Dramat przy dworcu
Wszystko rozegrało się w niedzielny wieczór, 15 lutego. Była godzina 22:10, gdy w rejonie dworca PKP w śląskich Lalikach rozegrały się sceny rodem z horroru. Z relacji przerażonej matki wynika, że jej córka nagle znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Dziewczynka została otoczona przez kilka wilków, a jeden z drapieżników miał ruszyć prosto na nią.
Nastolatka musiała działać błyskawicznie. Według opisu matki, dziewczynie udało się wspiąć na stojącą w pobliżu maszynę budowlaną. To była jedyna droga ucieczki. W tym samym, decydującym momencie na miejscu pojawił się ojciec 15-latki. Mężczyzna nadjechał samochodem i zaczął używać klaksonu. Dźwięk sygnału skutecznie spłoszył zwierzęta, które uciekły w stronę lasu.
Wilki przybliżały się do córki, otaczały ją, po czym jeden ruszył biegnąc za córką. Dzięki maszynom budowlanym, córka wspięła się na jedą z nich i w tej samej chwili nadjechał mąż, trąbiąc na wilki. Trąbił ponieważ zadzwoniłam żeby zaczął trąbić by je odstraszyć. Tuż przed torami czyli ok 20 marów od maszyny budowlanej słysząc pewnie nadjeżdżający samochód i klakson uskoczyły w las - czytamy we wpisie matki nastolatki.
Kobieta nie ukrywa emocji, podkreślając, że jej dziecko przeżyło ogromny szok. W jej ocenie, zaledwie kilka sekund dzieliło nastolatkę od wielkiej tragedii. Matka zaapelowała do lokalnej społeczności o ostrożność, szczególnie podczas powrotów wieczornymi pociągami, oraz o działania mające na celu ograniczenie liczebności tych drapieżników.
Zaskakujący zwrot w sprawie
Choć relacja brzmi przerażająco, oficjalne służby nie potwierdzają takiej wersji wydarzeń. Głos w sprawie zabrał mł. asp. Bogusław Rosa, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Żywcu. Okazuje się, że w policyjnych systemach nie odnotowano żadnego zgłoszenia dotyczącego ataku wilków w tej okolicy. Podobne informacje płyną z Nadleśnictwa Ujsoły – leśnicy również nie otrzymali sygnałów o niebezpiecznym zdarzeniu.
Matka 15-latki zapewnia jednak, że nie zostawiła sprawy bez echa. Kobieta poinformowała redakcję, że zgłosiła incydent do Urzędu Gminy Milówka oraz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Katowicach.
Urząd potwierdził przyjęcie zgłoszenia. Co więcej, we wskazanym miejscu przeprowadzono już specjalistyczną ekspertyzę. Jej wyniki mają zostać opublikowane po kontakcie ze strony RDOŚ.
Czy mamy się czego bać?
Wilki, będące w Polsce gatunkiem ściśle chronionym, coraz częściej pojawiają się w pobliżu ludzkich siedzib, zwłaszcza w Beskidach. Czy to powód do paniki? Eksperci uspokajają, że przypadki bezpośrednich ataków na ludzi należą do absolutnej rzadkości.
– Wilki co do zasady nie traktują ludzi jako ofiary i nie postrzegają nas jako elementu swojego łańcucha pokarmowego. To zwierzęta, które z natury unikają kontaktu z człowiekiem i w normalnych warunkach trzymają się od niego z daleka. Wiele informacji pojawiających się w ostatnich latach w mediach to często nadinterpretacje zwyczajnych zachowań dzikich zwierząt albo medialne sensacje, które nie oddają realnego ryzyka - mówi naszej redakcji Joanna Toczydłowska, koordynatorka projektu monitoringu wilków.
Specjalistka przypomina, że wilki żyją obok nas od tysięcy lat i przystosowały się do obecności człowieka. Statystyki są nieubłagane – znacznie częściej dochodzi do wypadków z udziałem saren czy dzików niż wilków. Co jednak zrobić, gdy staniemy oko w oko z drapieżnikiem? Leśnicy radzą: zachowaj spokój, nie uciekaj gwałtownie i powoli wycofuj się, starając się wyglądać na większego. Wszelkie niepokojące sytuacje warto zgłaszać odpowiednim służbom.