Zdarzenie miało miejsce w sobotę, 20 czerwca tuż przed godziną 14:00 w powiecie kościańskim. Według informacji przekazanych przez Komendę Powiatową Policji w Kościanie, pogotowie ratunkowe otrzymało wezwanie do pacjenta, który miał rzekomo dostać ataku padaczki.
Kiedy medycy zjawili się pod wskazanym adresem, okazało się, że doniesienia mijały się z prawdą. Zamiast udzielać pomocy, musieli zmierzyć się z 28-latkiem, który od razu rzucił się z rękami na jednego z ratowników.
Medyk w obawie o swoje bezpieczeństwo zamknął się w karetce i chciał wezwać wsparcie, ale napastnik nie odpuszczał i ruszył za nim w pościg.
Gdy ten schronił się w karetce i próbował wezwać na miejsce patrol policji, agresor wszedł za nim do ambulansu, usiłował wyrwać mu telefon komórkowy, a następnie uderzył go w klatkę piersiową – przekazali policjanci.
Na szczęście drugi członek zespołu medycznego oraz świadkowie zdarzenia zareagowali błyskawicznie i powstrzymali krewkiego 28-latka. Niedługo potem na miejscu zjawili się funkcjonariusze policji, którzy natychmiast obezwładnili i zatrzymali napastnika.
Szybko wyszło na jaw, co było przyczyną tak gwałtownego zachowania mieszkańca powiatu kościańskiego. Mężczyzna był skrajnie nietrzeźwy – alkomat pokazał wynik aż 3,44 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.
Gdy tylko 28-latek doszedł do siebie, przedstawiono mu zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego. Za to przewinienie kodeks karny przewiduje do trzech lat więzienia.
Stróże prawa przypominają, że pracownicy pogotowia w trakcie pełnienia dyżuru podlegają identycznej ochronie prawnej, co policjanci czy strażacy.
Każdy, kto dopuszcza się przemocy, narusza ich nietykalność cielesną lub znieważa ich w związku z wykonywanymi czynnościami służbowymi, musi liczyć się z odpowiedzialnością karną – podkreślają funkcjonariusze.
Policjanci zwracają też uwagę na inny, niezwykle ważny aspekt: każdy atak na medyków niesie za sobą poważne konsekwencje nie tylko dla samych ratowników, ale i dla pacjentów, ponieważ wyklucza zespół z pracy i drastycznie wydłuża czas dojazdu do osób faktycznie potrzebujących pilnej pomocy medycznej.