Groził, że spali dom byłej dziewczyny! Potem wrócił z 17-letnią partnerką i staranował bramę. Szokujący finał

Najpierw wtargnął do domu byłej partnerki i groził, że spali budynek, w którym mieszkała z matką. Ale to nie był koniec koszmaru kobiet spod Mielca (woj. podkarpackie). Kilka tygodni później 23-letni Bartłomiej T. wrócił pod ich posesję. Tym razem w samochodzie siedziała z nim 17-latka, którą nazywał swoją nową dziewczyną.

Agresywny były
Autor: Brian A Jackson/ Shutterstock

Wszystko zaczęło się 4 października. 23-letni Bartłomiej T. pojawił się w domu swojej byłej partnerki w Radomyślu Wielkim. Chciał z nią porozmawiać, jednak był pijany i zachowywał się na tyle niewłaściwie, że domownicy kazali mu wyjść. Mężczyzna opuścił posesję, ale nie zamierzał odpuścić. Zaledwie pół godziny później wrócił!

Tym razem nie czekał na zaproszenie. Przeskoczył przez ogrodzenie i wtargnął do domu. Nie reagował na żądania opuszczenia budynku. Sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Dopiero kiedy matka jego byłej dziewczyny zadzwoniła na numer alarmowy 112, intruz zdecydował się wyjść. Na odchodne znieważył kobietę i zaczął grozić obu mieszkankom, że spali ich dom!

Sprawą zajęła się prokuratura. Wobec 23-latka zastosowano dozór policyjny oraz zakaz kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonych. Mogło się wydawać, że kobiety wreszcie odzyskają spokój. Nic bardziej mylnego.

Przyjechał z 17-latką. Samochodem staranował bramę

Nocą 27 października Bartłomiej T. ponownie pojawił się w pobliżu domu swojej byłej partnerki. Tym razem przyjechał samochodem, który kupił zaledwie kilka dni wcześniej. Nie był sam. Obok niego siedziała 17-letnia dziewczyna, którą przedstawiał jako swoją nową partnerkę.

To, co wydarzyło się później, mrozi krew w żyłach. 23-latek skierował samochód w stronę bramy posesji, na której mieszkała jego była dziewczyna, i z impetem uderzył w nią tyłem pojazdu! Według ustaleń śledczych zrobił to celowo.

— Prowadząc samochód, umyślnie wjechał z impetem tyłem pojazdu w bramę posesji — przekazał Łukasz Malarski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Uderzenie było na tyle mocne, że uszkodzenia bramy wyceniono na 4,5 tys. zł. Ale na tym dramat się nie skończył. Mężczyzna odjechał uszkodzonym samochodem, zabierając ze sobą 17-latkę. Wkrótce doszło do kolejnego nieszczęścia.

Rozbił samochód o drzewa i uciekł. Ranna 17-latka miała milczeć

Podczas dalszej jazdy 23-latek stracił panowanie nad pojazdem i z impetem uderzył w przydrożne drzewa. Siedząca obok niego nastolatka została ranna! Nie skończyło się jedynie na strachu. Obrażenia dziewczyny były na tyle poważne, że według ustaleń śledczych skutkowały naruszeniem czynności jej organizmu przez ponad siedem dni.

Zamiast wezwać pomoc, Bartłomiej T. uciekł z miejsca wypadku. Co więcej, nakazał dziewczynie milczeć o tym, co się wydarzyło!

Dopiero po pewnym czasie, gdy 17-latka zaczęła skarżyć się na ból, do jej miejsca zamieszkania wezwano karetkę pogotowia. Nastolatka trafiła do Szpitala Specjalistycznego w Mielcu.

Śledczy ustalili również, że mężczyzna w ogóle nie powinien siadać za kierownicą. Ciążyły na nim sądowe zakazy prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Mimo to 23-latek wsiadł za kierownicę, zabrał nastolatkę i ruszył pod dom swojej byłej dziewczyny.

Pięć przestępstw i widmo wieloletniego więzienia

Jeszcze 27 października policjanci zatrzymali 23-latka. W Prokuraturze Rejonowej w Mielcu usłyszał pięć zarzutów, obejmujących m.in. groźby karalne i znieważenie, naruszenie miru domowego, zniszczenie mienia, spowodowanie wypadku połączonego z ucieczką oraz złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.

Podczas przesłuchania Bartłomiej T. przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów i złożył krótkie wyjaśnienia.

Jak się okazało, nie był to jego pierwszy konflikt z prawem. Mężczyzna był już wcześniej karany m.in. za przestępstwa związane z narkotykami oraz przeciwko instytucjom państwowym. Prokuratura nie sprecyzowała, o jakie konkretnie czyny w tym drugim przypadku chodziło.

Na wniosek prokuratora sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 23-latka na trzy miesiące. Za wszystkie zarzucane mu czyny grozi mu kara łączna nawet 18 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności.

"To była sala tortur". Sędzia zmiażdżył morderców 6-letniego Maksia

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI