Czeladzka czarownica, czyli Katarzyna Włodyczkowa była bardzo bogatą mieszczanką. Byli też chętni żeby zagarnąć jej majątek, zwłaszcza ówczesny burmistrz. W 1736 roku po trwającej 73 dni ulewie, Czeladź nawiedziła gigantyczna powódź. Zalane zostały wszystkie tereny leżące nad Brynicą. Dom Katarzyny Włodyczkowej pozostał jednak nietknięty. Burmistrz uważał, że do powodzi i upadku miasta, przyczyniły się czary jego sąsiadki - Katarzyny Włodczykowej. Domniemana czarownica została w 1740 roku ścięta i spalona. Jej majątek został rozgrabiony przez oskarżycieli.
- Na szczęście ówczesny biskup nie zgodził się z tą opinią i zrehabilitował Włodyczkową. Władze musiały majątek oddać rodzinie, a wójt i burmistrz zostali ukarani. Musieli klęczeć w kościele i zapłacić grzywnę - powiedział nam burmistrz Czeladzi Zbigniew Szaleniec.
Osiem lat temu miasto Czeladź, zamówiło rzeźbę Katarzyny Włodyczkowej u rzeźbiarza Jacka Kicińskiego. Miała ona stanąć niedaleko kościoła. Grupa wiernych zaprotestowała i na skwerku przy ulicy 1 Maja obok nowej fontanny zamiast czarownicy stanęły rzeźby trzech aniołów.
Osiem lat rzeźba czeladzkiej czarownicy przeczekała w pracowni Jacka Kicińskiego. Teraz znalazła swoje miejsce w centrum miasta.
Uroczyste osłonięcie pomnika odbędzie się 3 września.