Koniec marzeń o płynnej jeździe
Nadszedł moment, którego wielu się obawiało. Po długich miesiącach przygotowań i biurokracji, ciężki sprzęt wjeżdża na drogę krajową numer 1. W poniedziałek, 23 lutego, ruszyły prace w terenie, które wywrócą życie kierowców do góry nogami.
Wykonawca inwestycji wprowadza nową organizację ruchu, a to oznacza jedno – koniec płynnej jazdy w stronę gór. Nikt nie ukrywa, że nadchodzące miesiące będą prawdziwym testem cierpliwości dla wszystkich podróżujących przez Czechowice-Dziedzice.
Drogowcy zamkną lewe pasy w obu kierunkach – zarówno do Katowic, jak i Bielska-Białej. To jednak nie wszystko. Pierwotnie ten drogowy paraliż miał zacząć się wcześniej, ale urzędnicy zlitowali się nad turystami wracającymi z ferii.
Decyzja o przesunięciu terminu z 21 na 23 lutego zapadła w ostatniej chwili po rozmowach z burmistrzem, by nie zablokować powrotów z zimowego wypoczynku. Teraz jednak taryfy ulgowej już nie będzie i prace ruszają pełną parą.
Co tam właściwie powstanie?
Skala przedsięwzięcia jest ogromna i budzi respekt. W planach są dwa bliźniacze wiadukty, które mają odmienić ten odcinek trasy nie do poznania. Cel jest szczytny: bezkolizyjne połączenie, które pozwoli ominąć uciążliwe światła na krajowej „jedynce”. Dla mieszkańców Czechowic Górnych, gdzie ruch samochodów jest wręcz przytłaczający, ma to być prawdziwe wybawienie w przyszłości. Ale zanim będzie lepiej, kierowcy muszą przejść przez drogowe piekło.
Sytuacja w regionie robi się coraz bardziej napięta. Kierowcy krążący między Czechowicami a Bielskiem już teraz klną pod nosem, stojąc w korkach na ulicy Legionów, gdzie działa ruch wahadłowy. Teraz do tego zestawu dochodzi główna arteria, czyli DK1. Kumulacja remontów może przyprawić o ból głowy nawet najspokojniejszych uczestników ruchu.
Jeden pas i wycinka drzew
Na kluczowym odcinku, między ulicą Kopernika a Mazańcowicką, ruch zostanie ściśnięty do jednej jezdni. Ta prowadząca w stronę Katowic zostanie całkowicie wyłączona z użytku, a samochody w obu kierunkach będą musiały zmieścić się na pasach w stronę Bielska. Dlaczego tak drastycznie? Na początek pod topór idą drzewa. Wycinka jest niezbędna, by zrobić miejsce pod nową infrastrukturę, ale wymusza drastyczne ograniczenie miejsca dla aut.
Jeśli myślicie, że to chwilowe niedogodności, mamy złe wieści. Obecny układ drogowy ma obowiązywać aż do września, a to dopiero początek drogi przez mękę. Potem roboty przeniosą się na drugą stronę. Cała inwestycja oznacza, że kierowcy muszą przygotować się na dwa lata utrudnień. Finał prac przewidziano dopiero na koniec przyszłego roku, więc korki staną się nową codziennością.