Ptasi celebryta wrócił do Polski. Nie zdołał dolecieć do Krutyni
W Krutyni co roku wypatrują go jak pierwszego promienia słońca po długiej zimie. Krutek to nie jest „zwykły” bocian. To symbol miejscowości, bohater relacji w mediach społecznościowych, ptasi celebryta, którego wędrówki z Afryki śledzą tysiące osób.
Tym razem jednak jego powrót nie wyglądał tak, jak wszyscy sobie wyobrażali. Zamiast wylądować dumnie na swoim gnieździe w Krutyni, został znaleziony skrajnie wycieńczony przy drodze w Jedwabnie (powiat szczycieński). Osłabiony, bez energii, jakby ostatkiem sił próbował dolecieć do celu.
Na szczęście pomoc nadeszła szybko. Dzięki reakcji Beaty Kołakowskiej i Sebastiana Młynarczyka ptak został zabezpieczony do czasu przyjazdu Straży Parku. Teraz przebywa w Ośrodku Okresowej Rehabilitacji Bocianów w Krutyni, gdzie specjaliści robią wszystko, by przywrócić mu siły.
O powrocie Krutka poinformował Mazurski Park Krajobrazowy. Przyrodnicy podkreślają, że ostatni etap jego migracji był wyjątkowo trudny. Choć kalendarzowa zima wciąż trzyma Polskę w chłodnym uścisku, a ziemia jest zmrożona i trudno o pożywienie, bocian przyleciał wcześniej niż zwykle — około sześciu dni przed typowym terminem. Ten pośpiech mógł go wiele kosztować.
Zobaczcie zdjęcia Krutka w galerii.
Co wiadomo o bocianie Krutku?
Krutek od lat wzrusza mieszkańców Mazur. Jako pisklę wypadł z gniazda i został uratowany przez ludzi. Od tamtej pory co roku wraca z Afryki, a jego trasa jest monitorowana dzięki nadajnikowi GPS. Stał się nie tylko zwiastunem wiosny, ale też żywym dowodem na to, jak silna potrafi być więź między człowiekiem a dziką przyrodą.
W zeszłym roku spóźnił się i przez dwa tygodnie w Krutyni panował niepokój. Gdy w końcu przyleciał — cały i zdrowy — mieszkańcy odetchnęli z ulgą. Teraz znów wszyscy patrzą w stronę ośrodka rehabilitacji i czekają na sygnał, że ich bociani bohater stanie na nogi.
Jeśli jego stan się poprawi, już za kilka dni może wrócić na swoje gniazdo. Na razie jednak najważniejsze jest jedno: Krutek jest bezpieczny.
A w Krutyni? Tam wciąż wierzą, że jeszcze zobaczą go szybującego nad wioską.