Zabójstwo w Kochanowicach. Mariusz R. nie żyje
To był mord, o którym w Kochanowicach pod Lublińcem do teraz wspomina się ze zgrozą. Jedno życie zostało brutalnie odebrane. Kolejne zostały zdruzgotane i zwalone w gruzy. A wszystko wydarzyło się 7 czerwca 2025 roku, o poranku. Wtedy Mariusza R. odwiedził w jego domu Adam S. Ten pierwszy od kilku miesięcy już oficjalnie spotykał się z Nikolą M., wcześniej partnerką Adama i matką ich kilkuletniego synka. Mieli się rozmówić właśnie o opiece nad dzieckiem.
Rozmowa przebiegała spokojnie przez kilkadziesiąt minut. Mężczyźni rozmawiali w kuchni w domu. Potem wyszli na podwórko. To tam doszło do dramatu. W pewnej chwili Mariusz miał rzucić do Adama jedno zdanie: „Jeśli nie będziesz potrafił zająć się synkiem, to ja się nim zaopiekuję”. Po tych słowach Adam ugodził go w szyję kuchennym nożem. Po chwili wsiadł w swój samochód i odjechał. Jak się okazało, na policję. Wcześniej przez telefon zawiadomił pogotowie ratunkowe, jednakże załoga ambulansu nie zdołała utrzymać krwawiącego obficie Mariusza przy życiu. - Nie wiem czemu o zrobiłem. Nie chciałem go zabić – twierdził na ławie oskarżonych w sądzie Adam S. Podobnie nie potrafił wyjaśnić w przekonujący sposób, dlaczego od pewnego czasu szukał w internecie informacji o tym, jak zabić nożem człowieka oraz jaka grozi mara za morderstwo.
Koniec procesu w Częstochowie
Po niemal roku od tragedii Sąd Okręgowy w Częstochowie zakończył proces przeciwko Adamowi S. Sędziwie przesłuchali jeszcze zespół biegłych, którzy opiniowali oskarżonego. Biegli podtrzymali, że w chwili popełniania morderstwa Adam S. był całkowicie poczytalny, choć cierpi na zaburzenia osobowości. - To jednak nie jest choroba, to konstrukt osobowościowy, który trzeba skorygować terapią. Nie wpłynęło to w żaden sposób na zniesienie lub ograniczenie poczytalności opiniowanego - stwierdzili jednoznacznie biegli.
Po ich wysłuchaniu i odtworzeniu nagrań z monitoringu sąd zakończył proces i oddal głos oskarżycielom oraz obrońcy Adama S. Krzysztof Droździok, prokurator rejonowy w Lublińcu przemawiał jako pierwszy.
- Nie ma wątpliwości, że oskarżony dopuścił się czynu. Jedno uderzenie nożem w miejsce wrażliwe, w szyje było śmiertelne - zaczął prokurator swoją mowę końcową. - Jednakże okoliczności i przyczyny przestępstwa są dużo bardziej złożone. Od marca 2025 r. Mariusz R. związał się z Nikolą M., byłą narzeczoną Adama S. Oskarżony nie potrafił się pogodzić z tym. Ani z faktem, że rzuciła go kobieta, ani tym bardziej nie potrafił pogodzić się z rozłąką z synkiem, z którym był bardzo związany. Adam S. szykował się do zabójstwa od maja. Poszukiwał w internecie o karze za to przestępstwo, szukał jak zabić człowieka. Jednakże do samego czynu doszło pod wpływem impulsu, którym było oświadczenie pokrzywdzonego, że „jeśli on (Adam S. – przyp. red.) nie będzie się w stanie zająć synkiem, to Mariusz go w tym zastąpi”. To wtedy oskarżony zaatakował nożem i zadał cios. Do tej pory rozmowa między nimi była spokojna. Sytuacja go przerosła. Nie sprostał okolicznościom - wskazywał prokurator.
Prokurator podkreślił, że na korzyść Adama przemawia jego zachowanie po zabójstwie - to, że od razu zawiadomił pogotowie i pojechał na policję w Lublińcu, gdzie przyznał się do wszystkiego. Potem też wyraził skruchę. - Oskarżony jest też niekarany. Tym niemniej zbrodnia godząca w rzecz najcenniejszą - ludzkie życie, zasługuje na szczególne potępienie. Dlatego wnoszę o uznanie Adama S. winnym zabójstwa i wnoszę o skazanie go na karę 30 lat pozbawienia wolności - zakończył prokurator.
Z kolei reprezentujący w procesie Klaudię M., córkę zamordowanego Mariusza S., mecenas Łukasz Mikulski inaczej ocenia działanie zabójcy. - Uważam, że zachowanie podejrzanego nie było impulsywne. Było przemyślane wyrachowane i zimne. Uważam, że mieszkając w okolicy Lublińca, gdzie mamy jednostkę komandosów, mógł się do tego przygotować. Adam S. wiedział, jak zabić, jak zadać cios, by śmierć była szybka. Wiedział, bo szukał tych informacji. Sprawdzał też, jaka jest kara za zabójstwo. Był na tyle wyrachowany, że przez kilkadziesiąt minut spokojnie ciągnął rozmowę z ofiarą, sprawiając wrażenie, że to rozmowa kolegów. Mamy zeznanie jednego ze świadków, który opisywał to tak - „wstałam rano, uchyliłam rolety i zobaczyłam, że sąsiad jest już na kawie z jakimś znajomym - mówił mecenas Mikulski.
- Podtrzymuję wniosek prokuratora o wymierzenie kary 30 lat więzienia. Jednocześnie podtrzymuję też wiosek o zadośćuczynienie w wysokości 200 tys. zł na rzecz jedynej córki Mariusza R., która na tyle ciężko przeżyła morderstwo, a także proces, że dziś musi korzystać z pomocy lekarza. Podkreślam też, że ubezpieczyciel jak do tej pory nie przekazał córce ofiary nawet złotówki - dodał adwokat.
Czytaj tutaj: Miłosny trójkąt zakończył się tragedią. Adam S. dźgnął rywala w szyję. Mężczyzna stanął przed sądem
Zbrodnia w afekcie? Tak bronił się oskarżony
Na koniec zabrał głos obrońca Adama S., mecenas Dominik Abłażewicz. On z kolei podnosił, że zabójstwo powinno być potraktowane jako zbrodnia w afekcie.
- Adam S. nie jest zabójcą z premedytacją. On stracił kontrolę nad sobą. Dotarł do stanu, w którym emocje wzięły górę nad intelektem. Adam S. był w związku z Nikolą M. osiem lat. Z tego związku narodził się syn. Ojcostwo było dla niego wartością nadrzędną. Identyfikował się całkowicie z rolą ojca i partnera. A Nikola M. zdradziła go z chłopakiem z sąsiedztwa. Od miesięcy narastało w nim napięcie. W nocy przed morderstwem - z 6 na 7 czerwca Adam S. nie mógł spać. Poszedł na tory kolejowe i próbował popełnić samobójstwo. Był złamany psychicznie - mówił obrońca.
- Gdy jechał do Mariusza R. zabrał nóż, ale nie planował zabójstwa. Miał go w plecaku, a nie gdzieś, gdzie można było szybko po niego sięgnąć. Do punktu kulminacyjnego doszło w rozmowie, gdy usłyszał, że kochanek jego byłej partnerki zajmie się wychowaniem synka. To go uderzyło. Wtedy sięgnął po nóż. W tym momencie możemy mówić o „silnym wzburzeniu”. Ktoś, kto planuje zabić, przygotowuje sobie scenariusz ucieczki, próbuje się ukrywać. A Adam S. zawiadomił pogotowie i pojechał prosto na policję. Dlatego proszę o zakwalifikowanie przestępstwa z art. 148 par. 4 (tzw. zabójstwo w afekcie – przyp. red.) i wymierzenie Adamowi S. kary poniżej górnej granicy. Wnoszę też o wzięcie pod uwagę wszystkich okoliczności łagodzących - przekonywał adwokat Adama S.
Adam S. usłyszał wyrok
Za zbrodnię w afekcie Kodeks karny przewiduje najwyżej 10 lat więzienia. Sam Adam S. również prosił sąd o niski wymiar kary. - Proszę o jak najłagodniejszy wyrok. Byłem dobrym człowiekiem. To była jedna chwila, kiedy straciłem panowanie nad sobą - powiedział na koniec. 21 maja sąd w Częstochowie ogłosił wyrok. Adam S. został skazany na 20 lat pozbawienia wolności, a karę ma odbywać w systemie terapeutycznym. Sąd nie przychylił się do stanowiska o zbrodni w afekcie. Zdecydował dodatkowo o finansowym zadośćuczynieniu dla córki zamordowanego w kwocie 100 tysięcy złotych.
- Życia ludzkiego nie da się przeliczyć - ani na kwoty, ani na lata pozbawienia wolności. Nie dopatrzył się sąd żadnych przesłanek, które pozwoliłyby na zakwalifikowanie tego czynu jako zabójstwa w afekcie. Przede wszystkim sprawca zbrodni w afekcie nie sprawdza miesiąc wcześniej w internecie, jak zabić nożem i nie zabiera tego noża - „na wszelki wypadek”, jakby miał zamiar zabić. To się wyklucza. Oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim przemyślał to, zaplanował to i zrealizował to - mówił w uzasadnieniu sędzia Marek Garlik.
Na ten moment nie wiadomo, czy prokuratura i obrońca złożą apelację od nieprawomocnego wyroku. Prokurator chciał wyższej kary, ale "nie uważa jej za rażąco łagodną". Bardziej prawdopodobny jest ruch ze strony adwokata Adama S. Na razie mecenas Dominik Abłażewicz czeka na pisemne uzasadnienie.