Znaleźli Patryka w hotelu, miał nóż wbity w głowę. Wcześniej "Jagodzianka" zabił ukochaną Klaudię

2026-02-10 18:23

Patryk Ł., znany jako „Jagodzianka”, wielokrotnie występował w filmikach publikowanych w mediach społecznościowych, na profilach opowiadających o pracy w lombardzie. Sam również działał w sieci jako tiktoker i youtuber. Budził jednak mieszane uczucia wśród widzów oraz osób, z którymi miał styczność. Dziś niektórzy z nich mówią wprost o podejrzeniach dotyczących jego pogarszającego się stanu zdrowia psychicznego, ale nie sądzili, że mężczyzna jest zdolny do popełnienia jednego z najgorszych przestępstw, czyli zabójstwa. Aż w końcu doszło do tragedii z jego udziałem. Szczegóły, które przedstawiliśmy w programie „Pokój Zbrodni”, mrożą krew w żyłach.

Patryk Ł. zyskał popularność w mediach społecznościowych za sprawą filmików na TikToku i w serwisie Youtubie, w których występował. Był częstym gościem nagrań na kanale „Prawdziwy lombard” lub „Pan z Lombardu”, gdzie regularnie zastawiał swoje płyty i opowiadał o zamiłowaniu do hip-hopu, w dużym skrócie. Mężczyzna o pseudonimie „Jagodzianka” budził mieszane uczucia wśród widzów: jedni uważali, że jest niegroźny i sympatyczny, inni raczej traktowali go z przymrużeniem oka, a Patryk stawał się ich obiektem żartów. Niezależnie od podejścia, nikt nie spodziewał się, że tiktoker jest skłonny do popełnienia zbrodni, której echa do dziś będą pobrzmiewać w polskich mediach. A jednak tak się stało.

Z ustaleń śledczych wynika, że „Jagodzianka” miał przyjechać do Wolsztyna w województwie wielkopolskim w środę, 1 października 2025 roku. Zameldował się w tamtejszym hotelu Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, był umówiony z 25-letnią Klaudią. Dziewczyna mieszkała w Wolsztynie i od kilku miesięcy spotykała się ze starszym o trzy lata Patrykiem. Ale to konkretne spotkanie nie miało należeć do miłych: z zeznań koleżanek młodej kobiety wynika, że ta pojawiła się wieczorem w hotelu, by odebrać od partnera swoje rzeczy. Chciała bowiem zakończyć ich związek. Funkcjonariusze podejrzewają, że Klaudia mogła obawiać się chłopaka, dlatego na spotkanie zabrała ze sobą eskortę w postaci dwóch przyjaciółek. Dziewczyny nie weszły z nią jednak do środka, zawiozły ją pod hotel i czekały w samochodzie aż 25-latka wróci.

- Zaniepokojone tym, że długo jej nie ma, zaczęły do niej dzwonić. Telefon odebrał mężczyzna, którego odwiedziła. One prosiły, by przekazał jej komórkę, ale odmawiał – relacjonował prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Patryk Ł. początkowo twierdził, że Klaudia poszła się kąpać, obiecał że oddzwoni, i rzucił słuchawką. Karolina, przyjaciółka dziewczyny, mówiła w mediach, że wielokrotnie wybierały numer ponownie, ale telefon milczał. W końcu „Jagodzianka” znowu odebrał, zaczął krzyczeć i przeklinać. – Wtedy poczułam, że coś jest nie tak – zeznała dziewczyna. Koleżanki najpierw zaalarmowany recepcję hotelu, lecz w pokoju przez zablokowane drzwi było słychać tylko dzwoniący telefon. Na miejsce wezwano więc policję, która siłą weszła do środka. Widok, który zastali funkcjonariusze, okazał się wstrząsający.

Ona leżała w kałuży krwi, on miał nóż wbity w głowę. Policjanci z Wolsztyna przeżyli szok

25-letnia Klaudia leżała na podłodze w kałuży krwi, nie dając żadnych znaków życia. Ubrudzone były także niemal wszystkie meble dookoła. Na ciele poszkodowanej odnotowano liczne obrażenia kłute i cięte, zadane prawdopodobnie nożem. Podobny rodzaj obrażeń miał również 28-letni Patryk, tyle że on w momencie interwencji jeszcze żył. W stanie ciężkim został błyskawicznie przetransportowany do najbliższego szpitala, gdzie rozpoczęła się walka o jego życie. Badania wykazały, że miał w organizmie prawie dwa promile alkoholu. Prokuratura przypuszczała, że ofiara została przez niego zaatakowana znienacka, a on sam musiał się do zbrodni przygotować. Mimo starań personelu medycznego, mężczyzna zmarł, natomiast informacja o jego śmierci oraz prawdziwej tożsamości szybko rozniosła się po mediach, w których sam działał.

- Wstępne ustalenia wskazują, że mężczyzna zabił kobietę, a potem targnął się na własne życie – mówił prokurator Łukasz Wawrzyniak. – Dokładny motyw zdarzenia nie jest jeszcze znany, ale w grę wchodzi zawód miłosny, niepogodzenie się z tym, że młoda kobieta chciała zakończyć ich relację – dodawał. Z poczynionych ustaleń śledczych wynikało, że to nie pierwszy raz, kiedy Klaudia chciała zerwać z Patrykiem na przestrzeni ostatnich miesięcy. W przeszłości 28-latkowi udawało się ją jakoś przekonać, albo przynajmniej odłożyć to wydarzenie w czasie. Tym razem 25-latka była bardziej stanowcza, chciała zabrać swoje rzeczy i odciąć się od niego. To wtedy miał wpaść w szał, chwycić za nóż i brutalnie zamordować kobietę. Gdy zorientował się, do czego doprowadził, zaczął ciąć również sam siebie i – jak już wiemy – odebrał sobie życie.

Prokuratura wszczęła śledztwo, mające na celu wyjaśnić szczegółowe okoliczności zdarzenia. Rozpoczęto przesłuchania świadków, przeprowadzono sekcję zwłok, analizowano i zabezpieczano wszelkie dowody. Przeprowadzono też oględziny, wykorzystując skaner 3D.

- Kobieta zmarła od licznych ran ciała zadanych narzędziem ostrokrawędzistym, między innymi głowy, szyi, lewego barku i przedramienia. Mężczyzna zmarł w szpitalu. Na jego ciele ujawniono także rany od takiego narzędzia: były to rany cięte szyi i przedramion oraz rana kłuta głowy. Badania sekcyjne potwierdziły ten mechanizm śmierci. Kobieta i mężczyzna znali się, byli parą. Sprawca przyjechał do Wolsztyna, by oddać pokrzywdzonej jej rzeczy, to dlatego spotkali się w hotelu – potwierdzał wersję wydarzeń przedstawiciel prokuratury. Z sekcji zwłok wynikało, że Klaudia zmarła w wyniku wykrwawienia, a Patryk w wyniku krwawienia wewnątrzczaszkowego – po tym, jak wbił sobie nóż w głowę. Jednocześnie uznano, że „Jagodzianka” przyjechał do hotelu już z planem dokonania zbrodni, ponieważ zabrał ze sobą nóż, którego nie ma na wyposażeniu wynajętego pokoju. Nie udało się ustalić, czy najpierw próbował przekonać ofiarę, żeby go nie zostawiała, czy od razu rzucił się na nią, kiedy przekroczyła próg pomieszczenia. Charakter obrażeń, miejsca ich zadania i rozległość, świadczą o dużej brutalności czynu.

Zobacz galerię zdjęć z miejsca zdarzenia. Dalsza część artykułu znajduje się pod nią.

Twórcy internetowi mówią o zachowaniach „Jagodzianki”. Pan z Lombardu: "Brak mi słów"

Po wstrząsających wydarzeniach w Wolsztynie, głos w sprawie zabrali także ci, którzy mieli na co dzień styczność z „Jagodzianką”. Damian Iwańczuk z kanału „Pan z Lombardu” przekazał swoim obserwatorom wstrząsające wieści na temat okoliczności zdarzenia. – Mam dla was smutną informację. Patryk „Jagodzianka”, znany z naszych filmów, nie żyje. Najpierw odebrał życie swojej dziewczynie, później sobie. Naprawdę niewyobrażalna tragedia. Moje kondolencje dla rodziców tej dziewczyny. A jeżeli chodzi o niego, to brak mi słów – podkreślił.

Czytaj więcej: Pokój Zbrodni

Kilka miesięcy przed zbrodnią sprawca przestał pojawiać się na kanale, co wzbudzało pytania widzów o powody jego zniknięcia. Wpływ na ograniczenie współpracy miało mieć niepokojące zachowanie Patryka, który zarzucił właścicielom lombardu, że sprzedali przekazane na cele charytatywne płyty i zatrzymali pieniądze dla siebie.

Pan z Lombardu, którego kanał na Youtubie obserwuje ponad pół miliona ludzi, tłumaczył w specjalnym nagraniu, że „Jagodzianka” rozpowiada nieprawdę na ten temat. Zaprzeczono oskarżeniom, zapewniając że wszystkie płyty nadal znajdują się na magazynie i nie zostały sprzedane. Dodawał, że nieporozumienie mogło wynikać z tego, że Patryk nie potrafił znaleźć egzemplarzy, które zostały schowane w zamkniętych kartonach, do których ten nie miał dostępu.

Dziesięć miesięcy przed popełnionym zabójstwem, „Pan z Lombardu” wskazywał również na to, że „Jagodzianka” może mieć jakieś problemy natury psychicznej. – Nie chcę go tutaj osądzać ani nic, ale ewidentnie coś się dzieje. Gościu, no nie ma co ukrywać, coś mu tam się w głowie dzieje niedobrego – podkreślił. To dlatego świadomie nie publikował niektórych materiałów z jego udziałem. – Nie chcieliśmy tego robić, choć teraz może i bym to puścił, żebyście zobaczyli, jaką w ogóle gościu maskę zakładał, wchodząc do lombardu – wyjaśniał widzom.

Ludzie wciąż o niego pytają, filmiki krążą w internecie. "Wydawał się taki pozytywnie zakręcony"

W listopadzie 2025 roku po sieci krążyło jeszcze nagranie, na którym jeden z odwiedzających lombard pytał youtubera o tę sprawę. – Już nie przychodzi? – zapytał o „Jagodziankę”. – Nie – odpowiedział krótko prowadzący. – Nie dość, że zabił dziewczynę, to potem jeszcze odebrał sobie życie. Był z nią, ona chciała odejść od niego, to zabił ją, a potem siebie – podsumował. – Patrz, a wydawał się taki pozytywnie zakręcony. Nigdy bym nie przypuszczał – skwitował klient na nagraniu, które obejrzały tysiące osób.

W programie „Uwaga! TVN” koleżanki Klaudii też wskazywały na to, że Patryk był specyficzny, lecz nie wydawał się groźny. - Było widać na samym początku, że ona naprawdę go kochała, że po prostu była szczęśliwa - relacjonowała przyjaciółka ofiary, Julita. Para poznała się przez internet, pisali ze sobą od roku. Mimo że dzieliło sporo kilometrów, regularnie się odwiedzali. Coraz częściej dochodziło jednak do konfliktów, zakochani niegdyś ludzie zaczęli się ze sobą ostro kłócić, nie mogli dojść do porozumienia. Wreszcie 25-latka zdecydowała o rozstaniu. Resztę tej tragicznej historii już znamy.

- Była spontaniczna, zawsze uśmiechnięta. Wszędzie jej było pełno, chętna do pomocy. Z każdym problemem można było do niej podejść - wspominają dziewczynę jej bliskie koleżanki i przyjaciółki. Klaudia pracowała w lokalnym sklepie, wciąż mieszkała z rodzicami.

- Ciężko się mówi, że już nie wróci, że ktoś po prostu zdecydował za nią i odebrał jej życie. Ludzie są w szoku, płaczą razem z nami. Czasami nawet słowa nie są potrzebne. Wystarczy, że się spojrzy na człowieka i od razu widać, że ta osoba wie o tym, współczuje i tę żałobę z nami przeżywa – mówiła Julita w rozmowie z reporterem programu „Uwaga! TVN”. - Była dobrym człowiekiem i po prostu nie zasługiwała na to, co się stało – dodawała inna przyjaciółka ofiary, Ewelina. 25-letnią Klaudię podczas pogrzebu w Wolsztynie pożegnały tłumy osób.

Gdy przygotowywaliśmy ten materiał na potrzeby programu „Pokój Zbrodni”, prokuratura nadal prowadziła postępowanie dotyczące wyjaśnienia szczegółowych okoliczności zdarzenia. Z powodu śmierci zarówno ofiary, jak i sprawcy, wkrótce postępowanie zostanie prawdopodobnie umorzone i formalnie zakończone.

Sonda
Czy kary za znęcanie się nad dziećmi powinny być wyższe?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki