Udusiła 2-letniego Mareczka. Zrzuciła winę na starszego synka

2026-05-09 5:25

Chłopczyk miał zaledwie dwa lata, kiedy stracił życie w jednym z mieszkań w Mysłowicach. Jego matka, Magdalena W., początkowo zarzekała się, że jej syn zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Później próbowała zrzucić winę na swoje drugie dziecko, 4-letniego wówczas Wiktora. Ostatecznie wyszło na jaw, że to ona jest odpowiedzialna za śmierć Mareczka. Ekspertyza wykazała, że chłopiec zmarł w wyniku gwałtownego uduszenia.

Zabójstwo 2-letniego dziecka w Mysłowicach. Szokujące zeznania matki

Do szokujących wydarzeń doszło 17 maja 2022 r. w jednym z mieszkań w bloku przy ul. Wielka Skotnica w Mysłowicach (województwo śląskie). Magdalena W. przebywała tam wówczas ze swoim partnerem oraz dwoma synami: 2-letnim Markiem (+2 l.) i Wiktorem (4 l.). Dzień rozpoczął się od kłótni kochanków. Po ostrej wymianie zdań, mężczyzna wyszedł z mieszkania, ale Magdalena W. zaczęła bombardować go telefonami. W końcu ściągnęła go z powrotem. Wtedy zauważył on z przerażeniem, że 2-letni Mareczek nie oddycha! Rozpoczął reanimację i zadzwonił po służby. Niestety, chłopca nie udało się uratować.

W chwili zbrodni w mieszkaniu znajdowała się tylko Magdalena W. oraz jej dwóch synów. Twierdziła, że doszło do wypadku. Według niej dzieci bawiły się w jednym z pokojów, kiedy ona ucięła sobie drzemkę. Gdy wybudziła się ze snu, miała zastać przerażającą scenę. Mały Wiktorek ponoć sam powiedział jej, że zamknął młodszego Marka w pudle wersalki, gdzie 2-letni chłopiec się udusił. - Gdy znalazłam Marka, on miał głowę w tym pojemniku w wersalce. Podniosłam go, był leciutki i głowa mu leciała. Zaczęłam się drzeć na Wiktora: „Coś ty zrobił, Marek nie żyje!”. Wiktor mi powiedział, że otworzył narożnik i zamknął Marka w środku. Zadzwoniłam po partnera. Nie zadzwoniłam na pogotowie, bo byłam w szoku - zeznawała Magdalena W.

Oskarżenie o morderstwo i proces

Śledczy nie wierzyli jednak w tę wersję wydarzeń. Magdalena W. została oskarżona o morderstwo, a potem stanęła przed sądem. - Nie tylko udusiła swoje dziecko, ale stosowała też wobec synów przemoc i wyzwiska - wyliczała prokuratura. Dowodem na te słowa miał być między innymi zabezpieczony przez śledczych film, nagrany telefonem przez 4-letniego Wiktora, na którym słychać, jak matka w wulgarny sposób odnosi się do dzieci.

W kwietniu 2024 r. Sąd Okręgowy w Katowicach skazał kobietę na 15 lat więzienia. Taki wymiar kary nie satysfakcjonował jednak prokuratury, która postanowiła złożyć apelację od tej decyzji. W ocenie Aleksandra Dudy z Prokuratury Okręgowej w Katowicach, taka konieczność wynikała z faktu, że Magdalena W. miała działać w zamiarze bezpośrednim - chciała pozbawić 2-letniego syna życia i skutecznie do jego śmierci doprowadziła. W apelacji domagano się kary dożywocia.

Tymczasem obrońca oskarżonej przekonywał, że Magdalena W. jest niewinna. Podobne stanowisko utrzymywała ona sama. - Jestem niewinna, krzywdy bym nie zrobiła synowi. Jestem osobą nerwową, mam skłonność do agresji, ale nie pozbawiłam życia syna. Wcześniej też straciłam dziecko, ale to była śmierć łóżeczkowa. Nie jestem mamą idealną, lecz kochałam swoje dzieci. Na tej sali wszyscy myślą o mnie źle, myślą że jestem zwyrodnialcem. To nieprawda - przekonywała kobieta.

Apelacja i utrzymany wyrok. "Kara byłaby zbyt surowa"

Sąd Apelacyjny w Katowicach wskazał, że faktycznie doszło do zabójstwa w zamiarze bezpośrednim. Podkreślono, że ocena dowodów osobowych jest spójna, a dowody medyczne uzupełniają się z zeznaniami, jednak żadna z apelacji, zarówno ze strony prokuratury, jak i obrony, nie została uwzględniona. Sąd stwierdził, że pierwotny wyrok jest adekwatny do stopnia winy Magdaleny W. i szkodliwości społecznej jej czynu. Wzięto pod uwagę to, że kobieta w przeszłości nie była karana. - Wyrok ma działać zapobiegawczo i stanowić nauczkę na przyszłość - argumentowano.

- Sąd rozważał karę 25 lat pozbawienia wolności, ale uznał, że taka kara byłaby zbyt surowa - podsumował sędzia Witold Mazur. - Bezpośrednią przyczyną zgonu było gwałtowne uduszenie na skutek zatkania ust i nosa, co doprowadziło do zgonu. Wykluczono, był był to wypadek. Dowody nie wskazują ponadto, by starszy brat przyczynił się do śmierci chłopca, a całość obrażeń ofiary powstała w mechanizmie zatkania otworów oddechowych. Nie mogły one powstać w wyniku zamknięcia wieka tapczanu, nie mógł też starszy brat udusić młodszego, używając swoich rąk - uzasadniał Mazur.

Galeria ze zdjęciami: Magdalena z Mysłowic udusiła 2-letniego Mareczka, zrzuciła winę na starszego synka

Pokój Zbrodni - Czarna Mańka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki