Skandal w autobusie. Pracownik MZK obrażał nastoletnie Ukrainki. Jest decyzja prokuratury

Jeszcze dziś - 14 lipca kierowca związany z MZK w Bielsku-Białej ma usłyszeć zarzut dotyczący szerzenia mowy nienawiści. Po głośnym incydencie z udziałem dwóch nastolatek z Ukrainy śledczy analizują również zastosowanie wobec mężczyzny środka zapobiegawczego. W grę wchodzi policyjny dozór, a nawet tymczasowy areszt.

Wnętrze autobusu
Autor: MZK Puławy/ Materiały prasowe Wnętrze autobusu

Bulwersujące nagranie wywołało lawinę reakcji

Jeszcze dziś kierowca związany z MZK w Bielsku-Białej ma usłyszeć zarzut dotyczący szerzenia mowy nienawiści. To efekt głośnego incydentu, do którego doszło 12 lipca w autobusie linii nr 8. Śledczy nie wykluczają zastosowania wobec mężczyzny środków zapobiegawczych. Rozważany jest zarówno dozór policji, jak i tymczasowy areszt. Decyzje w tej sprawie mają zapaść w najbliższych godzinach.

Sprawa odbiła się szerokim echem po tym, jak do internetu trafiło nagranie wykonane przez jedną z nastolatek. Film błyskawicznie rozprzestrzenił się w mediach społecznościowych, wywołując falę oburzenia i komentarzy.

Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło podczas przejazdu autobusem MZK w Bielsku-Białej. Bohaterkami nagrania są dwie dziewczynki z Ukrainy w wieku 11 i 13 lat. Na filmie widać, jak dorosły mężczyzna kieruje pod ich adresem wulgarne i obraźliwe słowa. W pewnym momencie chwyta również jedną z dziewczynek za rękę.

Nagranie obejmuje jedynie fragment całego zajścia, jednak już ten krótki materiał wystarczył, by wywołać ogromne poruszenie. Według świadków dopiero interwencja prowadzącego autobus kierowcy zakończyła awanturę. Agresywny pasażer został wyproszony z pojazdu.

Okazało się, że agresor był kierowcą MZK

Krótko po ujawnieniu nagrania wyszło na jaw, że agresywny pasażer jest kierowcą zatrudnionym w MZK w Bielsku-Białej. W dniu zdarzenia nie wykonywał jednak obowiązków służbowych, ponieważ przebywał na zwolnieniu lekarskim i podróżował autobusem jako pasażer.

Przedsiębiorstwo niemal natychmiast poinformowało o zakończeniu współpracy z pracownikiem. Jednocześnie sprawą zajęła się policja, która wszczęła postępowanie z urzędu pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Żywcu. Policjanci zabezpieczyli zapis z monitoringu autobusu. Materiał nie został upubliczniony, jednak jego analiza pozwoliła dokładniej odtworzyć przebieg wydarzeń.

Do sprawy odniosło się także MZK, publikując obszerne oświadczenie.

Na podstawie analizy zapisów monitoringu przez osoby uprawnione przez Spółkę wynika, że jedna z poszkodowanych wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki, siedzącej na fotelu poniżej, skierowanym w stronę jazdy. Sytuacja ta – jakkolwiek odstępująca od przyjętych standardów – w ocenie spółki nie odbiegała od zachowań, które na co dzień można obserwować wśród młodzieży podróżującej naszymi autobusami. Ponadto z analizy monitoringu wynika, że sytuacja ta nie zakłócała komfortu podroży innych pasażerów, gdyż młode pasażerki głównie były zajęte korzystaniem z telefonów komórkowych - wyjaśniło MZK w oświadczeniu.

Najpierw zwrócił uwagę, później wybuchł

Z informacji przekazanych przez MZK wynika, że mężczyzna początkowo podszedł do dziewczynek i zwrócił im uwagę. Nastolatki od razu zareagowały — zdjęły nogi z siedzenia, a jedna z nich przesiadła się obok koleżanki.

Przez dłuższą chwilę sytuacja pozostawała spokojna. Monitoring pokazuje jednak, że mężczyzna nadal obserwował dziewczynki. Po pewnym czasie, bez wyraźnej prowokacji z ich strony, niespodziewanie zaczął krzyczeć, używając przekleństw i obraźliwych określeń pod ich adresem.

Przedstawiciele miejskiego przewoźnika stanowczo odcięli się od pojawiających się w internecie komentarzy sugerujących, że nastolatki sprowokowały całe zajście.

Jak podkreślono w oficjalnym stanowisku, nawet jeśli zachowanie dziewczynek odbiegało od zasad dobrego wychowania, nie mogło ono w żaden sposób usprawiedliwiać agresji dorosłego mężczyzny. Zdaniem spółki reakcja sprawcy była całkowicie niewspółmierna do sytuacji.

Najdłuższe linie autobusowe w woj. śląskim: 

Prokuratura podejmie decyzję

Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Żywcu. Jeszcze dziś - 14 lipca mężczyzna ma usłyszeć zarzut dotyczący szerzenia mowy nienawiści. Śledczy analizują również, czy zachodzi konieczność zastosowania wobec niego środka zapobiegawczego. W grę wchodzi dozór policji, a nawet tymczasowe aresztowanie.

Za zarzucany czyn grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. Decyzje prokuratury mają zostać ogłoszone jeszcze w ciągu najbliższych godzin.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki