Kacper Łukasiewicz

i

Autor: materiały prasowe Kacper Łukasiewicz

Ważne sprawy

Internauci myślą, że hejt nie dotyka prawdziwego człowieka - rozmowa o dorastaniu w cieniu choroby otyłościowej z Kacprem Łukasiewiczem

Chorobę otyłościową zdiagnozowano u niego w czwartej klasie szkoły podstawowej. Wraz ze wzrostem znaczenia roli w popularnym serialu mierzył się coraz większym celowanym hejtem. Nie tylko w siebie, ale także w całą swoją rodzinę. Mimo tego, to najbliżsi dali mu siłę, wsparcie i możliwości na to, aby rozpocząć leczenie. Jak doszło do diagnozy i czy agresja w sieci, z którą spotkał się w dzieciństwie ma wpływ na jego dorosłe życie? Rozmawiamy z Kacprem Łukasiewiczem, aktorem, studentem prawa i ambasadorem 5. edycji kampanii “Porozmawiajmy Szczerze o Otyłości”.

Se.pl: Kacper, jesteś najmłodszym Ambasadorem w historii kampanii "Porozmawiajmy Szczerze o Otyłości", aktorem, studentem prawa. Droga, jaką przeszedłeś do zdrowia, zmagając się z chorobą otyłościową jako dziecko, jest naprawdę imponująca. Pamiętasz, jakie były początki Twojej choroby?

Kacper Łukasiewicz: Nie umiem dokładnie określić jej początków. Pamiętam, że otyłość została u mnie rozpoznana, gdy uczęszczałem do szkoły podstawowej, jednak nie byłem jej świadomy. Muszę przyznać, że jako dziecko widziałem pewne różnice w wyglądzie między mną a rówieśnikami, ale mimo tego... nie czułem się inny. Bawiłem się, biegałem, byłem aktywnym dzieckiem. Może faktycznie szybko się męczyłem i potrzebowałem dłuższych przerw... ale z perspektywy czasu, analizując te sytuacje – na tamten moment nikt nie łączył tych aspektów z chorobą otyłościową, która została później u mnie zdiagnozowana.

Se.pl: A kiedy tak właściwie zrozumiałeś w pełni świadomie, że otyłość to choroba, a nie sprawa wyglądu? Pamiętasz pierwszą rozmowę na ten temat? Kto ją przeprowadził: lekarz, rodzice?

K. Ł.: To nie był łatwy proces. Tak naprawdę dowiedziałem się o swojej chorobie otyłościowej wtedy, kiedy byłem w czwartej klasie szkoły podstawowej. Ze względu na nadmierną masę ciała, trafiłem na specjalny turnus dla dzieci do sanatorium. To był właściwie przypadek. Mama zabrała mnie przy okazji wizyty zaplanowanej dla młodszej siostry, która często łapała infekcje. I tam zadziało się to, co miało wpływ na całe moje późniejsze życie. Bo jak się okazuje – w życiu nie ma przypadków. Bo właśnie przez ten “przypadek” trafiłem na wizytę do lekarki, która zajmowała się tam dziećmi ze zdiagnozowaną otyłością. Okazało się, że pewne ówczesne symptomy, takie jak nadmierna masa ciała, słaba kondycja, były początkiem mojej choroby. Trafiłem wtedy pod jej opiekę i zostałem zakwalifikowany do specjalnego programu dbającego o dzieci, które mają podwyższone BMI.

Se.pl: V. edycja kampanii odbywa się pod hasłem "Szczerze o otyłości. Z miłości", które nawiązuje do kluczowej roli rodziny w profilaktyce otyłości u dzieci i nastolatków. Jak to było u Ciebie - czy mogłeś liczyć na bliskich? Rodziców, rodzeństwo?

K. Ł.: Na moją rodzinę zawsze mogę liczyć. Jesteśmy w bardzo dobrych relacjach. Gdy jedno z nas jest w potrzebie, to pozostali pomagają, jak mogą. Takie zachowania ukształtowały także moje podejście do życia. Nie inaczej było podczas mojej obecności w programie redukcji masy ciała. Dla małego mnie, dla małego Kacpra, to było wielkie wyzwanie - badania, zróżnicowane posiłki, aktywność fizyczna. W tamtym okresie mocno wspierała mnie moja mama, która była ze mną w sanatorium. Musiałem unikać fast foodów, słodyczy, co było trudne dla dziecka, które widziało jak inne dzieci korzystają z takich “przyjemności”, nawet te, które brały udział programie. Ich rodzice mimo zaleceń lekarzy, ulegali swoim pociechom. Ale czy to miało sens? Czy się nie złościłem? Oczywiście, że jako dziecko, miałem wtedy w sobie spore pokłady gniewu. Jednak to mnie po miesięcznym programie udało się zredukować około 6 kg. Choć później bywało różnie, ponieważ po pewnym czasie niestety doszło do nawrotu choroby. Mimo to rodzice nadal mnie wspierali i stosowaliśmy zalecenia z sanatorium. W międzyczasie znalazłem się pod opieką endokrynologa, który kierował terapią otyłości. W której w sumie... jestem do dzisiaj. A siostra również ma ważną rolę w moim życiu, bo zawsze możemy się sobie wygadać, doradzać. To bardzo cenne mieć wokół siebie ludzi, którym po prostu można zaufać.

Se.pl: Jaki stosunek do Twojej masy ciała mieli w dzieciństwie rówieśnicy w szkole, na podwórku - czy czułeś się stygmatyzowany w takim bezpośrednim, codziennym kontakcie z rówieśnikami?

K. Ł.: Na początku nie zwracałem na to uwagi. Nie postrzegałem pewnych przejawów w zachowaniach rówieśników jako hejtu. Choć wraz z wiekiem zacząłem zauważać, że stosowano względem mnie komentarze, zachowania, które dzisiaj śmiało można nazwać fatshamingiem czy neggingiem. Staram się mieć jednak z tyłu głowy to, że mimo wszystko mówimy o dzieciach, które raczej mówią i robią spontanicznie to, co przyjdzie im do głowy, rzadko krzywdzą intencjonalnie. I niestety - często czerpią wzorzec z domu rodzinnego. Zdarzało się, że koledzy wyśmiewali mój wygląd, przezywali, czy bywałem tym “ostatnim” na lekacjach WF-u. Gruby na bramkę? Tak, to byłem ja. Czy to bolało? Owszem, ale myślę, że nie aż tak, jak fala hejtu skierowana na mnie i moich rodziców od... osób dorosłych.

Se.pl: Tak, wiem też, że spotkało Cię bardzo bolesne doświadczenie hejtu w sieci. Od wielu lat występujesz w jednym z najpopularniejszych seriali telewizyjnych, w którym pojawiłeś się już jako kilkulatek. I właśnie ta rozpoznawalność była poniekąd przyczyną bullyingu w sieci. Na jednym z portali społecznościowych powstawały zamknięte grupy, liczące nawet 30-40 tysięcy osób, gdzie pojawiały się wpisy i memy uderzające w Ciebie z powodu nadmiernej masy ciała. Jak się o tym dowiedziałeś i co wtedy czułeś?

K. Ł.: Dowiedziałem się o tym korzystając z Facebooka. Słyszałem też o tym na korytarzach szkolnych. I nie ukrywam, że przeglądając tego typu wiadomości czułem poniekąd... odrazę do siebie. To było dla mnie bardzo bolesne. Moja samoocena się zupełnie załamała. Zacząłem nosić ubrania typu oversize, żeby się za nimi ukryć. Czułem, że muszę spełnić oczekiwania osób, które komentowały moją serialową postać na tych forach. Problem polegał jednak na tym, że pisząc o serialowej postaci, tak naprawdę uderzali w prawdziwego człowieka, który tę postać odgrywał. Niestety miało to spory wpływ na moje problemy z kontrolowaniem stresu, z którymi do dzisiaj się borykam. Dziękuję rodzicom, że umożliwili mi pomoc psychologiczną. Wiem, że nie każdy ma taką możliwość, a bez tego ciężko byłoby mi odzyskać wiarę w siebie. Gdzie mogę, to podkreślam i podpisuję się pod stanowiskiem, żeby ograniczać dzieciom poniżej 13. roku życia dostęp do portali społecznościowych, żeby je chronić przed hejtem oraz aby je w tym przedmiocie edukować, jak się chronić, jak sobie z tym radzić. Jako student prawa wiem, że możliwości reakcji bywają ograniczone. Dlatego też staram się na swoim przykładzie, również jako ambasador kampanii, pokazywać, że rodzice powinni mieć kontrolę nad tym, co ich dzieci robią w sieci i jakich treści są odbiorcami.

Se.pl: Co najbardziej wstrząsające w tej sytuacji, agresorami w tych grupach byli głównie dorośli, którzy krzywdzili dziecko. Teraz, jako młody dorosły, jak sądzisz: skąd się biorą takie postawy, czy można to jakoś powstrzymać?

K. Ł.: Moim zdaniem tego typu postawy biorą się z zazdrości i poczucia bezkarności w internecie. Łatwiej też kogoś obrażać, gdy tej osoby się nie widzi i myśli się, że hejt nie dotyka prawdziwego człowieka, a postać serialową. Uważam, że ¾ hejtu w sieci na mój temat nie wydarzyłoby się, gdy napastnik miał to wyrazić w realu. To granica ekranu monitora jest tym miejscem, które ten hejt zatrzymuje. A powiedzieć komuś coś w twarz nie jest takie proste. W porównaniu do tego, co było kiedyś a co dzisiaj, wiem, że moja praca nad pewnością siebie, jak i leczenie choroby otyłościowej to te czynniki, które wpływają na moją sprawczość. I na to, jak ja się z tym czuję. Przykładem może być grupa na Facebooku, odnosząca się do serialu, w którym mam przyjemność grać. Wprowadziła ona regulamin, w którym są punkty, tj. brak oceny aktorów ze względu na ich wygląd oraz zakaz komentowania dzieci grających w serialu. Jest to duży postęp w porównaniu do poprzedniej dekady. I oczywiście jest to jeden ze sposobów walczenia z hejtem. Udostępniasz takie treści? Jesteś usuwany z grupy. Nie jest to remedium na całe zło internetu, ale stawianie granic to dobry początek. Hejt nie bierze się znikąd. Warto obserwować swoje dzieci i towarzystwo, w jakim przebywają. Zwrócić uwagę na kompleksy, które się w nich pojawiają. Przejrzeć się w ich lustrze, bo może ich problemy są wypadkową tego, z czym zmagają się sami rodzice?

Se.pl: Podzielenie się taką historia to ogromna odwaga. Czy to dlatego zdecydowałeś się zostać Ambasadorem kampanii?

K. Ł.: Tak, jeśli moje doświadczenie pomoże chociaż jednej osobie, to jest to zdecydowanie powód do tego, aby wypełniać obowiązki ambasadora. Uważam, że im częściej i szerzej zaczniemy o tym mówić, to społeczeństwo w pewien sposób uwrażliwi się na takie zjawiska. Naprawdę chciałbym, aby moja historia była tą ostatnią.

Se.pl: Dziś jesteś świadomym własnej wartości, wrażliwym młodym człowiekiem, który wykonał mnóstwo pracy w mierzeniu się z chorobą otyłościową: opieka lekarzy, dietetyków, trenerów aktywności fizycznej. Pamiętasz najtrudniejszy moment?

K. Ł.: Najtrudniejszy moment był na początku, kiedy trzeba było wprowadzić w życie wszystkie zasady. Bo nie chodziło o chwilową zmianę, a o pewnego rodzaju rutynę, która pacjentom chorującym na otyłość tak naprawdę towarzyszy całe życie. Myślę, że najtrudniejszym momentem dla mnie był chyba 2014 rok, w którym moja postać serialowa miała rozpisany wątek, przez co gościła na ekranach telewizorów dużo częściej, niż wcześniej. Ucierpiałem wtedy psychicznie. Z jednej strony - spełniałem swoje dziecięce marzenia o pracy aktora, a z drugiej... dostawaliśmy - całą rodziną - celowany hejt prosto w nas. Najciężej jest odbudować swoją samoocenę i zadbać o zdrowie psychiczne. Ja staram się przekuwać tamte sytuacje w energię do tego, aby pokazywać, że nie można się temu poddawać. I że istnieją organy, w których można takie sprawy zgłaszać.

Se.pl: Czy jest coś, czego w kontekście choroby otyłościowej nadal się boisz?

K. Ł.: Mimo że moje ciało bardzo się zmieniło na przestrzeni czasu i udało mi się dojść do prawidłowego BMI, to jednak... największą zmorą jest to, że choroba otyłościowa zawsze czyha gdzieś za rogiem. Bo o ile jestem w remisji, to trzeba powiedzieć to głośno, że choroby otyłościowej nie da się wyleczyć, to choroba przewlekła. Dlatego dbam o to, co trafia na mój talerz. Staram się także wolne chwile poświęcać na ruch. Nie zawsze mi się chce, zwłaszcza, żę pracuję na planie i studiuję prawo, ale doskonale pamiętam, z jakiego miejsca ruszałem. Cały czas jestem też pod kontrolą lekarza. I to jest najważniejszy punkt dla każdego chorego.

Se.pl: Twój głos w kampanii i Twoje doświadczenia mogą być z pewnością ogromnym wsparciem i drogowskazem dla wielu młodych ludzi, którzy przechodzą podobną drogę. Co chciałbyś im powiedzieć?

K. Ł.: Przede wszystkim – zawsze reagujcie na sytuacje, które są dla Was niewygodne, krzywdzące. I nie wstydźcie się prosić o pomoc. Również tą psychologiczną, która pomaga złapać balans i dystans, nie obwiniać się za swoją chorobę. Jako Ambasador kampanii “Porozmawiajmy szczerze o otyłości” zawsze zachęcam też do zajrzenia na stronę ootylosci.pl, gdzie dostępne są różne poradniki, np. jak mówić, żeby nie stygmatyzować chorych na otyłość ludzi. Ostatnio miała premierę audiobajka “Każdy ma superMOCE!”. Jest dostępna za darmo.

Uważam, że to świetna opcja na to, aby puścić taką bajkę młodszym dzieciom, ułatwi to przekazywanie trudnych tematów, będzie przyczynkiem do rozmowy, do pokazania różnorodności, do uczenia akceptacji. Ja chętnie taką bajkę puściłbym mojemu młodszemu rodzeństwu parę lat temu. Warto znaleźć coś, co sprawia nam przyjemność. Nie zmuszać się do chodzenia na siłownię, jeśli np. to taniec sprawia największą radość, a również jest świetną opcją na trenowanie kondycji. I przede wszystkim – skorzystajcie z pomocy lekarza. Choroba to nie jest Wasz wybór i nie dajcie sobie tego wmówić.

Supermoce

i

Autor: materiały prasowe, Materiały prasowe Supermoce

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki