70-letni pan Władysław UMIERAŁ w szpitalu na krześle. FATALNA pomyłka lekarzy?

2021-01-22 11:02 tom
70-letni pan Władysław UMIERAŁ w szpitalu na krześle. FATALNA pomyłka lekarzy?
Autor: PublicDomainPictures/Pixabay 70-letni pan Władysław UMIERAŁ w szpitalu na krześle. FATALNA pomyłka lekarzy?

Pan Władysław, 70-letni pacjent, został przyjęty na SOR "w trybie nagłym w wyniku przekazania przez zespół ratownictwa medycznego". Mimo to mężczyzna godzinami oczekiwał na pomoc lekarzy na krześle w poczekalni, a personel był przekonany, że samowolnie opuścił szpital. Dopiero gdy wezwano policję, pomyłka wyszła na jaw. W tym czasie stan pana Władysława ciągle się pogarszał. Mężczyzna zmarł, a rodzina zarzuca personelowi poważne zaniedbania. Sprawą zajęła się prokuratura.

Pan Władysław poczuł się źle 3 grudnia 2020 roku. Rodzina wezwała karetkę, mężczyźnie udzielono doraźnej pomocy w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym przy ul. Aleksandrowicza i odesłano do domu. Następnego dnia jego stan zdrowia wciąż się pogarszał, pan Władysław miał problemy z poruszaniem się, kontakt z mężczyzną był utrudniony.

CZYTAJ TEŻ: Radom: Pijany lekarz przyszedł na dyżur! 61-latek dał MOCNO w palnik!

- Czuł, że dzieje się z nim coś złego, ale nie potrafił tego określić, ale widać było, że słabnie i tak jakby chciało mu się spać. Miał problem z utrzymaniem łyżki w dłoni, samodzielnym napiciem się wody, raz zwymiotował - opowiada w rozmowie z portalem "Twój Radom" córka pana Władysława.

W trybie pilnym na korytarz

Ostatecznie tego samego dnia mężczyzna trafił do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego na radomskim Józefowie. Pacjent był świadomy, ale czuł się źle, był osłabiony i senny. Pandemia koronawirusa sprawiła, że rodzina nie mogła jechać do szpitala razem z panem Władysławem. Po kilku godzinach córka mężczyzny usiłowała uzyskać informacje o jego stanie zdrowia. Personel szpitala przekazał jej przez telefon, że mężczyzna, mimo że trafił na SOR w trybie pilnym, wciąż oczekuje na badanie na korytarzu.

Wyszedł ze szpitala czy nie?

Sprawy skomplikowały się ok. godz. 13:00. Pojawił się komunikacyjny chaos. Rodzina uzyskiwała sprzeczne informacje o panu Władysławie, raz słyszeli, że pacjent wciąż czeka na badanie, innym razem okazało się, że w systemie w ogóle pana Władysława nie ma! Około 15:00 rodzina pacjenta dowiedziała się od personelu, że pan Władysław rzekomo wypisał się na własne życzenie ze szpitala. Jednocześnie lecznica powiadomiła policję. Policjanci przyjechali pod dom, ale w międzyczasie wyszło na jaw, że pacjent wciąż siedzi na tym samym krzesełku w szpitalnym korytarzu. Wieczorem ostatecznie mężczyzna został zaintubowany, ale jego stan - zdaniem małżonki - był już bardzo zły.

7 grudnia rano rodzina pana Władysława dostała telefon ze szpitala. Pacjent zmarł. Jego zrozpaczeni bliscy złożyli skargę, zarzucając lekarzom poważne zaniedbania. Trwa też śledztwo w prokuraturze.

- 7 grudnia ubiegłego roku zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Dotyczy ono narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu przez personel medyczny Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu poprzez nieudzielenie prawidłowej opieki, w skutek czego nastąpił zgon pacjenta. To czyny opisane w artykule 160 par. 2 i artykule 155 kodeksu karnego. Zawiadomienie złożyła córka zmarłego - mówi prokurator Beata Galas, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Radomiu, w rozmowie z "Wyborczą".

Co z monitoringiem?

Co więcej, zgodnie z ustaleniami "Wyborczej", na terenie szpitala nie dało się zabezpieczyć nagrania z monitoringu, ponieważ okazało się, że kamery nie działają od kilku miesięcy. Bliscy zmarłego mają dużo żalu i nie mniej zastrzeżeń co do warunków w szpitalu i postawy personelu.

ZOBACZ: Radom. W szpitalu tymczasowym NIE MA łóżek. Stoi pusty od grudnia

- Uważam, że postawa służby medycznej w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu to wstyd. Przejście przez SOR to droga przez mękę i przetrwają nieliczni, którzy potrafią się sami obronić. Każde stanowisko pracy wymaga odpowiedzialności, a praca lekarzy czy personelu medycznego w szczególności, gdyż odpowiada za ludzkie zdrowie i życie, a niestety w tym przypadku coś zawiodło - podkreśla córka pana Władysława, cytowana przez "Wyborczą".

Julianka (woj. podlaskie). Adam W. (+50 l.) spłonął w pożarze swojego domu. Na pogorzelisku czeka na swojego pana wierny pies Argo