Mama założyła córce profil randkowy. „Pierwszy napisał mój kierownik z magazynu”

Spałam u mamy w swoim dawnym pokoju, w dresie, z telefonem na poduszce. Po rozstaniu jeszcze nie umiałam normalnie oddychać. Kręciła się po domu i co chwilę pytała: „No i jak, lepiej ci?”. Rano zobaczyłam powiadomienie z aplikacji randkowej, której nie instalowałam. A w środku było moje zdjęcie z wesela kuzynki. I wiadomość od mojego kierownika z magazynu. Jakby komuś było mało i jeszcze trzeba mi było dołożyć w najgorszym momencie.

Kobieta na kanapie zasłania twarz dłonią. O problemach z matką i portalach randkowych przeczytasz na SE.
Autor: Zdjęcie ilustracyjne/ Wygenerowane przez AI Historie z życia wzięte
  • Natalia po rozstaniu mieszka u matki i próbuje dojść do siebie w ciszy
  • Matka zakłada córce profil randkowy bez pytania, używając zdjęcia z rodzinnego wesela
  • W aplikacji pojawia się wiadomość od kierownika Natalii z magazynu, co wywołuje panikę
  • W pracy kierownik przyznaje, że odpisał, bo opis brzmiał jak napisany przez mamę
  • Natalia usuwa profil przy matce i odzyskuje kontrolę nad swoim tempem randkowania

„Mamo, ja nie potrzebuję, żebyś mnie naprawiała”

Mój pokój u mamy nadal pachniał tak samo jak w liceum, proszkiem do prania i starymi książkami. Tylko ja byłam inna. Zmęczona jak po nocnej zmianie, nawet jeśli przespałam osiem godzin. Przez pierwsze dni głównie leżałam i przewijałam ekran, udając, że coś mnie interesuje.

Mama nie umiała znieść tego, że nic nie robię. Przestawiała mi kubki na biurku, składała moje spodnie, nawet jeśli były czyste, i pytała, czy chcę rosół, „taki na siły”. Kiedy mówiłam, że chcę pobyć sama, marszczyła czoło, jakbym mówiła coś nie wiadomo jakiego.

Wieczorami słyszałam, jak w salonie rozmawia przez telefon z ciotką. Ściszała głos, ale i tak słyszałam urywki: „Natalka to się zasiedzi” i „musi wyjść do ludzi”. Zaciskałam zęby, ale nie miałam siły robić z tego wojny.

Dla niej dres był problemem. Dla mnie był jedyną rzeczą, w której czułam się bezpiecznie

Po jakimś czasie zaczęły się drobne komentarze. „Może byś umyła włosy. Od razu lepiej się wygląda”, rzucała, kiedy mijałyśmy się w korytarzu. Albo: „Nie będziesz przecież siedzieć tak cały rok”.

Siedziałam wtedy przy stole w kuchni i skubałam skórkę od chleba, bardziej z przyzwyczajenia niż z głodu. Mama patrzyła na mnie tak, jakby już miała ułożone, co ze mną zrobić. Kiedy spytałam, o co jej chodzi, wzruszyła ramionami i powiedziała: „Ja tylko chcę, żebyś była szczęśliwa”.

Odpuściłam, bo nie miałam siły tłumaczyć, że na razie najlepiej mi w ciszy. Że w głowie wciąż mam jego słowa, a nie ochotę na nowe „cześć”. Mama wzięła to za zgodę na dalsze działania.

Na ekranie zobaczyłam siebie, ale nie swoje słowa

Rano obudziła mnie wibracja telefonu. Jedno krótkie bzz. Sięgnęłam po swój i zobaczyłam powiadomienie z aplikacji randkowej, której nie miałam. Przez sekundę myślałam, że to jakaś reklama albo spam, ale ikonka wyglądała normalnie.

Otworzyłam i od razu poczułam gorąco w karku. Na profilu było moje zdjęcie z wesela kuzynki, to, gdzie mam granatową sukienkę i uśmiech, którego teraz nie potrafiłam nawet udawać. A w opisie: „Ciepła, rodzinna, gotowa na poważny związek”.

Niżej była wiadomość. „Hej Natalia, dawno się nie widzieliśmy poza magazynem. Może kawa po pracy?” Nadawca: Marek, mój kierownik zmiany. Ten sam, który potrafił opieprzyć przy wszystkich, jak ktoś źle odłożył skaner.

Usiadłam na łóżku. Ręce mi się trzęsły. W głowie miałam tylko jedno: przecież on teraz myśli, że ja go podrywam. Że ja to napisałam. Że ja chcę, żeby mnie ktoś „ratował” po rozstaniu.

Telefon mamy leżał na blacie. Nawet się z tym nie kryła

W kuchni mama krzątała się przy czajniku, jakby nic się nie działo. Jej telefon leżał na blacie obok deski do krojenia. Był odblokowany. Zobaczyłam na nim tę samą ikonkę aplikacji.

Złapałam go odruchowo. Serio, jakby parzył. Hasło było zapisane w notatkach pod tytułem „Natalia, randki”, bez wstydu, bez cienia tajemnicy. Pomyślałam, że to całe ona. Porządek nawet w kłamstwie.

- Co ty zrobiłaś?

- Ja? Nic złego. Założyłam ci konto, bo sama byś tego nie zrobiła.

- Wiesz, kto do mnie napisał? Marek. Mój kierownik z magazynu.

- No i świetnie! Przynajmniej ktoś porządny, pracowity. Lepsze to niż jakiś obcy z internetu.

Patrzyłam na nią i nie mogłam uwierzyć, że ona naprawdę tego nie widzi. Dla niej to był praktyczny problem. Coś, co da się szybko ogarnąć. A dla mnie to była moja twarz, moje nazwisko i moja praca. Wpakowane w cudzą wizję „normalnego życia”.

W magazynie Marek patrzył na mnie inaczej, a ja chciałam zniknąć między regałami

Na zmianę poszłam jak w transie. W szatni naciągnęłam kaptur, chociaż było ciepło. W hali pachniało kartonem i taśmą klejącą. Wszystko buczało jak zawsze, tylko ja miałam wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie. Marek stał przy tablicy z wynikami i od razu mnie zauważył.

Przez pierwszą godzinę robiłam swoje, skanowałam paczki, odkładałam na palety, powtarzałam w głowie, że to tylko wiadomość. Ale kiedy Marek podszedł bliżej, żołądek ścisnął mi się tak, że musiałam udawać, że poprawiam rękawiczki.

Marek odchrząknął i powiedział ciszej, tak jakbyśmy rozmawiali o czymś poufnym, a nie o moim wstydzie. „Natalia, wczoraj dostałem od ciebie wiadomość. No wiesz, z tej aplikacji”. Nie brzmiał triumfalnie. Brzmiał ostrożnie.

- To nie ja. To moja mama.

- Domyśliłem się. Ten opis brzmiał jak z ogłoszenia na klatce. „Ciepła, gotowa na rodzinę”. Ty tak nie mówisz.

Zaśmiał się krótko, bardziej z zakłopotania niż dla żartu. A ja poczułam taką ulgę, że aż mi zmiękły nogi. Jednocześnie było mi wściekle głupio, bo Marek miał rację, w moich ustach to brzmiałoby jak cytat z kogoś innego.

Usunęłam konto przy niej, bo inaczej by nie odpuściła

Wieczorem wróciłam do domu i od progu usłyszałam: „No i co, odpisał?” Mama była podekscytowana, jakby to był jej serial. Zrzuciłam buty w przedpokoju. Telefon w dłoni nagle zrobił się ciężki.

Usiadłam przy kuchennym stole, wzięłam jej telefon z blatu i zalogowałam się na ten nieszczęsny profil. Mama stanęła obok z rękami na biodrach i już zaczynała: „A pokaż, jak to się teraz robi”. Przewinęłam wiadomości. Było tam jeszcze kilka serduszek od obcych ludzi i zrobiło mi się zwyczajnie obrzydliwie, że to ma być ta cała „pomoc”.

- Patrz. Usuwam.

- Natalia, czemu tak od razu? Ja tylko chciałam cię delikatnie popchnąć, bo ty stoisz w miejscu.

- Ja stoję w miejscu, bo tego teraz potrzebuję. Jak będę chciała wrócić do randek, zrobię to sama. Pod swoim imieniem i na własnych zasadach.

Kliknęłam „usuń konto” i potwierdziłam hasłem, które miała zapisane w notatkach. Mama milczała dłużej niż zwykle. Potem tylko westchnęła i poszła nastawić wodę na herbatę, jakby czajnik miał zagłuszyć całą resztę.

Nie było żadnego wielkiego pojednania. Było zwykłe zmęczenie. I to, że wreszcie przestałam udawać, że to nic takiego. Następnego dnia mama nie mówiła o „wychodzeniu do ludzi”, a ja po raz pierwszy od tygodni zasnęłam bez telefonu na poduszce.

Przedstawione historie są inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Nie odzwierciedlają jednak konkretnych wydarzeń ani rzeczywistych osób, a wszelkie podobieństwa do nich mają charakter przypadkowy.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki