Balkon oderwał się od ściany. Wszystko wydarzyło się w kilka sekund
Do tragedii doszło we wrześniu 2023 roku. 51-letni Robert i Sylwia Stawiszyńscy wyszli z filiżankami kawy na balkon swojego mieszkania w kamienicy przy ul. Czystej w Sosnowcu. Chwilę później wydarzyło się coś, czego nie mogli się spodziewać. Betonowa płyta balkonu oderwała się od ściany budynku i runęła kilkanaście metrów w dół.
Wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Małżeństwo nie miało praktycznie żadnych szans na ucieczkę.
Sylwia Stawiszyńska w ciężkim stanie trafiła do szpitala w Sosnowcu. Lekarze natychmiast rozpoczęli walkę o jej życie. Obrażenia były jednak zbyt poważne. Kobieta zmarła niedługo później na stole operacyjnym.
Jej mąż również walczył o życie. Przez wiele tygodni przebywał w szpitalu, był w śpiączce, przeszedł liczne operacje i długą rehabilitację. Jak mówił dziennikarzowi „Super Expressu”, miał połamane około 70 procent kości w ciele.
W końcu wrócił do domu. Ale do życia sprzed tragedii już nie wrócił.
Balkony były w fatalnym stanie. Prokuratura wskazała odpowiedzialnych
Śledztwo prokuratury wykazało, że stan balkonów w kamienicy od dawna był fatalny.
Ostatecznie prokuratura oskarżyła o spowodowanie tragedii pracowników Miejskiego Zakładu Zasobów Lokalowych: Jeremiasza Z. i Marka N. Zdaniem śledczych, mimo zaleceń dotyczących natychmiastowego remontu balkonów, nie doprowadzili oni do wykonania koniecznych prac.
Odpowiedzialność miał ponosić również Krzysztof K. z zewnętrznej firmy. Według prokuratury powinien on przeprowadzić oględziny budynku, a następnie przekazać protokół z kontroli rocznej do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego.
Tragedia w Sosnowcu. Sylwia zginęła, gdy zawalił się balkon:
Proces w końcu ruszył. Oskarżeni nie przyznają się do winy
Droga do rozpoczęcia procesu była długa i pełna perturbacji. W sprawie dochodziło m.in. do umorzenia śledztwa. Ostatecznie tragedia z balkonu przy ul. Czystej trafiła jednak na wokandę.
Jeremiasz Z. nie przyznał się do winy. Twierdził, że jego rola w planowaniu remontów sprowadzała się jedynie do wyrażania zgody w wymiarze finansowym. Swojej winy w tragedii nie widzi również Marek N. Krzysztof K. nie pojawił się na rozprawie.
Dla Roberta Stawiszyńskiego rozpoczęty proces to powrót do najtragiczniejszego dnia jego życia. Stracił żonę, sam doznał dramatycznych obrażeń i do dziś zmaga się z konsekwencjami wypadku.
Teraz, po trzech latach od tragedii, przed sądem mają zostać ustalone odpowiedzi na pytanie, czy śmierci Sylwii i cierpienia jej męża można było uniknąć.
Kolejna rozprawa odbędzie się w listopadzie 2026 roku.