Przeciął ciało Michała piłą łańcuchową. Nożem, który posłużył do morderstwa, robił sobie kanapki

2026-07-02 18:44

Michał (+49 l.) nie zasłużył ani na taką śmierć, ani na to, co morderca wyczyniał z jego ciałem po zabójstwie. Józef G. (66 l.) najpierw kilkoma ciosami pozbawił życia swego dalszego sąsiada, a potem przez dwa dni trzymał go w domu w przedpokoju. W tym czasie popijał i jadł posiłki ze swą konkubiną Ireną Z. (68 l.). Robił sobie kanapki tym samym nożem, którym zabijał pana Michała… W jego procesie potrzebna była tylko jedna rozprawa i morderca wkrótce usłyszy wyrok. Może zostać za kratami do końca życia.

  • Zabił sąsiada i przez dwa dni trzymał ciało w domu
  • Zwłoki pociął piłą łańcuchową i ukrył w zbiorniku
  • Nożem, którym zabił, później przygotowywał kanapki
  • Rodzina przez miesiące szukała zaginionego 49-latka
  • Oskarżony wprowadzał bliskich ofiary w błąd

Zabił, zbezcześcił i ukrył zwłoki, swej konkubinie kazał milczeć o wszystkim. A bliscy Michała zachodzili w głowę co się z nim stało. Mężczyzna był poszukiwany przez kilka miesięcy jako zaginiony. Ślad po nim się urywał na posesji Józefa G., ale ten nigdy nie wyjawił rodzinie prawdy, tylko potęgując ich cierpienia. - Czas od zaginięcia brata do odnalezienia jego ciała jest ciężki do opisania, żyłem w niepewności, najgorsza byłą ta niewiedza, co się z bratem stało, jaki był jego los. Mieszkaliśmy w jednym domu od urodzenia. Byliśmy bardzo zżyci - mówił dziś na sądowej sali pan Piotr.

Ta makabryczna historia zaczęła się w Chełmie Śląskim w połowie lipca ub. r. Michał, dalszy sąsiad Józefa G., wyjechał z domu na rowerze. Wkrótce potem przepadł jak kamień w wodę. Gdy pan Michał nie wrócił do domu rodzina zgłosiła mundurowym jego zaginięcie. Przeprowadzono w okolicy poszukiwania w terenie. Jednakże człowieka nie było nigdzie. Za to na posesji Józefa G. przy Głogowej stał rower należący do Michała. Jednak Józef G. pytany, czy nie wie co się stało z 49-latkiem udawał niewiniątko. Rozkładał ręce i powtarzał: ”No był u mnie i sobie potem poszedł, ale nie wiem, gdzie”.

Tymczasem Michał już nie żył, a jego ciało spoczywał ukryte w pobliżu. Mówił o tym dziś (2.07) w sądzie sam Józef G. Tragicznego dnia G. spotkał po sklepem pana Michała. Obaj poszli do niego do domku. Postanowili sobie wychylić kilka głębszych. Wraz z nimi była partnerka gospodarza Irena Z. Ona również nie wylewała za kołnierz. - Atmosfera była wesoła, skończyła się moja wódka, Michał wyciągnął swoją butelkę, w pewnym momencie Irena straciła przytomność, zadzwoniłem na policję, ale powiedziałem, że Michał ją dźgnął nożem, żeby przyjechali szybciej. Przyjechali, ale Ireny nie wzięli, bo nie chciała. Przyjechała też policja i dała mi mandat za fałszywe wezwanie – opisywał niewinny początek tragedii Józef G.

Gdy druga półlitrówka także została opróżniona, Józef G. poszedł do sklepu po kolejną. Tym razem nabył 0,7 l i wrócił do domu.

Zabił Michała i przeciął na pół
Autor: Przemysław Gluma / Super Express

- Nie było mnie ok. 10 minut, gdy przyszedłem, zobaczyłem, że Irena jest przykryta kołdrą i płacze, że została zgwałcona przez Michała, wziąłem nóż o długości ok. 20 lub 25 cm, wbiłem Michałowi go pod żebra, nie pamiętam, może zadałem kilka ciosów, działałem w amoku, mówiłem: „jak mogłeś moją babę wziąć”. Zadałem mu ciosy, gdy siedział na wersalce – opowiadał beznamiętnym tonem jak mordował człowieka.

Po tym wszystkim Józef G. nie oprzytomniał. Nie zrobił nic, by ratować krwawiącego sąsiada. Z trudną do pojęcia obojętnością czekał. - Zadałem ciosy, potem sprawdzałem, że nie oddycha… Nie dzwoniłem po policję ani pogotowie – wyznawał G.

To jednak nie był koniec koszmaru. Ciało Michała, który po ataku osunął się z wersalki i leżał na podłodze w pokoju, drażniło Józefa G. Ten działał dalej, jak jakiś robot.

- Postanowiłem go wyciągnąć do przedpokoju. Tak leżał około 2 dni. Zastanawiałem się, co z nim zrobić. W nocy ściągnąłem go po schodach używając dywanu do kotłowni. On był ciężki. Przeciąłem go na pół elektryczną piłą łańcuchową, żeby łatwiej się pozbyć ciała. Ciało wrzuciłem do zbiornika na deszczówkę, wykładzinę w domu umyłem. Nóż, którym zabiłem był po zdarzeniu wielokrotnie myty i używany potem do przygotowywania jedzenia, piły używałem aż do momentu, kiedy spadł łańcuch – zeznawał Józef G.

Przeciął Mariusza na pół piłą łańcuchową. Nożem, którym go zabił, robił sobie kanapki

Zabił Michała i przeciął na pół
Autor: Policja / reprodukcja Gluma Przemysław / Super Express

Sędziowie dopytywali o gwałt, o którym G. opowiadał podczas śledztwa i w sądzie. Mężczyzna upiera się, że jego partnerka została zgwałcona. Irena G. wcześniej w śledztwie zeznawała, że co najwyżej można by mówić o usiłowaniu gwałtu. Dziś jednak w sądzie kobieta wycofała się ze wszystkiego i odmówiła składania zeznań.

W procesie, Józef G. oprócz zabójstwa i zbezczeszczenia zwłok, został też oskarżony o kierowanie gróźb karalnych wobec swej partnerki, by wymóc na niej milczenie o sprawie. Przewód był rekordowo krótki i skończył się po jednej rozprawie. Zeznawało kilku świadków. Jednak żaden z nich nie miał wiedzy o samym morderstwie. Wobec tego, że żadna ze stron nie złożyła wniosków o przeprowadzenie nowych dowodów, przewodnicząca składu sędzia Joanna Sienkiewicz zakończyła proces i oddała głos stronom, by wygłosiły mowy końcowe.

Pierwszy głos zabrał prokurator Prokuratury Rejonowej w Mysłowicach Adam Siwoń.

- Tło jest nie wyjaśnione do końca, ale na pewno doszło do sporu, czy faktycznie było tak jak mówi oskarżony nie ma znaczenia. Użył on noża w zamiarze bezpośrednim, nie starał się zapobiec skutkom swego działania. Nie powiadomił służb, podjął kroki do ukrycia skutków swojego działania, przeciął zwłoki, by ukryć je w szambie, chciał uniknąć odpowiedzialności, nie zreflektował się, nie okazał skruchy, nie poszedł na policję i nie wyznał, co zrobił. Zabrał nawet telefon konkubinie, by nie zadzwoniła na policję. Okoliczności tej zbrodni są bulwersujące, motyw zgwałcenia też właściwie nie znajduje odzwierciedlenia w dowodach, oskarżony to sobie sam wskazuje jako powód ataku. Nie ma wątpliwości, że zabił, a następnie ukrył zwłoki. Wnoszę o łączną karę 25 lat pozbawienia wolności – powiedział prokurator.

O jeszcze wyższą karę poprosił sąd mecenas Łukasz Powązka, pełnomocnik rodziny ofiary mordu. - Podzielamy stanowisko oskarżyciela, ale wnioskujemy o dożywocie - zaczął swą mowę. - W tej szczególnej sytuacji możemy mówić o okrucieństwie. Mamy zdarzenie nietypowe w skali kraju. Oskarżony jest wyzbyty zupełnie uczuć, opowiada o tym wszystkim bez mrugnięcia okiem, nie zdobył się na jakikolwiek dowód empatii np. nie przeprosił rodziny. [...] Natomiast jest też ten okres od zdarzenia do ujawnienia zwłok. Co robi oskarżony w czasie tych miesięcy budzi zdumienie. Bez najmniejszej refleksji przy ciele denata odbywa się biesiada. Przy pełnej świadomości, co się stało, jedzą i spożywają alkohol. Oskarżony nożem, którego użył do zabicia człowieka, robi sobie kanapki. To są historie, którymi można by rozdziały książek kryminalnych zapisać. Potem dopuszcza się zbezczeszczenia zwłok, robi to w sposób całkowicie wyrachowany. Bez jakichkolwiek emocji. Mijają miesiące, oskarżony wprowadza w błąd rodzinę pokrzywdzonego, która poszukuje brata jako zaginionego. A posuwa się nawet do pewnej perfidii. Oprowadza brata ofiary po swym domu, pokazuje mu lodówkę, mówi: zobacz, tutaj go nie ma. Biorąc to pod uwagę powinien sąd rozważyć karę dożywotniego pozbawienia wolności – uzasadniał swój wniosek mec. Powązka.

Natomiast obrona oskarżonego wniosła o wymierzenie „możliwie jak najłagodniejszej kary” za zabójstwo i zbezczeszczenie zwłok oraz uniewinnienie od zarzutu grożenia konkubinie, by ta milczała. - Oskarżony przyznał się do dwóch czynów, współpracował z organami, opisał motywy i przebieg, zdarzenia - uzasadniała Kinga Podlaszewska, aplikantka.

Sąd ogłosi wyrok w tej sprawie 10 lipca.

Sonda
Czy sprawcy zabójstw powinni od razu trafiać za kraty na dożywocie?
Pokój Zbrodni - Zabójstwo Anny z Raszyna

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki