„Żyję z piętnem zabójcy”. Kierowca, który śmiertelnie potrącił posła Litewkę, przerywa milczenie

Sławomir K. z Sosnowca, kierowca podejrzany o spowodowanie tragicznego wypadku, w którym zginął poseł Łukasz Litewka, opowiedział o swoim życiu po dramatycznych wydarzeniach z 23 kwietnia. Mężczyzna twierdzi, że nie pamięta dokładnego momentu zderzenia. Dziś mierzy się z ogromnym ciężarem psychicznym, hejtem i strachem przed przyszłością. W rozmowie mówił o poczuciu winy, modlitwie i tym, jak tragedia zmieniła jego codzienność.

Portret Łukasza Litewki w wieńcach pogrzebowych. Obok miniatura z tyłem głowy osoby w kapturze. O tragedii pisze SE.
Autor: Shutterstock / zdjęcie ilustracyjne; ART SERVICE / Super Express

Sprawca wypadku z posłem nie pamięta momentu wypadku

„Ciężko się z tym żyje” – mówi "Faktowi" Sławomir K., 57-letni mieszkaniec Sosnowca, który od czasu tragicznego wypadku w Dąbrowie Górniczej próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Mężczyzna przyznał, że każdego dnia wraca myślami do wydarzeń z 23 kwietnia. Ukojenie ma przynosić mu modlitwa do św. ojca Pio, którego uważa za patrona spraw trudnych.

Do wypadku doszło przy ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Według ustaleń śledczych kierujący Mitsubishi Sławomir K. miał zjechać na przeciwległy pas ruchu i doprowadzić do czołowego zderzenia z jadącym rowerem posłem Łukaszem Litewką. Pomimo prowadzonej przez około godzinę reanimacji polityka nie udało się uratować.

Sławomir K. przyznał się do spowodowania wypadku, jednak przekazał, że nie pamięta, jak doszło do tragedii. Jak relacjonował, odzyskał świadomość dopiero wtedy, gdy samochód znajdował się już w rowie.

– Otworzyłem oczy, gdy auto było w rowie. Byli jacyś ludzie wokół mnie, byłem roztrzęsiony, nie mogłem wykręcić numeru 112 – opowiadał "Faktowi".

Mężczyzna miał dowiedzieć się dopiero podczas przesłuchania, że ofiarą zdarzenia był poseł Łukasz Litewka. Jak podkreślał, do dziś nie potrafi zrozumieć, co wydarzyło się na prostej drodze.

„Cały czas to nade mną wisiało”

Sławomir K. opowiedział także o okresie poprzedzającym wypadek. Jak mówił, kilka dni wcześniej był bardzo zdenerwowany i obawiał się o swoją przyszłość zawodową. Pracował przy sprzątaniu ulic, ale jego umowa zbliżała się do końca i nie wiedział, czy zostanie przedłużona.

Mężczyzna podkreślał, że mimo trudnej sytuacji chciał pracować i być potrzebny. Wcześniej stracił zatrudnienie w Poczcie Polskiej, a później podejmował różne zajęcia, aby utrzymać się na rynku pracy.

Po wypadku jego życie całkowicie się zmieniło. Stracił prawo jazdy, nie może wykonywać wcześniejszej pracy, a dodatkowo mierzy się z ogromną presją społeczną.

– Żyję z piętnem zabójcy. Tak już zostanie – miał powiedzieć redakcji "Faktu".

Podkreślał jednak, że nie było jego celem skrzywdzenie kogokolwiek. Odniósł się również do pojawiających się w przestrzeni publicznej sugestii, jakoby zdarzenie mogło być celowym działaniem. Nazwał je absurdalnymi.

Zwrot w sprawie śmierci Łukasza Litewki. Jest nowe nagranie!:

Żona kierowcy: „Martwię się o niego”

Żona Sławomira K., Magdalena, przyznała, że po tragedii jej mąż bardzo się zmienił. Jak mówiła, jest zamknięty w sobie, często pogrążony w myślach i niepewny tego, co przyniesie przyszłość.

Kobieta wspominała, że w dniu wypadku mąż miał pojechać po nią do pracy. Kiedy długo nie przyjeżdżał, zadzwoniła do niego. Usłyszała wtedy, że prawdopodobnie doszło do potrącenia człowieka. Początkowo sądziła, że chodzi o niewielką kolizję.

Po tragedii małżeństwo żyje w zawieszeniu. Czekają na dalsze decyzje wymiaru sprawiedliwości i boją się procesu.

– Boję się o niego – mówiła dziennikarzom "Faktu" Magdalena K., wskazując, że obawia się, jak jej mąż poradzi sobie z ewentualną karą i presją otoczenia.

„Szanowałem Łukasza Litewkę”

Sławomir K. mówił również o samym pośle. Jak podkreślał, znał jego działalność i miał o nim dobre zdanie. Przyznał, że jego rodzina oddawała na niego głosy.

Mężczyzna zaznaczył, że nie był związany z żadną partią polityczną. W przeszłości interesował się jednak życiem publicznym i pracował przy komisjach wyborczych, ponieważ – jak mówił – chciał poznać ludzi i zobaczyć, jak wygląda polityka od środka.

Dziś jego codzienność wygląda zupełnie inaczej. Czeka na dalszy bieg sprawy i próbuje poradzić sobie z konsekwencjami tragicznego zdarzenia.

Śledztwo w sprawie wypadku trwa. Biegły ma odtworzyć jego przebieg i pomóc ustalić dokładne okoliczności tragedii.

Tak wyglądał grób Łukasza Litewki po pogrzebie:

To tam rozegrał się dramat

Przypomnijmy, że do tragicznego wypadku doszło 23 kwietnia przy ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Jak ustalili śledczy, kierujący Mitsubishi Sławomir K. miał z nieustalonej przyczyny zjechać na przeciwległy pas ruchu, gdzie doszło do czołowego zderzenia z jadącym prawidłowo na rowerze posłem Łukaszem Litewką. Siła uderzenia była ogromna.

Na miejsce wezwano służby ratunkowe, a ratownicy przez około godzinę walczyli o życie polityka. Niestety, mimo prowadzonej reanimacji poseł zmarł.

Sławomir K. został zatrzymany, a następnie usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Mężczyzna przyznał się do winy, jednak twierdzi, że nie pamięta momentu, w którym doszło do tragedii.

Źródło: Fakt

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki