„Bear Commando” ruszyło do akcji. Tak płoszą niedźwiedzie w Bieszczadach
Niedźwiedzie w Bieszczadach pojawiają się coraz częściej blisko domów, odstraszają turystów i sprawiają, że część mieszkańców boi się wychodzić po zmroku z domów. Odpowiedzią na bliskie spotkania z drapieżnikami ma być specjalna grupa powołana do ich płoszenia. Jak podaje Radio ZET, „Bear Commando” ma za sobą pierwsze interwencje. Zespół reaguje wtedy, gdy drapieżniki pojawiają się w pobliżu domów, gospodarstw lub miejsc, gdzie przebywają ludzie.
Możliwość prowadzenia takich działań pojawiła się pod koniec czerwca. Wtedy weszły w życie przepisy pozwalające na używanie gumowych kul do odstraszania niedźwiedzi. Celem nie jest zrobienie zwierzętom krzywdy, ale wywołanie u nich strachu przed zbliżaniem się do zabudowań.
Jak relacjonuje Radio ZET, w skład „Bear Commando” wchodzi 12 osób wyposażonych w strzelby gładkolufowe. Grupa była już kilka razy wzywana do akcji.
RDOŚ: odstraszanie ma sprawić, aby niedźwiedzie kojarzyły obecność ludzi z nieprzyjemnym doświadczeniem
Rzecznik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie Łukasz Lis przekazał, że najczęściej interwencje dotyczą samicy niedźwiedzia, która regularnie pojawia się w okolicach Wołkowyi. To właśnie ona najczęściej trafia na zdjęcia i nagrania publikowane przez mieszkańców oraz turystów.
Ta samica jest jednym z 11 niedźwiedzi w Bieszczadach, które mają założone obroże telemetryczne. Dzięki nim służby mogą śledzić przemieszczanie się zwierząt i szybciej reagować, gdy zbliżają się do terenów zamieszkanych.
Przedstawiciele RDOŚ podkreślają, że odstraszanie ma sprawić, aby niedźwiedzie kojarzyły obecność ludzi z nieprzyjemnym doświadczeniem i przestały szukać pożywienia w pobliżu domów. To ma zwiększyć bezpieczeństwo zarówno mieszkańców, jak i samych zwierząt.