Masz czasem takie wieczory, kiedy chcesz obejrzeć coś, co cię rozbawi, ale jednocześnie poruszy i zostanie z tobą na dłużej? Coś, co nie jest ani głupkowatą komedią, ani ciężkim jak kamień dramatem? Jeśli tak, to mam dla ciebie idealną propozycję. Film, który jest jak słodko-gorzka czekolada – idealnie wyważony, pełen smaku i zostawiający po sobie uczucie satysfakcji. Mowa o „Prawdziwym bólu”, który właśnie dzisiaj, 9 czerwca, wjechał na HBO Max i już teraz mogę ci powiedzieć, że to seans, którego nie pożałujesz.
Dwóch kuzynów, jedno PKP i podróż, która zmieni wszystko?
Wyobraź sobie taką sytuację: po śmierci ukochanej babci, która pochodziła z Polski, wyruszasz w podróż do jej ojczyzny, by poznać swoje korzenie. Brzmi jak sentymentalna przygoda, prawda? A teraz dodaj do tego swojego kuzyna, który jest twoim kompletnym przeciwieństwem. Ty – poukładany, nieco neurotyczny David (w tej roli sam reżyser, Jesse Eisenberg). On – charyzmatyczny, głośny i nieprzewidywalny Benji (Kieran Culkin), który z każdej, nawet najpoważniejszej sytuacji, potrafi zrobić komedię.
Tak właśnie zaczyna się „Prawdziwy ból”. To historia podróży przez Polskę, która szybko zamienia się w emocjonalny rollercoaster. Bohaterowie dołączają do wycieczki śladami żydowskiego dziedzictwa, próbując odnaleźć historię swojej rodziny i… jakoś się ze sobą dogadać. To film drogi, w którym krajobrazy Polski mieszają się z wewnętrznymi pejzażami bohaterów, a stare konflikty i niewypowiedziane żale wychodzą na powierzchnię w najmniej oczekiwanych momentach.
Oscarowy popis i Polska, jakiej nie znacie. Dlaczego musisz to zobaczyć?
Okej, ale dlaczego akurat ten film? Powodów jest kilka i każdy z nich jest wystarczająco dobry. Po pierwsze – aktorstwo. Obejrzałem film i muszę przyznać, że chemia między Eisenbergiem a Culkinem to czyste złoto. Ale to Kieran Culkin, którego możecie znać z genialnej roli w „Sukcesji”, kradnie tu całe show. Jego rola przyniosła mu Oscara, Złoty Glob i nagrodę BAFTA, i kiedy zobaczysz go na ekranie, zrozumiesz dlaczego. Jest w tej postaci tyle energii, humoru i ukrytego smutku, że nie da się od niego oderwać wzroku.
Po drugie – Polska! To nie jest tylko tło dla amerykańskiej historii. Jesse Eisenberg, który ma polskie korzenie, stworzył prawdziwy „list miłosny do Polski”. Zobaczysz tu znajome kadry z Warszawy czy Lublina i poczujesz klimat podróży naszym swojskim PKP. Sprawdziłem, co piszą o filmie za granicą, i wielu recenzentów podkreśla, jak autentycznie i z sercem pokazano nasz kraj. To produkcja, przy której pracowała polska ekipa, w tym Ewa Puszczyńska (producentka „Idy” i „Zimnej wojny”), co tylko dodaje jej wiarygodności.
Gotowy na dawkę śmiechu i wzruszeń?
„Prawdziwy ból” to jeden z tych filmów, które inteligentnie balansują na granicy komedii i dramatu. Są tu momenty, w których będziesz śmiać się na głos z absurdalnych sytuacji i ciętych dialogów, by za chwilę poczuć ukłucie wzruszenia, gdy bohaterowie konfrontują się z bolesną historią swojej rodziny i własnymi demonami. To opowieść o pamięci, tożsamości i o tym, jak trudne, ale i potrzebne, bywają relacje z najbliższymi.
Jeśli szukasz czegoś wartościowego, co zapewni ci świetną rozrywkę, ale też skłoni do refleksji, to jest to strzał w dziesiątkę. To idealny wybór na wieczór, który chcesz spędzić z filmem, który ma „to coś”. Nie wierz mi na słowo – obejrzyj zwiastun i przygotuj się na seans, bo „Prawdziwy ból” już czeka na ciebie na HBO Max.
Zobacz zwiastun „Prawdziwego bólu” i przekonaj się, dlaczego trzeba go obejrzeć
i