- Po dwóch latach samotności Krzysztof idzie z Magdą na kawę. Miało być lekko i normalnie.
- Po kawie Magda proponuje spacer, ale zamiast parku prowadzi go na stary cmentarz.
- Przy grobie byłej żony pyta go wprost o wierność wobec przyszłej partnerki
- Krzysztof widzi znicz kupiony przy bramie i ma przeczucie, że to wszystko było zaplanowane.
- Wychodzi na jaw, że Magda wcześniej napisała do jego córki i wypytywała o rozwód.
„Na tej kawie miałem wreszcie oddychać normalnie”
Mam 48 lat i jestem kierownikiem w sklepie budowlanym. Większość dnia gadam o śrubach, dostawach i reklamacjach. Wieczorami bywa cisza, taka, że słyszysz lodówkę i własne myśli. Po rozwodzie długo nie umiałem wrócić do randkowania. A potem moja była żona zmarła i to wszystko zrobiło się jeszcze trudniejsze, mimo że formalnie byliśmy już po wszystkim.
Magdę poznałem przez znajomą z pracy. „Normalna, ogarnięta, po przejściach” usłyszałem i pomyślałem: okej, może warto spróbować. Umówiliśmy się w kawiarni przy rynku, tej z małymi stolikami i ciastami w gablocie, gdzie zawsze pachnie mieloną kawą.
Przyszedłem chwilę wcześniej. Z przyzwyczajenia sprawdziłem, czy koszula jest równo zapięta i czy nie mam pyłu na butach, bo w sklepie to norma. W środku było ciepło, za szybą szaro i mokro, liście kleiły się do bruku.
„Rozmowa szła gładko, dopóki nie zaproponowała spaceru”
Magda przyszła punktualnie, uśmiechnęła się szeroko, miała mokre końcówki włosów i czerwony szalik. Zamówiliśmy kawy. Ona wzięła owsiankę z owocami, ja sernik, bo jak się stresuję, to wolę coś konkretnego. Rozmawialiśmy o pracy, o tym, że ludzie potrafią się kłócić o kolor fugi, i o tym, gdzie jest najlepsza pizza w mieście.
Było normalnie, bez pytań jak z przesłuchania. Magda śmiała się, kiedy opowiadałem, jak facet chciał zwrócić farbę, bo „na ścianie wyszła za biała”. Złapałem się na tym, że myślę: może jednak potrafię jeszcze z kimś po prostu siedzieć.
Po drugiej kawie Magda spojrzała na zegarek i powiedziała: „To może się przejdziemy? Siedzimy tylko nad kawą, a dzień taki… no szkoda.” Pomyślałem, że chodzi o rynek, park, może o te alejki przy rzece. Wstałem, założyłem kurtkę i poczułem lekką ulgę, że nie muszę kończyć rozmowy w pośpiechu.
Szliśmy powoli. Ona trzymała ręce w kieszeniach płaszcza, a ja udawałem, że jestem wyluzowany i że to wszystko mam pod kontrolą. Po kilku minutach skręciła w stronę starego cmentarza. Najpierw myślałem, że to tylko skrót, bo o tej porze samochody stały wszędzie, a tu ciszej.
„Przy bramie cmentarza kupiła znicz, jakby to było oczywiste”
Kiosk przy bramie był otwarty, choć padała ta drobna mżawka. Magda nawet się nie zawahała, tylko podeszła i powiedziała: „Poproszę taki zwykły, biały”. Sprzedawca podał jej znicz w folii, a ja stałem obok z rękami w kieszeniach i nie wiedziałem, czy mam zapytać, o co w ogóle chodzi.
Wzięła ten znicz i ruszyła między grobami pewnym krokiem. Ja za nią, trochę wolniej, bo mokre liście pod butami robiły się śliskie. Znałem tę aleję, choć nie przychodziłem tu często. Miałem swoje terminy i swoje powody, żeby nie przychodzić, kiedy nie muszę.
Próbowałem sobie wytłumaczyć, że może Magda ma kogoś pochowanego w pobliżu. Że może chce mi pokazać, że pamięta o swoich. Że to jakiś jej rytuał. Ale im dalej szliśmy, tym bardziej czułem to znajome napięcie w karku, jak przed rozmową z klientem, który wchodzi wściekły i od razu szuka winnego.
„Stanęła przy jej grobie i zapytała o wierność”
Zatrzymała się przy grobie mojej byłej żony. Stały tam dwa wypalone znicze i sztuczny wianek z zeszłego roku. Magda przykucnęła, postawiła ten nowy znicz i poprawiła go tak, jakby robiła to co tydzień. Stałem obok i miałem wrażenie, że aż mnie ścisnęło w środku. Jakbym nagle wrócił do najgorszych momentów po rozwodzie.
- To tutaj, prawda?
- Skąd ty… wiesz?
- Znalazłam w internecie. Wiesz, miasto jest małe. Chciałam zobaczyć.
Powiedziała to spokojnie, jakby chodziło o sprawdzenie godzin otwarcia apteki. Wpatrywała się w napis na płycie, potem odwróciła głowę do mnie. Patrzyła na mnie uważnie, jakby mnie oceniała i czekała, aż się potknę na jakimś słowie.
- Powiedz mi tylko jedno. Umiałbyś być wierny następnej kobiecie?
Nie odpowiedziałem od razu. Zrobiło mi się gorąco pod kurtką, choć było zimno i mokro. W głowie miałem kilka odpowiedzi naraz, ale żadna nie pasowała do miejsca, w którym staliśmy.
Starałem się mówić spokojnie, bo tak robię w pracy, kiedy ktoś mnie próbuje wyprowadzić z równowagi. Powiedziałem cicho, żeby nie robić sceny między nagrobkami: „Magda, to nie jest miejsce na takie rozmowy”. Ona wzruszyła ramionami i powiedziała: „A właśnie, że najlepsze. Tu nie da się kłamać”.
„Myślałem, że to tylko niezręczność, dopóki nie padło imię córki”
Szliśmy dalej w stronę alejki, żeby odejść od grobu, bo czułem, że zaraz ktoś przejdzie i usłyszy urywki. Magda mówiła szybko, jakby miała to wszystko poukładane w głowie jeszcze zanim się spotkaliśmy. Pytała o rozwód. Czy to ja odszedłem, czy ona. Czy były zdrady. I czy „to się da wyczuć na przyszłość”.
Zatrzymałem się przy ławce, bo nie miałem już siły udawać, że to dalej jest randka. Powiedziałem: „Nie będę omawiał naszego małżeństwa na cmentarzu”. Wtedy Magda, zupełnie mimochodem, rzuciła: „Twoja córka też nie chciała o tym gadać. Od razu się spina”.
- Moja córka?
- No tak. Napisałam do niej, bo chciałam wiedzieć, jak to wyglądało z boku. Ja po prostu nie mam czasu na niespodzianki.
Ścisnęło mnie w żołądku. Naprawdę. Córka ma dwadzieścia trzy lata, swoje życie, i ja nawet nie mówię jej wszystkiego, żeby jej nie dokładać. A tu kobieta, z którą wypiłem dwie kawy, weszła w jej wiadomości. I mówiła o tym tak spokojnie, jakby pytała o rozmiar opon.
„Odprowadziłem ją do bramy i powiedziałem, że nie jestem ankietą”
Nie krzyczałem. I to mnie wkurzało najbardziej, że ona cały czas mówiła spokojnie, jakby robiła coś normalnego. Spojrzałem na znicz, który postawiła, i dotarło do mnie, że to nie był żaden gest. To miał być rekwizyt do tej rozmowy.
- Magda, to jest moja przeszłość. Nie ankieta do wypełnienia przy pierwszej kawie.
- Przecież chciałam tylko wiedzieć, z kim mam do czynienia. Faceci potrafią dużo ukrywać.
- A ty potrafisz dużo znaleźć. I to jest właśnie problem.
Szliśmy w stronę bramy w ciszy, tylko liście chlupały pod butami. Magda raz próbowała złapać mój wzrok, ale ja patrzyłem na ścieżkę i na ludzi mijających nas z siatkami na znicze. Przy kiosku przepuściłem ją pierwszą. Z przyzwyczajenia. Tylko że tym razem ta cała grzeczność była już bez emocji.
Na chodniku powiedziała jeszcze: „Szkoda, bo wydawałeś się normalny”. Odpowiedziałem tylko: „Właśnie dlatego nie chcę tego ciągnąć”. Poszedłem sam w stronę rynku. Czułem zimno od wilgoci i ten kawowy zapach, który nagle przestał mi pasować.
Wieczorem napisałem do córki, że jeśli jakaś Magda do niej pisała, to przepraszam, że ją w to wciągnąłem, nawet nieświadomie. Odpisała po chwili: „Tato, zablokowałam ją. Dziwna”. Usiadłem w kuchni, spojrzałem na klucze rzucone na blat i pomyślałem, że mogę wrócić do randek. Ale nie za cenę tłumaczenia się obcej osobie z rzeczy, które dalej bolą.
Przedstawione historie są inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie odzwierciedlają jednak konkretnych wydarzeń ani rzeczywistych osób, a wszelkie podobieństwa do nich mają charakter przypadkowy.