Spadli z czwartego piętra po zawaleniu balkonu w Sosnowcu. Jest przełom w sprawie

2026-05-13 19:04

To była jedna z najbardziej wstrząsających tragedii ostatnich lat w Sosnowcu. Po zawaleniu balkonu przy ul. Czystej zginęła Sylwia Stawiszyńska, a jej mąż Robert cudem przeżył upadek z czwartego piętra. Teraz mężczyzna walczy o sprawiedliwość dla swojej rodziny. Właśnie zapadła ważna decyzja sądu.

Zarwał się balkon. Jego żona zginęła, a on walczy o sprawiedliwość

To była tragedia, o której mówiła cała Polska. Rankiem 4 września 2023 roku małżeństwo Stawiszyńskich wyszło na balkon swojego mieszkania w kamienicy przy ul. Czystej w Sosnowcu.

Do dramatu doszło wczesnym rankiem. Balkon, na którym znajdowali się małżonkowie, nagle się zawalił. Oboje spadli z dużej wysokości. Sylwia Stawiszyńska została przewieziona do szpitala, jednak zmarła na stole operacyjnym. Stan jej męża był krytyczny, ale lekarzom udało się go uratować. Chwilę później konstrukcja runęła. Sylwia i Robert Stawiszyńscy spadli z czwartego piętra prosto na chodnik. Kobieta zginęła mimo walki lekarzy o jej życie. Jej mąż przeżył, ale do dziś zmaga się z dramatycznymi skutkami wypadku.

Robert Stawiszyński przez wiele tygodni walczył o życie. Przeszedł śpiączkę, liczne operacje i długą rehabilitację. Jak sam mówił, miał połamane około 70 procent kości w ciele. Lekarze „składali” jego ciało przy użyciu metalowych elementów stabilizujących. Choć wrócił do domu, jego życie już nigdy nie będzie wyglądało tak samo.

Robert Stawiszyński walczy nie tylko o zdrowie, ale także o sprawiedliwość. I właśnie odniósł ważne zwycięstwo. Sąd Okręgowy w Sosnowcu uznał, że wcześniejsze umorzenie sprawy przeciwko trzem pracownikom Miejskiego Zakładu Zasobów Lokalowych było przedwczesne i nakazał ponowne przeprowadzenie procesu.

Umorzenie sprawy wywołało oburzenie

Przypomnijmy, że prokuratura oskarżyła trzech pracowników Miejskiego Zakładu Zasobów Lokalowych — Jeremiasza Z., Marka N. i Krzysztofa K. Śledczy zarzucili im narażenie mieszkańców kamienicy na utratę życia lub zdrowia.

Ku zaskoczeniu rodziny i samego Roberta Stawiszyńskiego sprawa została jednak umorzona już na pierwszym posiedzeniu Sądu Rejonowego w Sosnowcu. Decyzję oparto głównie na opinii biegłego.

– Doszło do tragedii. Zginęła moja żona, ale winnych tego nie ma. To nie jest sprawiedliwość – mówił po decyzji sądu zrozpaczony mężczyzna.

Zarówno prokuratura, jak i rodzina Stawiszyńskich złożyli apelację do Sądu Okręgowego w Sosnowcu. Domagali się uchylenia umorzenia i przeprowadzenia pełnego procesu.

Emocjonujące wystąpienia w sądzie

Podczas rozprawy apelacyjnej w sądzie pojawili się Robert Stawiszyński oraz jego córka Weronika, którzy występowali jako oskarżyciele posiłkowi. Ich słowa poruszyły salę sądową.

– Moja mama była dobrą i silną kobietą. Nie zasługiwała na śmierć w taki sposób. Zasługiwała na to, żeby pożegnać swoich synów. Mój niepełnosprawny brat nie zasługiwał na to, żeby zostać bez mamy, która była dla niego całym światem – mówiła ze łzami w oczach Weronika Stawiszyńska.

Córka ofiary podkreślała również, że nikt odpowiedzialny za nadzór techniczny budynku nigdy nie pojawił się w mieszkaniu rodziny.

– Na zdjęciach wyraźnie widać skorodowane belki i fatalny stan konstrukcji balkonu. Osoby odpowiedzialne za stan budynku powinny ponieść konsekwencje – mówiła.

Nie krył emocji także Robert Stawiszyński.

– Zginęła moja żona. Jak mam żyć, nie wiedząc, kto za to odpowiada? Mam obwiniać siebie za to, że wyszliśmy na balkon? Nie mógłbym spojrzeć dzieciom w oczy, gdybym tego nie wyjaśnił – mówił przed sądem.

Sąd uchylił umorzenie

Pełnomocniczka rodziny, mecenas Magdalena Gzela, przekonywała, że umorzenie było zdecydowanie przedwczesne. Jej zdaniem zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że oskarżeni mieli świadomość złego stanu technicznego budynku i zagrożenia, jakie stwarzał dla mieszkańców.

Obrońcy oskarżonych domagali się utrzymania wcześniejszej decyzji sądu i podkreślali znaczenie opinii biegłego, którą uznawali za jednoznaczną.

Argumenty te nie przekonały jednak Sądu Okręgowego. Sędzia Michał Roszkowski uchylił decyzję o umorzeniu sprawy i nakazał jej ponowne rozpatrzenie.

Po ogłoszeniu wyroku Robert Stawiszyński nie ukrywał ulgi.

– Cieszę się, że sprawa wróci do sądu. Być może uda się ustalić, kto odpowiada za śmierć mojej żony i moje kalectwo, a winni poniosą konsekwencje – powiedział.

Emocji nie kryła również córka zmarłej.

– Ja bym chciała po prostu, żeby mama była z nami – wyznała Weronika Stawiszyńska. 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki