- Kinga pojechała z mamą na pierwszą rozmowę o pracę w hotelu
- Mama weszła do hotelu z teczką świadectw i sernikiem dla kierownika
- Pod gabinetem zagadywała pracowników i opowiadała im o córce jak o uczennicy
- W trakcie rozmowy zapukała, pytając o przerwę obiadową dla Kingi
- Kierownik powiedział, że mama dzwoniła dzień wcześniej i wypytywała o warunki pracy
„Mama wyjęła z bagażnika sernik dla kierownika”
Zaproszenie na rozmowę dostałam dwa dni po maturze. Hotel Perła stał przy głównej ulicy, między apteką a sklepem z firanami. Od dziecka wydawał mi się elegantszy niż wszystko dookoła. Miałam rozmawiać o pracy na recepcji, dokładnie w zawodzie, którego uczyłam się przez pięć lat.
Mama od razu powiedziała, że mnie zawiezie, bo „pierwsze wrażenie zaczyna się od punktualności”. Nie protestowałam, bo autobus o tej porze jeździł rzadko, a ona naprawdę chciała pomóc. Włożyłam dokumenty do prostej czarnej teczki i trzy razy sprawdziłam, czy mam dowód osobisty.
Na parkingu mama otworzyła bagażnik i wyjęła drugi, grubszy segregator. Potem postawiła na tylnej kanapie plastikowy pojemnik obwiązany gumką, z przyklejoną karteczką „Dla pana kierownika”. - Upiekłam sernik, bo ludzie od razu są milsi, kiedy coś zjedzą - powiedziała, jakby to był obowiązkowy punkt każdej rozmowy rekrutacyjnej.
„Przed wejściem poprawiła mi kołnierzyk”
Przed wejściem do hotelu powiedziałam jej możliwie spokojnie, że poradzę sobie sama. Mama uśmiechnęła się i odgarnęła mi włosy z ramienia. - Ja tylko poczekam w holu, nawet mnie nie zauważysz - zapewniła, po czym wzięła pojemnik z sernikiem pod pachę.
W holu pachniało kawą i środkiem do polerowania podłogi. Recepcjonistka wskazała mi korytarz prowadzący do gabinetu kierownika, a mama ruszyła za mną, jakby też przyszła na rozmowę. Usiadła na krześle naprzeciwko drzwi i położyła teczkę na kolanach.
Przez następne dziesięć minut zagadywała każdego, kto przechodził korytarzem. Jednej pani z obsługi pięter powiedziała, że skończyłam technikum hotelarskie z bardzo dobrymi ocenami. Młodemu chłopakowi w koszuli powiedziała: - Kinga zna angielski lepiej niż ja, a ja oglądam seriale bez lektora.
„Mama pytała, czy pracownicy dostają obiady”
Siedziałam obok niej i czułam, jak robi mi się gorąco, choć na korytarzu działała klimatyzacja. Poprosiłam, żeby nie opowiadała obcym ludziom o moich ocenach. Mama ściszyła głos, ale tylko na chwilę, bo zaraz dopytała recepcjonistkę, czy w hotelu dają pracownikom obiady.
Recepcjonistka spojrzała na pojemnik i zapytała, czy to ciasto jest dla pracowników. Mama od razu wyjaśniła, że dla kierownika, - Żeby wiedział, że Kinga jest z porządnego domu. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że może powinnam po prostu zabrać sernik i wyjść z nim na parking.
Drzwi gabinetu otworzyły się o dziesiątej piętnaście. Kierownik, pan Marek, był mniej więcej po czterdziestce, miał granatową koszulę i wyglądał na człowieka, który od rana zdążył rozwiązać kilka cudzych problemów. Zaprosił mnie do środka, a mama podniosła się razem ze mną.
„Mama zapukała w trakcie rozmowy”
Pan Marek spojrzał na mamę, potem na mnie. Szybko wyjaśniłam, że mama tylko czeka na korytarzu, i weszłam sama. Na początku rozmowa szła całkiem dobrze, opowiedziałam o praktykach, programie do rezerwacji i o tym, że potrafię rozmawiać z trudnymi gośćmi bez podnoszenia głosu.
Kiedy zapytał o dyspozycyjność, odpowiedziałam, że mogę pracować również w weekendy. Właśnie mówiłam, że wolę znać grafik z wyprzedzeniem, kiedy ktoś zapukał dwa krótkie razy. Pan Marek przerwał mi i powiedział: „Proszę”.
W drzwiach stanęła mama z pojemnikiem przyciśniętym do swetra. Zapytała kierownika, czy gdybym dostała pracę, miałabym przerwę na obiad, bo „Kinga czasem zapomina jeść, jak się denerwuje”. Pan Marek przez sekundę patrzył na nią bez słowa, a ja wbiłam wzrok w długopis leżący na jego biurku.
„Mama dzwoniła do kierownika dzień wcześniej”
Mama postawiła sernik na małym stoliku przy drzwiach i powiedziała, że już nie przeszkadza. Pan Marek podziękował jej uprzejmie, a potem usłyszałam jej kroki na korytarzu. Przez chwilę miałam pustkę w głowie i nie pamiętałam, czy mówiłam już o znajomości niemieckiego.
Kierownik wrócił do pytań, ale mówił już łagodniej. Na koniec zamknął teczkę i powiedział, że ma jeszcze jedną sprawę. - Pani mama dzwoniła wczoraj. Pytała o stawkę, grafik i o to, czy będzie pani pracować w nocy.
Poczułam, jak policzki robią mi się gorące. Przeprosiłam go, chociaż nie wiedziałam, za co dokładnie bardziej, za telefon, sernik czy pytanie o obiady. Pan Marek tylko wzruszył ramionami i powiedział, że rodzice czasem bardziej przeżywają pierwszy dzień pracy niż dzieci.
„Dostałam pracę, a mama od razu chciała mnie wozić”
Dwa dni później zadzwonił pan Marek i powiedział, że przyjmie mnie na okres próbny na recepcji. Stałam wtedy w kuchni, kroiłam chleb i tak się zestresowałam, że odłożyłam nóż na blat, zanim zdążyłam mu odpowiedzieć. Mama usłyszała moje „dziękuję” i wpadła do kuchni, pewna, że właśnie wydarzyło się coś wielkiego.
Kiedy powiedziałam jej, że mnie przyjęli, przytuliła mnie tak mocno, że poczułam zapach jej kremu do rąk. Zaraz potem oznajmiła, że będzie mnie odwozić na każdą zmianę, bo przy porannych zmianach nie ma sensu marznąć na przystanku. Nie umiałam jej wtedy powiedzieć, że właśnie tego najbardziej się boję.
Po pierwszym tygodniu dziewczyny z recepcji zaczęły mówić na mnie „ta od sernika”, bez złośliwości, raczej z rozbawieniem. Mama za każdym razem pyta, czy pan Marek wspominał sernik. Jest wyraźnie dumna, kiedy odpowiadam wymijająco. Nadal nie wiem, jak powiedzieć jej, żeby przestała wszystko za mnie załatwiać, a jednocześnie nie poczuła się niepotrzebna.
Przedstawione historie są inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie odzwierciedlają jednak konkretnych wydarzeń ani rzeczywistych osób, a wszelkie podobieństwa do nich mają charakter przypadkowy.