Śląskie: Beata jechała odebrać córkę, ale nie dotarła. Wjechał w nią pijany żużlowiec

2020-07-08 20:37 Bartosz Wojsa

Rudnik, Śląskie: To były ułamki sekund. Były żużlowiec wyprzedzał inne auto z dużą prędkością, nie widział, że z naprzeciwka jedzie Beata Leśniewska, która jechała odebrać swoją córeczkę, lecz nigdy nie dotarła. Wjechał w nią z impetem, zderzenie czołowe. Sprawca wypadku uciekł, ale szybko został złapany. Okazało się, że był kompletnie pijany! Zniszczył Beacie życie. Teraz kobieta walczy o powrót do normalności.

24 marca tego roku pijany kierowca, były żużlowiec, wyprzedzał inne auto z dużą prędkością. Nie zauważył, że z naprzeciwka jedzie Beata. Czołowe zderzenie, kierowca ucieka z miejsca wypadku. Złapali go niedługo później. Miał prawie 2 promile alkoholu we krwi. Prawie zabił mi dziecko, a na pewno odebrał jej życie, jakie do tej pory miała - tak o koszmarnym wypadku w Rudniku (woj. śląskie) pisze ojciec Beaty Leśniewskiej, która ucierpiała po czołowym zderzeniu z samochodem sprawcy.

Pani Beata walczy o powrót do normalności. - Moja córka to moja największa duma. Aktywna, ambitna i mądra kobieta. Z uśmiechem pokonywała wszelkie przeszkody i tym uśmiechem zarażała wszystkich dookoła. Zawsze miała głowę pełną pomysłów. Skończyła studia na wydziale ekonomii, jednak zawsze najbardziej pasjonowała ją informatyka. W tym zawodzie chciała pracować - mówi jej ojciec. 

Krótko przed wypadkiem zdobyła certyfikat do obsługi systemu SAP oraz międzynarodowy tytuł testera oprogramowania. Beata dużo ćwiczyła, biegała, prowadziła sklep internetowy i wciąż się dokształcała. - Jednak jej największą miłością jest jej pięcioletnia córka Iga. To z nią spędzała czas, uwielbiała się nie zajmować i tłumaczyć jej świat. Wypadek, który spowodował pijany kierowca, zatrzymał to wszystko - czytamy.

Dramat na Bielanach. Aptekarz spłonął żywcem od papierosa

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Pan Ireneusz, ojciec pani Beaty, pisze dalej tak: "Wszystko to, na co pracowała latami, runęło. Pojechałem do szpitala w Rybniku, gdzie moja córka walczyła o życie. Uraz mózgowo-czaszkowy, zmiażdżone kręgi szyjne - rokowania nie były dobre. Po prostu kazali mi się przygotować na najgorsze". 

- Wiedziałem jednak, że moja córka to silna kobieta! Nie poddała się zwłaszcza w swojej najważniejszej walce. Przeżyła. Przez kolejne 4 tygodnie lekarze utrzymywali ją w śpiączce farmakologicznej, potem nie było z nią kontaktu, ale powoli zaczęła wracać. Najpierw mrugnięciem okiem, potem mocniejszym ściśnięciem dłoni. Ma silną motywację - swoją małą córeczkę, z którą nie widziała się od dnia wypadku, której nie może przytulić jak kiedyś - wyznaje.

Od trzech tygodni pani Beata przebywa w Krakowie, w ośrodku, gdzie jest intensywnie rehabilitowana. - Jestem tu z córką, cały dzień mamy wypełniony po brzegi zajęciami, które przynoszą znakomite rezultaty. Beata już mówi, bardzo wolno, części muszę się domyślić, ale mamy kontakt! Odzyskała już władzę nad lewą stroną ciała. Cieszymy się z sukcesów, jednak wiem, że przed nami daleka droga. A wszystko kosztuje - mówi pan Irek.

- Beata ciężko pracuje, by wrócić do swojego życia. Do tego wspaniałego życia, które w jednej sekundzie odebrał pijany kierowca… Żadna kara nie wróci jej zdrowia. Może osiągnąć je tylko intensywną rehabilitacją, a za nią musimy zapłacić sami. Bardzo proszę, pomóż mojej córce. Ona się nie podda, ale tylko z Twoim wsparciem może wygrać i już niedługo tulić w ramionach swoją córeczkę - prosi pan Ireneusz.

Aby pomóc Beacie Leśniewskiej, trzeba wejść na serwis siepomaga.pl. Tutaj link do zbiórki: Beata Leśniewska - KLIKNIJ TUTAJ.