Zmumifikowane zwłoki pana Józefa odkryto na początku lutego 2026 roku. Jak ustalono, mężczyzna od lat żył w izolacji, nie utrzymywał kontaktów z rodziną ani sąsiadami, nie miał dzieci ani rodzeństwa.
Wystąpiliśmy do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie o pochowanie mężczyzny jako 'NN'. Nie ustaliliśmy najbliższych osób i wyczerpaliśmy w tym zakresie wszystkie możliwości – przekazał „Wyborczej” rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, Łukasz Wawrzyniak.
Pan Józef G. był byłym pracownikiem technicznym Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Wspierał naukowców w obliczeniach, porządkowaniu danych i pomiarach w terenie. Mimo to żył samotnie, nie utrzymywał kontaktu z nikim i większość sąsiadów znała go jedynie z kurtuazyjnego „dzień dobry”.
Zwłoki odkrył komornik, który wszedł do mieszkania w związku z zaległościami w opłatach za media.
Gdyby nie egzekucja komornicza, nikt nadal by nie wiedział, że spokojny emeryt z poznańskiego Piątkowa nie żyje. Stan ciała był tak zaawansowany, że śledczy nie są w stanie nawet z całą pewnością stwierdzić, czy to rzeczywiście właściciel lokalu. Ponadto brak krewnych uniemożliwia przeprowadzenie badania porównawczego DNA w celu potwierdzenia tożsamości. W tym celu potrzebna będzie opinia antropologa i dodatkowe badania, które mogą określić czas zgonu.
Mieszkanie pana Józefa znajdowało się w bloku na osiedlu Bolesława Śmiałego, liczącym ponad 200 lokali. Sąsiedzi twierdzą, że mężczyzna często wyjeżdżał i był odludkiem, dlatego jego nagłe zniknięcie nie wzbudziło podejrzeń.
Co więcej, dzięki stałemu zleceniu na opłacanie czynszu, Poznańska Spółdzielnia Mieszkaniowa nie odnotowała żadnych zaległości, a nikt nie zgłaszał nieprzyjemnego zapachu z mieszkania. Dopiero zaległości w mediach sprawiły, że sprawa wyszła na jaw, odsłaniając tragiczną prawdę o samotności pana Józefa.