Poświęciła wszystko dla syna, który zmarł. Dramat poznanianki. "Zabrali mi wszystko"

2021-01-13 10:25 mrok

Historia Izabeli Rypińskiej (45 l.) z Poznania to nie jest odosobniony, jednostkowy przypadek. Wiele matek i ojców niepełnosprawnych i ciężko chorych dzieci, którym poświęcili całe swoje życie, po ich śmierci przeżywa podwójny dramat. Nie tylko stracili swoje ukochane dzieci, ale także… ŚRODKI DO ŻYCIA. Do tej pory żyli z zasiłków i rent socjalnych, ale po śmierci dzieci zostaje im tylko… bezrobocie. Izabela Rypińska jesienią ubiegłego roku, po 25 latach opieki nad ciężko chorym synem, pożegnała syna na cmentarzu, a kolejnego dnia obudziła się w zupełnie nowej i przerażającej rzeczywistości. Została bez prawa do zasiłków, emerytury, renty i wszelkich świadczeń. - Zabrali mi wszystkie zasiłki, a ja nawet za pogrzeb syna nie miałam z czego zapłacić - mówi. Teraz kobieta szuka pracy. - Niestety jestem nieatrakcyjnym pracownikiem i mam problem ze znalezieniem czegokolwiek - mówi załamana.

Gdy urodził się Adrian, świat pani Izabeli się zatrzymał. Porażenie mózgowe… To nigdy nie brzmi dobrze. W jeden dzień plany, marzenia, cele i pragnienia młodej, 20-letniej kobiety drastycznie się zmieniły. - Świat mi się załamał, ale postanowiłam, że się nie poddam  i że dam Adrianowi wszystko, co najlepsze - mówi pani Iza, która dzielnie z chorobą syna walczyła nawet wtedy, gdy ojciec chłopaka zginął w wypadku samochodowym i ona została jednym opiekunem niepełnosprawnego dziecka.

Gdy Adrian miał 5 lat przyszedł kolejny cios. Stan dziecka pogarszał się, a lekarze oznajmili, że chłopiec ma dystrofię mięśniową typu „Duchenna”. Choroba postępowała z każdym miesiącem. Gdy chłopiec miał 16 lat, został na stałe przykuty do łóżka, gdy 17, musiał już za niego oddychać respirator. Życie pani Izabeli było podporządkowane tylko Adrianowi. - Sama go myłam, sama karmiłam, sama dawałam leki - opisuje. Jej życie wyglądało tak: - Szłam do sklepu po zakupy i wracałam opiekować się synem - opisuje.

Przy tej opiece sama się rozchorowała. Są dni, że nadwyrężony podnoszeniem dorosłego mężczyzny na łóżku - kręgosłup nie pozwala wstać z łóżka.

Gdy Adrian jesienią ubiegłego roku po prostu umarł we śnie, pani Iza załamała się. - Był całym moim życiem - mówi, a głos jej się łamie. Żałoba i tęsknota za dzieckiem to jedno, a problemy dnia codziennego to zupełnie inna kwestia. Pani Iza z dnia na dzień została zupełnie bez środków do życia. W takiej sytuacji jak ona jest wiele osób w Polsce. - Po śmierci Adriana, zostały mi zabrane wszystkie zasiłki, jakie pobierałam na niego, oraz renta socjalna, jaką otrzymywał syn - mówi. Zarejestrowała się jako bezrobotna i z tego tytułu pobiera zasiłek, ale za dwa miesiące będzie już nawet bez tego. Dlatego pani Iza szuka pracy. - Jakiejkolwiek, ale nie fizycznej, ponieważ przez schorowany kręgosłup nie byłabym w stanie - mówi.  - Chciałabym iść do ludzi, robić cokolwiek, byle już nie myśleć o tamtych 25 latach - mówi kobieta. Pani Iza założyła także w internecie zbiórkę funduszy, ponieważ po opłaceniu rachunków, z zasiłku dla bezrobotnych zostaje jej 200 złotych „na życie”. Wspomóc panią Izę można tutaj. - Najważniejsze to i tak dla mnie jest teraz znalezienie pracy - mówi i czule głaszcze zdjęcie swojego zmarłego syna Adriana… Jeśli ktoś chciałby dać pani Izie pracę - może skontaktować się z nami, pisząc wiadomość na adres e-mail: wielkopolskie@se.pl

Sedno Sprawy - Szymon Hołownia