- Internet wrze od treści o związkach, ale zamiast rzetelnych porad często znajdziemy emocjonalne nagłówki i uproszczone diagnozy.
- Od "red flagów" po "love bombing" – media kreują obraz relacji jako projektu pełnego pułapek i kryzysów.
- Pomimo medialnego pesymizmu, rynek matrymonialny kwitnie, dowodząc, że to nie technologia, a brak kompetencji emocjonalnych jest prawdziwym wyzwaniem.
Związki. Gorący temat w internecie
O relacjach pisze się często. To temat, który dotyczy każdego, pozwala się utożsamiać z bohaterami, rodzi ciekawość i nierzadko burzliwe dyskusje. Nic nie klika się tak dobrze jak emocje. Obszar ten eksploatowany jest głównie przez portale internetowe i media społecznościowe. Łatwe do udostępnienia, przesłania dalej, artykuły i wpisy mają duży potencjał viralowy. Zwłaszcza te, które operują prostymi porównaniami, szybkimi diagnozami i sposobami na rozwiązanie problemów – najlepiej w trzech łatwych krokach.
„Widzisz TO u swojego partnera? Uważaj”
Dużą popularnością w sieci cieszą się te treści, które pozwalają rzekomo ulepszać relacje. Tylko że zamiast rzetelnych porad od osób zajmujących się psychologią czy choćby terapią par, pojawiają się rolki tworzone przez twórców bez kwalifikacji, ale za to z dużymi zasięgami. Co w nich znajdziemy? Red flagi – czyli zachowania, które są zwiastunem problemu. Treści o stawianiu granic, byciu wystarczającym i kolejnych zjawiskach, które tuż za gaslightingiem czy ghostingiem przebiły się do mainstreamu: floodlighting, breadcrumbing, love bombing, negging…
Chętnie czytamy jednak również o problemie w skali makro: o kryzysie demograficznym, kryzysie relacji oraz zaufania, epidemii samotności czy wycofaniu z randkowania pokolenia Z. Choć tego typu treści są mniej viralowe, dobrze obrazują zachodzące w społeczeństwie zmiany. Wiele emocji wzbudzają też historie znanych osób i losy ich związków. To jeden z częściej poruszanych tematów, zwłaszcza w mediach o ludziach ze świata showbizu. Widać to dobrze w corocznych podsumowaniach Google Trends – newsy o gwiazdach rozchodzą się w sieci bardzo łatwo.
Tak mówią media
Jak wynika z raportu „25 lat relacji w internecie”, opracowanego przez jeden z najstarszych polskch serwisów społecznościowych Fotka.pl we współpracy z Mediaboard, dominuje kilka typów narracji.
Autorzy publikacji zwracają uwagę na dominujące motywy i najczęściej występujące sformułowania. Pierwszym z nich jest kryzys miłości, budowany przez materiały o zdradach, rozstaniach, toksycznych relacjach, braku zaufania i emocjonalnej pustce. Często pada: „to się źle skończy”, „rujnuje związek”, „nie potrafią być wierni” czy „piekło”. Randkowanie przedstawiane jest jako zagrożenie – zwłaszcza poprzez przywoływanie historii o oszustwach, stalkerach czy przemocy. Podobnym niebezpieczeństwem wydają się także technologie. W tym kontekście mówi się o „pułapkach”, „oszustach”, „celu przestępców” czy nawet „karuzeli przemocy”.
Jednym z częściej podejmowanych tematów jest także epidemia samotności. Przedstawiana jako zjawisko społeczne, które dotyka coraz większą liczbę ludzi – także tych pozostających w związkach. Wielu przełamuje tabu i mówi wprost: czujemy się samotni jak nigdy dotąd. Media są bezlitosne – mówią o „kryzysie”, „pladze” czy tym, że „samotność zabija jak papierosy”.
Jednocześnie pojawia się dużo odniesień do języka psychologii. Relacje traktowane są jak projekt. Poruszany jest temat trudnych wydarzeń, wpływu dzieciństwa czy zaburzeń osobowości. Mówi się o „traumach”, „stylach przywiązania”, „lęku przed bliskością”, „borderline” czy „PTSD”. Popularne są także treści prezentujące zupełnie nowe formy randkowania i wchodzenia w relacje. Często opisywana jest emocjonalna niejednoznaczność związków, relacje bez zobowiązań czy kultura aplikacji randkowych. Pojawiają się takie określenia jak „situationship”, „slow fade”, „date stacking” czy „mikroromanse”.
Do opisywania życia uczuciowego, diagnozowania relacji i formułowania porad wykorzystywana jest też astrologia, bazująca na cechach znaków zodiaków („niewierna”, „toksyczny”, „romantyk”). Wiele tekstów operuje sensacją i uogólnieniem („te znaki zdradzają”, „te zawody zdradzają”), budując proste etykiety zamiast niuansów.
Trudności w związkach to nie wina technologii
To nie technologia niszczy relacje – niszczy je brak kompetencji emocjonalnych. AI i internet nie zabrały nam bliskości, tylko obnażyły nasze deficyty komunikacyjne. Nic w tym dziwnego, ponieważ czasy nam nie sprzyjały. Kiedy przyszła pandemia i zostaliśmy zamknięci w domach, ucierpieli wszyscy. Największy koszt ponosi to pokolenie, które właśnie w tym czasie powinno kształtować swoje kompetencje społeczne
– tłumaczy Marek Kołosiński, członek zarządu Fotka.pl.
Z rysowanego przez media obrazu można wysnuć kilka wniosków: wchodzenie w relacje jest trudne, do wielu zachowań można przypisać konkretną etykietę, a angażowanie się to inwestycja wysokiego ryzyka. Z drugiej strony zainteresowanie tematyką romantyczną i wyraźny problem poczucia samotności pokazuje coś zgoła innego: rynek matrymonialny jest nadal żywy.
Wielu ludzi, szczególnie tych z pokolenia Millenialsów, pamięta pierwszy polski serwis społecznościowy Fotka.pl. To tu budowali swój cyfrowy wizerunek, nawiązywali pierwsze znajomości w sieci i uczyli się mechanizmów, które dziś są stosowane w wielkich platformach takich jak Youtube czy Facebook. Dziś Fotka jest portalem randkowym. Ma już 25 lat i mogę z pewnością stwierdzić, że byliśmy świadkami tego, jak Polacy uczą się budować relacje w internecie i jak zmienia się też społeczne zaufanie do takich znajomości
– dodaje Kołosiński.
Kryzys w związkach to nie mit. Łatwo jednak popaść w iluzję skali: przecież o złych rzeczach chętniej się mówi niż tych, które nie wzbudzają tak silnych emocji. Wciąż rosnący rynek usług matrymonialnych jest dobrym potwierdzeniem. Przewrotu nie będzie.
Raport „25 lat relacji w internecie” można znaleźć klikając w link.