Zabójstwo w Kochanowicach pod Lublińcem
O sprawie dramatu w Kochanowicach lokalna społeczność długo nie zapomni. Jedno życie zostało brutalnie odebrane. Kolejne zostały zdruzgotane i zwalone w gruzy. Koszmar rozegrał się 7 czerwca 2025 roku, o poranku. Wtedy Mariusza R. odwiedził w jego domu Adam S. Ten pierwszy od kilku miesięcy już oficjalnie spotykał się z Nikolą M., wcześniej partnerką Adama i matką ich kilkuletniego synka. Mieli się rozmówić właśnie w temacie opieki nad dzieckiem.
Zaczęło się niewinnie. Rozmowa przebiegała spokojnie przez kilkadziesiąt minut. Mężczyźni rozmawiali w kuchni w domu. Potem wyszli na podwórko. Nagle sprawy przybrały dramatyczny obrót. W pewnej chwili Mariusz miał rzucić do Adama jedno zdanie: „Jeśli nie będziesz potrafił zająć się synkiem, to ja się nim zaopiekuję”. Po tych słowach Adam ugodził go w szyję kuchennym nożem. Po chwili wsiadł w swój samochód i odjechał.
21 maja zapadł wyrok w sprawie zabójstwa. Sąd w Częstochowie nie przyznał racji obrońcy Adama S., który twierdził, że jego klient działał w afekcie. Więcej na temat wyroku i całej sprawy piszemy w tym materiale.
Sędzia, prokurator i obrońca po wyroku w Częstochowie
20 lat pozbawienia wolności w systemie terapeutycznym, zaliczony czas tymczasowego aresztowania i zadośćuczynienie dla córki ofiary - taki wyrok ogłosił 21 maja sędzia Marek Garlik. - Życia ludzkiego nie da się przeliczyć ani na kwoty, ani na lata pozbawienia wolności. Nie dopatrzył się sąd żadnych przesłanek, które pozwoliłyby zakwalifikowanie tego czynu jako zabójstwa w afekcie. Przede wszystkim sprawca zbrodni w afekcie nie sprawdza miesiąc wcześniej w internecie "jak zabić nożem?" i nie zabiera tego noża - „na wszelki wypadek”, jakby miał zamiar zabić. To się wyklucza - mówił sędzia. - Oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim przemyślał to, zaplanował to i zrealizował to - tłumaczył w uzasadnieniu.
- Skutek to śmierć człowieka, coś czego nie można odwrócić, ani jakoś zahamować, człowiek został zabity właściwie bez powodu. Będzie z tym musiała się zmierzyć rodzina zabitego. Oskarżony też będzie musiał z tym żyć, sąd miał na uwadze okoliczności łagodzące - niekaralność skarżonego, dotychczasowy tryb życia oskarżonego, który nie przejawiał żadnych tendencji do naruszania porządku prawnego. Można powiedzieć, że znalazł się w jakiejś sytuacji bez wyjścia i sam zabrnął w sytuację beznadzieją. Oskarżony walczył o dziecko, o opiekę na nim, a teraz nie będzie go wychowywał, nic dobrego ten czyn nie przyniósł. Kara 20 lat pozbawienia wolności wydaje się kara adekwatną - dodawał sędzia.
Wyrok nie jest prawomocny. Apelację od niego wstępnie zapowiedział adwokat Dominik Abłażewicz, obrońca Adama S. - Nie zgadzam się z wyrokiem. Prawdopodobnie złożymy apelację do wyższej instancji. Natomiast ostateczną decyzję podejmiemy, gdy otrzymamy pisemne uzasadnienie wyroku - stwierdził mecenas.
Także prokuratura rozważy odwołanie od wyroku, choć w tym przypadku sprawa jest bardziej wątpliwa. - Wyrok potwierdził nasze ustalenia, choć wnioskowaliśmy o wyższy wyrok, bo o 30 lat pozbawienia wolności. Wymiar kary jest niższy, ale z drugiej strony, czy można powiedzieć, by był to wyrok rażąco łagodny? - zastanawiał się prokurator Krzysztof Droździok z Prokuratury Rejonowej w Lublińcu i zastrzegł, że podejmie decyzję o ewentualnym odwołaniu po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.