"Yakuza" z Ukrainy działała w Polsce. Ujawniamy metody młodego gangu

Handlowali narkotykami na wielką skalę. Nikt z odbiorców nigdy ich nie widział na oczy. Tak działał gang narkotykowy złożony z Ukraińców, Białorusinów i jednego Polaka. Wszystko odbywało się w internecie. Narkotyki zamawiano na kanale w komunikatorze, nazwanym przez sam gang "Yakuza". Potem był przelew na telefon, a narkotyki, niczym zamówiony w sklepie towar, trafiały do skrytki jak do paczkomatu. Nabywca otrzymywał dane GPS, by trafić do miejsca ukrycia "dragów".

Narkotykowy gang rozbity! Sąd Okręgowy w Gliwicach skazał przestępców

Grupa młodych ludzi skutecznie wprowadziła od obiegu co najmniej 267 kg różnych środków odurzających, zarabiając na tym procederze ponad 15 mln zł. Grupę rozpracowywano przez ponad rok. Kres działalności ukraińskiej Yakuzy przyszedł w lutym 2025 r., gdy policja zatrzymała najważniejszych członków gangu. 11 młodych ludzi usłyszało zarzuty handlu narkotykami, prania brudnych pieniędzy i stworzenia zorganizowanej grupy przestępczej. Najważniejsi w gangu zostali aresztowani i do teraz są w celach - chodzi o szefa grupy Artsioma T., jego przyboczną Nadzeyę C. oraz dwóch braci - Mikhailo D. i Denisa D.

Proces narkomafii dobiegł końca i Sąd Okręgowy w Gliwicach wydał wyrok w ich sprawie. Uznał za winnych wszystkich. Główny oskarżony Artsiom T. usłyszał wyrok 10 lat za kratami. Nadzeya C. ma spędzić w więzieniu 8 lat. Mykhailo D., który odpowiadał za całą logistykę gangu, ma do odsiadki 7 lat. Jego brat Denis otrzymał znacznie mniejszą karę 3 lat i dwóch miesięcy pozbawienia wolności. Reszta oskarżonych otrzymała wyroki od 3 do 4 lat pozbawienia wolności.

Kanał Yakuza, GPS, przelewy na telefon. Model działania grupy przestępczej

Sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości, że młodzi Ukraińcy popełnili wszystkie zarzucane im przestępstwa.

- To była zorganizowana grupa którą kierował Artsiom T. i Nadzeya C. Na to są niezbyte dowody. To wyniki oględzin telefonów komórkowych, wyników oględzin konwersacji przeprowadzanych przez komunikator Telegram. Artsiom T. utworzył tam kanał Yakuza. Miał do niego dostęp jak i Nadzeya C. Tym kanałem się kontaktował z innymi oskarżonymi. Narkotyki były zamawiane z Warszawy i okolic. Funkcjonariusze policji zalogowali sie na ten kanał, ustalili nadane przesyłki i dokonali ich przechwycenia. Wszystkie przesyłki zawierały substancje odurzające i psychotropowe. Przy zatrzymaniu oskarżonych w ich urządzeniach teleinformatyczny ujawniono adresy email używanych do dystrybucji narkotyków, a w miejscu zamieszkania ujawniono dane do tych adresów email. Funkcjonariusze wykonali tu ogromną pracę przy analizie danych zamówień kurierskich, zestawieniu tych danych z zapisami monitoringu. Nie ma wątpliwości, że paczki były wysyłane z Warszawy i okolic do Łodzi. Tam były te paczki odbierane przez członków grupy, następnie były przepakowywane i wysyłane na teren Śląska oraz do Krakowa. Wiadomo, że tymi czynnościami zajmował się Mikhailo D. - mówił sędzia Wojciech Walesiuk w uzasadnieniu wyroku.

- Na Śląsku i w Krakowie inni członkowie grupy dokonywali dalszej dystrybucji. Ta odbywała się w ten sposób, że sprzedaż narkotyków odbywała się na kanale Yakuza. Osoby zainteresowane kupnem mogły zalogować się na ten kanał, zamówić określone narkotyki, a następnie płaciły albo przelewami na telefon, alb o w formie transakcji blik. Te wpłaty wpływały na rachunki bankowe. Po dokonaniu wpłaty oskarżeni przesyłali kupującym dane geolokalizacyjne, które wcześniej otrzymali sami od innych członków grupy, którzy ukrywali narkotyki na terenie poszczególnych miast - opisywał model działania gangu sędzia.

Kamienne miny, płacz i sukces prokuratury

"Yakuza" starała się tez legalizować pieniądze z handlu narkotykami - kupiła kilka luksusowych samochodów, by później je sprzedać, inwestowała też w krypto i tradycje waluty. Podczas ogłoszenia wyroku na sali obecni byli tylko czterej członkowie gangu. Artsiom T. Mikhailo D. i Denis D. przyjęli werdykt z kamiennymi minami. Za to Nadzeya C. co chwilę wpadała w płacz.

Prokurator Marcin Lizoń z Prokuratury Rejonowej w Rybniku, która prowadziła śledztwo przeciw grupie był zadowolony z rozstrzygnięcia. - Sąd podzielił nasze stanowisko w sprawie kwalifikacji prawnej czynów zarzuconych oskarżonym, a w sprawie kar, prawie je podzielił - powiedział "Super Expressowi" prokurator, z którym rozmawialiśmy po publikacji wyroku.

Natomiast zgoła odmienne zdanie miał obrońca Artsioma T. mec. Bartłomiej Wojas. - Naszym zdaniem wina nie została udowodniona w całości. Sąd nie przeprowadził dowodu z opinii biegłych z zakresu informatyki śledczej, w naszej ocenie było to kluczowe. Chodziło o ustalenie, jak to wszystko działało, a przede wszystkim, czy inne osoby miały dostęp do kontakt, które zostało przypisane mojemu klientowi - stwierdził mecenas Wojtas.

Galeria ze zdjęciami: Ukraińska Yakuza rozbita! Sąd ogłosił wyroki

Ukraińska Yakuza skazana

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki