funkcjonują w pewnym zawieszeniu. Nie mogą uwierzyć w to, co się stało. – Całe lato jeździli na rowerach po wsi, a dziewczynki wszystkim głośno mówiły ‘dzień dobry’ – mówiła jedna z kobiet w rozmowie z „Super Expressem”. – Dla mnie byli wzorem rodziny. Tacy pogodni i zawsze uśmiechnięci – dodawała pani Mariola. Lokalna społeczność opowiada, że ich rodzina angażowała się w pomoc innym, kiedy tylko ktokolwiek tej pomocy potrzebował. A teraz ich dotknęła taka tragedia. Coś, co nie mieści się w głowie.

Czytaj również:  14-latek zabił macochę! Rozszarpał jej szyję nożem, dobijał młotkiem. Na widok 2-letniej siostry osłupiał

Z relacji medialnych wynika, że 32-letnia kobieta na co dzień zajmowała się domem i wychowywaniem małych córek, a jej mąż był cenionym w okolicy mechanikiem samochodowym oraz pasjonatem militariów. Jeszcze w sierpniu relacjonował w mediach społecznościowych urlop w Bornem Sulinowie, podczas którego pojechali z najbliższymi na zlot pojazdów wojskowych. Kiedyś, jak wspominają mieszkańcy, w swojej miejscowości też zorganizował wystawę maszyn. – Była grochówka, ognisko. Wszystko wyglądało wspaniale – opowiadają sąsiedzi.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Nieoficjalne doniesienia mówią, że Karolina zmagała się z kryzysem psychicznym. Podobno miała nawet podjąć leczenie, ale prokuratura na razie nie chce komentować tych doniesień. Służby są bardzo oszczędne w udzielaniu jakichkolwiek informacji. – Prowadzimy śledztwo w kierunku zabójstwa i to wszystko, co mogę powiedzieć – ucina Aleksandra Marańda z Prokuratury Rejonowej w Koninie. Kluczowe dla śledztwa mają być wyniki sekcji zwłok oraz badań toksykologicznych ofiar, które zlecono.

„Gazeta Wyborcza” podaje nieoficjalnie, że na ciałach dziewczynek nie znaleziono obrażeń, lecz kobieta miała przecięte gardło. Według dziennikarzy wspomnianego medium 32-latka miała utopić córki w szambie, a później podciąć własną krtań i wskoczyć za nimi, w ten sposób odbierając również swoje życie. Taki przebieg zdarzenia zszokował nawet samych policjantów, którzy ujawnili, że do tej pory nigdy w tym domu nie interweniowali: w kartotekach nie znaleziono żadnych zapisów dotyczących zgłoszeń w przeszłości. Brak przemocy, brak jakichkolwiek problemów, przynajmniej w oficjalnej dokumentacji prowadzonej przez funkcjonariuszy.

Czytaj także:  Oddała noworodka, zmieniła zdanie. Po odzyskaniu syna, Wiesława go udusiła. "Wierzgał, płakał i przestał"

Pozostaje jeszcze kwestia listu pożegnalnego, o którym pisze wielu dziennikarzy i którego istnienie potwierdzają anonimowo mundurowi. Prokuratura nie chce rozstrzygać prawdziwości tych doniesień, nie komentuje też treści ewentualnego listu. Wszystko z myślą o poszkodowanych w tej sprawie oraz dla dobra prowadzonego postępowania. Nietrudno się oczywiście domyśleć, że takie milczenie otwiera pole do różnych plotek i spekulacji na temat innego przebiegu zdarzenia. Z uwagi na delikatność sprawy, nie będziemy jednak tych domniemywań rozpowszechniać.

Poruszający pogrzeb. Matka spoczęła razem z córkami. "Nie znamy wszystkich okoliczności"

Śledczy zastanawiają się jeszcze, czy przed popełnieniem zbrodni Karolina mogła odurzyć lub otruć siebie i córki, by zminimalizować doznawane cierpienie. – Matki mordujące własne dzieci zwykle chcą je ochronić przed nadmiernym cierpieniem, co wpływa na sposób zabójstwa. Kryminolodzy nazywają takie metody mniej agresywnymi i podają przykłady: podanie trucizny, otrucie tlenkiem węgla, uduszenie. Czasem przed śmiercią rodzic usypia dziecko tabletkami. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że prokuratura chce to ustalić – podaje „Gazeta Wyborcza”.

Eksperci podkreślają, że niezwykle ważne staje się w tej sprawie także nazewnictwo. Niektóre media nazywają bowiem tę historię „samobójstwem rozszerzonym”, choć kładzie to nacisk na odebranie sobie życia przez sprawcę, a nie na zabójstwo pokrzywdzonych. W tego typu historiach, jak wskazują specjaliści, bardziej adekwatna będzie mowa o podwójnym zabójstwie i odebraniu sobie życia przez sprawcę, nie inaczej. 

Tymczasem w pierwszej połowie września 2025 roku mieszkańcy Helenowa Pierwszego, przyjaciele i rodzina, pożegnali matkę oraz jej córki na pogrzebie, który odbył się w Licheniu Starym. Grób Tosi, Gabrysi i Karoliny przykryły białe kwiaty, a z fotografii do żałobników uśmiechały się pogodne dziewczynki wraz z mamą. Miejscowy ksiądz proboszcz apelował do wszystkich, aby powstrzymali się od komentowania w mediach społecznościowych tej tragedii. I od oceny Karoliny, ponieważ nie znamy wszystkich okoliczności zdarzenia. - To nie pomaga w przeżywaniu tych trudnych chwil - napisał w specjalnym oświadczeniu ks. Roman Frąckowiak.

Prokuratura zdecydowała z kolei, że nie ujawni wyników sekcji zwłok ofiar. Jej przedstawiciele chcieli jeszcze poczekać na pełen protokół oraz wyniki dodatkowych badań toksykologicznych i histopatologicznych. Później zamilknęli. Sprawa jest w toku.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Pokój Zbrodni - Śledził i zabił nauczycielkę

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki