Prokuratura chce dla niego dożywocia. Morderca księdza z Kłobucka znowu stanie przed sądem

Mroźny lutowy wieczór. Ksiądz wraca na plebanię i wjeżdża samochodem do garażu. Gdy wysiada z auta, dostrzega cień przemykający przez pomieszczenie. Chwilę później zostaje zaatakowany, skrępowany i uduszony. Tomasz J. został skazany na 20 lat więzienia, ale to nie koniec tej sprawy. Prokuratura domaga się dla niego dożywocia. We wrześniu mężczyzna ponownie stanie przed sądem.

Ksiądz wjechał do garażu. Chwilę później został zaatakowany

Był mroźny luty, późny czwartkowy wieczór. Ks. Grzegorz Dymek (+58 l.) wjechał autem do garażu plebanii swojej parafii w Kłobucku. Ledwie wysiadł z samochodu, dostrzegł kątem oka cień przemykający przez garaż.

Sekundę później został powalony przez Tomasza J. (52 l.), skrępowany, a następnie uduszony. Zbrodnia wstrząsnęła całą lokalną społecznością. Ks. Grzegorz Dymek, proboszcz i budowniczy kłobuckiej parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej, został napadnięty i brutalnie pozbawiony życia.

Motywem była chęć wzbogacenia się. Tomasz J. spętał ręce księdza trytytkami, a następnie szczelnie owinął jego głowę folią. Duchowny udusił się.

Mężczyzna chciał go okraść. Jak później tłumaczył w sądzie, miał problemy finansowe.

— Miałem długi, bo mi biznes nie wypalił. Oszukano mnie. A słyszałem, że ksiądz ma pieniądze zebrane podczas kolędy. Chciałem go okraść — mówił potem w sądzie Tomasz J.

Ksiądz próbował się bronić. Było już za późno

Proboszcz próbował bronić się przed napastnikiem, ale nie zdołał mu się przeciwstawić. Kiedy na miejscu pojawili się policjanci, szybko zatrzymali sprawcę. Na ratunek duchownemu było jednak już za późno.

Po otrzymaniu opinii biegłych, z której wynikało, że Tomasz J. w chwili duszenia księdza był poczytalny, prokuratura oskarżyła go o zabójstwo.

Proces trwał kilka miesięcy. Sąd uznał Tomasza J. za winnego zabójstwa, ale przyjął, że działał z tzw. zamiarem ewentualnym. Mężczyzna został skazany na 20 lat więzienia.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Radosław Chodorowski podkreślał, że oskarżony przygotował się do napadu. Choć nie planował zabójstwa, miał godzić się z możliwością śmierci swojej ofiary.

— Oskarżony był przygotowany do rozboju. Nie miał zamiaru zabić, ale na pewno był gotowy na zakneblowanie, skrępowanie czy straszenie pokrzywdzonego. Oskarżony chciał uciszyć pokrzywdzonego, aby nie mógł wzywać pomocy, jednakże nie patrzył na to, jak to robi, w jaki sposób owija taśmą streczową głowę pokrzywdzonego. To znaczy, że się godził na to, że może spowodować śmierć człowieka. Nie chciał tego, ale było mu obojętne, czy śmierć nastąpi, czy nie — mówił sędzia Radosław Chodorowski w uzasadnieniu wyroku.

Rodzina księdza chciała dożywocia

Wyrokowi przysłuchiwała się rodzina duchownego. Bliscy ofiary uznali karę 20 lat więzienia za zbyt łagodną.

— My, jako rodzina, chcemy apelacji. Brat zginął śmiercią męczeńską, jego płuca pękły, on nikomu nie zawinił. Dożywocie byłoby naszym zdaniem adekwatną karą — mówił tuż po ogłoszeniu wyroku Andrzej Dymek, brat ofiary.

Podobnego zdania jest prokuratura. To właśnie oskarżyciel zaskarżył wyrok do wyższej instancji i domaga się zaostrzenia kary dla zabójcy proboszcza z Kłobucka. Prokuratura chce, aby Tomasz J. został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności.

Wkrótce mężczyzna ponownie stanie na sali sądowej. Tym razem jego sprawą zajmie się Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Jak poinformował rzecznik tego sądu Gwidon Jaworski, 17 września odbędzie się pierwsza rozprawa apelacyjna przeciwko Tomaszowi J.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki