Pracował za granicą. Nikt nie przeczuwał tragedii
Był listopad 2013 roku. W rodzinnym domu Agnieszki J. (+23 l.) w Rogoźnie w Wielkopolsce czekał na nią mąż - Norbert J., informatyk, który na co dzień pracował w Danii i do kraju wracał tylko na niektóre weekendy. Kobieta cieszyła się z przyjazdu męża, byli przecież dopiero kilka miesięcy po ślubie i każda wspólna chwila była na wagę złota. W sumie byli ze sobą już pięć lat, a decyzję o mieszkaniu z rodzicami Agnieszki podjęli jeszcze przed ślubem. Teściowie na dole, młodzi na piętrze.
- To było sensowne, skoro on i tak pracował w firmie swojego ojca za granicą - mówili po tragedii sąsiedzi ofiar, którzy o Norbercie nie mogli powiedzieć złego słowa. - Raczej spokojny, zamknięty w sobie. Niegroźny… - mówili zgodnie. Mężczyzna nie miał zatargów z prawem, wyglądał na pracowitego, młodego człowieka.
Niestety, niewiele osób wiedziało, że był… uzależniony od amfetaminy. To ona była dla niego najważniejsza i to ona zawładnęła jego życiem. Nawet po tym, jak pewnego razu przedawkował i trafił do szpitala, nie otrząsnął się i nie poszedł na odwyk.
Okrutna zbrodnia w Wielkopolsce. 27-latek wpadł w furię
Mężczyzna do domu przyjechał na Wszystkich Świętych, ale w zasadzie od samego początku wszystko układało się nie tak jak powinno. Między małżonkami dochodziło do kłótni. Mimo to Agnieszka J. nie mogła przypuszczać, że ukochany przygotował dla niej rzeź. Wieczorem 4 listopada do Norberta zadzwonił jego ojciec, by przypomnieć mu, że wracają już do Danii. Ten jednak powiedział, że nie wraca, bo pokłócił się z żoną. Jakby tego było mało, tata Agnieszki, Józef W. następnego dnia rano zauważył, że ktoś zabrał mu pieniądze. Powiedział o tym córce, a ta zaniepokojona zwolniła się wcześniej z pracy, by porozmawiać o tym z mężem.
Gdy wróciła z pracy, doszło do tragedii. Nie zdążyła nawet zdjąć kurtki, kiedy 27-latek wpadł w furię i chwycił nóż. Agnieszka nie miała jak się bronić. Niższa, drobniejsza, zaatakowana znienacka, zalała się krwią. Dostała ciosy w serce, brzuch i nogi. Gdy do domu wróciła jej mama, chciała odpocząć i usiadła na fotelu. Norbert J. zaatakował ją wtedy nożem. Dźgał w płuco i serce. Zostawił w kałuży krwi, wyszedł z domu, wsiadł do auta i uciekł.
Ciała dwóch kobiet odnaleziono, bo ojciec Agnieszki J. i mąż Marii W. - Józef W., który wyjechał w delegację, nie mógł dodzwonić się do krewnych. Poprosił sąsiada, by ten poszedł sprawdzić, co się dzieje. Na pomoc było już jednak za późno.
Całe Rogoźno było wstrząśnięte. Spokojna, normalna rodzina, a wydarzyła się taka tragedia. Policja od razu zaczęła podejrzewać, że to Norbert J. stoi za zabójstwem żony i teściowej. Udało się ustalić, że godzinę przed ujawnieniem zwłok, przekraczał zachodnią granicę autem, później miał kolizję drogową, uderzył w słup i poważnie uszkodził samochód. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że za kółkiem był morderca.
Przełom w Niemczech. Norbert wyznał wszystko pielęgniarce
27-latek trafił w Berlinie do szpitala. Polskiej pielęgniarce powiedział, że zabił. Wtedy ruszyła machina. Norbert J. został zatrzymany i przesłuchany przez niemieckich śledczych i to im opisał, co zrobił w Rogoźnie. Na kartce papieru precyzyjnie skreślił schemat domu, układ pokoi, narysował narzędzie zbrodni i ze szczegółami opowiedział, jak zabijał żonę i jej mamę.
- Nic wtedy nie czułem - mówił niemieckim policjantom.
Gdy Norbert J. został przewieziony do Polski, zmienił swoją postawę. Zamilknął. Nie odniósł się do zarzutów, ani do tego, co powiedział śledczym w Niemczech. Był na obserwacji psychiatrycznej. Biegli uznali, że w chwili popełnienia zbrodni miał zachowaną zdolność do rozpoznania i pokierowania swoim zachowaniem, ale ma zaburzoną osobowość, spłyconą wyższą sferę uczuciową i jest uzależniony od narkotyków.
W czasie procesu, a został oskarżony o podwójne zabójstwo, nikt nie wątpił, że to Norbert zabił żonę i jej matkę. Zostawił odciski na narzędziu zbrodni i był to główny dowód dla prokuratury, że na ławie siedzi właściwy człowiek. On sam w poznańskim sądzie miał twarz pozbawioną emocji, jakby to nie jemu groziło dożywocie. Na rozprawach milczał jak zaklęty o tym, dlaczego zasztyletował swoją świeżo poślubioną żonę i teściową.
Został skazany na dożywocie w systemie terapeutycznym. - Działał z błahego powodu, pod wpływem narkotyków. Zasługuje na najwyższy wymiar kary - uzasadniała wyrok Karolina Siwierska z Sądu Okręgowego w Poznaniu. Wyrok ten został podtrzymany przez Sąd Apelacyjny.