Ogień pojawił się w kotłowni jednego z domów w Lulinku w Wielkopolsce. Kłęby gryzącego dymu szybko pojawiły się w całym budynku. Gdy na miejscu pojawili się strażacy rozpoczął się prawdziwy wyścig z czasem.
- Od dowódcy akcji razem z moim kolegą Remikiem otrzymaliśmy polecenie, żeby wejść do zadymionego domu - opowiada druhna Aleksandra. Chodziło o to, by pootwierać wszystkie okna.
Poruszaliśmy się niemal po omacku, w dymie, w którym nic nie było widać. Chodząc po pomieszczeniach, w jednym z nich, prawdopodobnie w salonie, pod oknem stał kot - mówi strażaczka.
Kobieta bez zawahania wzięła go na ręce i wyniosła. Zwierzak słaniał się już na nogach. Był przerażony, niedotleniony.
- Kotek ma się dobrze, natomiast od razu po akcji musiał jechać z właścicielami do weterynarza, ponieważ jak się później okazało był niedotleniony - mówi druhna.
W gaszeniu pożaru piwnicy uczestniczyło sześć zastępów straży pożarnej: trzy zastępy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Szamotułach oraz druhowie z Przecławia, Pamiątkowa i Baborowa. Na szczęście, pożar szybko udało się opanować, a opanowanie i bohaterstwo pani Aleksandry wszystkim teraz imponuje, a jednostka okrzyknęła ją nawet tytułem „Bohaterka dnia!”.
- W OSP jestem dzięki bratu i narzeczonemu. To oni mnie zainspirowali do tego i bardzo się z tego cieszę - dodaje na koniec kobieta.