Nowy rok, nowy styl życia - czy naprawdę potrzebujemy zmiany, żeby poczuć się lepiej?

2026-01-13 18:25

Początek nowego roku często uruchamia w nas potrzebę radykalnych zmian - nowych postanowień, nowej wersji siebie, nowego stylu życia. Tymczasem psychologia jasno pokazuje, że to nie gwałtowne przełomy, lecz codzienna uważność i drobne decyzje mają największy wpływ na nasze samopoczucie. Dotyczy to również ubrań, które nosimy każdego dnia, bo to właśnie one są jednym z najbliższych nam narzędzi regulowania emocji, energii i poczucia sprawczości.

Najpiękniejszy makijaż na Wigilię

i

Autor: Freepik.com

Nowy rok od lat traktujemy jak symboliczny moment „czystej karty”. Zmiana daty w kalendarzu bywa dla wielu impulsem do generalnych porządków - nie tylko w głowie, codziennych nawykach, rutynie, sposobie myślenia o sobie, ale i w szafie. Media społecznościowe pełne są haseł o nowym ja, totalnej metamorfozie i konieczności zaczynania od zera. W tym narracyjnym zrywie łatwo jednak zgubić to, co w zmianie najważniejsze, realne wsparcie codziennego życia, a nie chwilową euforię.

Z perspektywy psychologii zachowania wiemy, że nagłe, radykalne decyzje rzadko prowadzą do trwałej poprawy samopoczucia. Zbyt duża zmiana, oderwana od naszej codzienności, rytmu życia i realnych potrzeb, często wywołuje napięcie, poczucie wewnętrznego chaosu oraz wrażenie, że próbujemy dopasować się do obrazu siebie, który nie jest jeszcze gotowy, aby stać się naszą rzeczywistością. W psychologii stylu mówi się wówczas o dysonansie tożsamościowym, czyli sytuacji, w której to, co nosimy, nie wspiera tego, kim jesteśmy tu i teraz, lecz próbuje narzucić nam rolę, do której emocjonalnie jeszcze nie dojrzeliśmy.

Ubrania są jednym z najbardziej intymnych narzędzi komunikacji ze światem, ale też z samym sobą. Każdego dnia, często nieświadomie, używamy ich do regulowania emocji, wzmacniania poczucia bezpieczeństwa, kontroli lub sprawczości. Gwałtowna zmiana garderoby, szczególnie motywowana presją nowego roku czy społecznych narracji o „lepszej wersji siebie”, może chwilowo dawać iluzję porządku i kontroli. Jednak długofalowo bywa źródłem frustracji.

Nowe ubrania nie znajdują miejsca w codziennych sytuacjach, nie odpowiadają realnym potrzebom ciała i trybu życia, a my stopniowo przestajemy po nie sięgać.

Wyrzucenie połowy garderoby pierwszego dnia stycznia i zastąpienie jej nową, bardziej „ambitną” czy „świadomą” wersją stylu często ignoruje fakt, że styl jest procesem, a nie jednorazowym aktem decyzji. Psychologia ubioru podkreśla, że trwałe poczucie komfortu rodzi się z ciągłości i powtarzalności, z ubrań, które są nam znane, oswojone i sprawdzone w różnych kontekstach życia. Gdy tej ciągłości zabraknie, pojawia się poczucie obcości wobec własnego ciała i codziennych wyborów, a w konsekwencji także rezygnacja z „nowego stylu”, który okazuje się zbyt wymagający, zbyt sztywny lub zbyt daleki od naszej codzienności i potrzeb.

Dlatego zamiast radykalnych rewolucji, proponuję podejście ewolucyjne, oparte na uważnej obserwacji siebie, swoich potrzeb, emocji i reakcji ciała. Zmiana, która dzieje się stopniowo, pozwala ubraniom stać się realnym wsparciem, a nie kolejnym obszarem presji. Styl przestaje być wtedy projektem do zrealizowania, a zaczyna pełnić swoją najważniejszą funkcję - pomaga nam lepiej funkcjonować w codziennym życiu.

Ubrania są z nami każdego dnia. Dotykają skóry, reagują na ruch, temperaturę i rytm ciała. Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że ubranie bardzo często reguluje nasz dzień. W wielu przypadkach widzę, jak pomaga się skupić, uspokoić albo poczuć pewniej. Może też wzmacniać poczucie bezpieczeństwa, koncentracji, sprawczości lub przeciwnie, potęgować zmęczenie i dyskomfort. To, co zakładamy rano, nie jest więc wyłącznie kwestią estetyki, ale realnym wsparciem lub przeszkodą, w codziennym funkcjonowaniu.

Budowanie garderoby, która „pomaga lepiej żyć”, nie wymaga rewolucji. Wymaga uważności. Zamiast pytać: „co jest teraz modne?”, warto zapytać: „w czym czuję się stabilnie?”, „co pomaga mi przejść przez długi dzień?”, „jakie materiały mnie uspokajają, a jakie drażnią?”. Naturalne tkaniny, odpowiednia konstrukcja ubrań, powtarzalność sprawdzonych fasonów, to wszystko tworzy bazę, która daje poczucie zakorzenienia, a nie presji ciągłej zmiany.

 Codzienna dbałość o siebie nie polega na spektakularnych gestach. Często zaczyna się od bardzo prostych wyborów. Może nim być założenie ubrania, które nie uciska, nie rozprasza, nie wymaga ciągłej korekty, lub sięgnięcie po zestaw, który jest spójny z naszym aktualnym trybem życia, a nie z wyobrażeniem o tym, kim „powinniśmy być”. To właśnie w tej codziennej praktyce, a nie w noworocznym zrywie, buduje się trwałe poczucie dobrostanu.

Zmiana roku nie jest warunkiem zmiany samopoczucia. Każdy poranek, każdy wieczór, każda godzina czy chwila daje taką samą możliwość drobnego przesunięcia w stronę większego komfortu. Szafa nie musi być projektem do natychmiastowej przebudowy, ale przestrzenią dialogu z samym sobą. Miejscem, w którym ubrania nie oceniają, nie mobilizują do bycia „lepszym”, lecz wspierają w byciu wystarczającym tu i teraz.

Być może więc zamiast pytania „jaki nowy styl życia zacząć od stycznia?”, warto zadać inne: „jak mogę dziś o siebie zadbać?”. Czasem odpowiedź kryje się nie w wielkich planach, ale w dobrze dobranym swetrze, miękkiej koszuli, spodniach, które pozwalają swobodnie ruszać się i oddychać. Małe kroki, powtarzane każdego dnia, naprawdę potrafią zmienić więcej niż jedna, noworoczna decyzja.

Nie musimy czekać na nowy rok, poniedziałek ani idealny moment, żeby poczuć się lepiej. Codzienność składa się z małych decyzji, które wciąż powtarzamy, a jedną z nich jest to, co zakładamy na siebie. Ubrania mogą być źródłem presji albo wsparcia. Mogą przypominać o tym, kim chcemy być albo pomagać nam być sobą tu i teraz.

Styl nie musi zaczynać się od rewolucji. Często rodzi się z uważności, z zauważenia, w czym oddycha nam się lżej, w czym ciało czuje się bezpiecznie, a my same mamy więcej spokoju i pewności. To proces, który nie wymaga wyrzucania przeszłości, lecz delikatnego budowania przyszłości, krok po kroku, dzień po dniu, chwila po chwili.

Kiedy traktujemy garderobę jak sprzymierzeńca, a nie projekt do naprawienia, zmiana przestaje być wyzwaniem. Staje się praktyką troski o siebie. I właśnie w tej codziennej, cichej uważności kryje się największy potencjał, nie na „nową wersję siebie”, ale na lepszą jakość życia.

Kilka słów o autorce:

Iwona Sasin to inżynier włókiennictwa, edukatorka i mentorka stylu. Ukończyła Politechnikę Łódzką oraz École d’Ingénieurs ITECH w Lyonie, a także Université de la Mode, gdzie jako jedna z trzech zagranicznych studentek otrzymała dyplom pod patronatem Diora i Bernarda Arnault z LVMH. Przez ponad 20 lat pracowała we Francji, Włoszech, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Szwecji, współpracując z biurami stylu, projektantami i markami z najwyższej półki.Szyła suknie dla krawca królowej Szwecji na bal Noblowski, poznawała technologie bezszwowe we Włoszech, a spotkanie z Isseyem Miyake uważa za doświadczenie, które ukształtowało jej podejście do mody. Po latach pracy za granicą wróciła do Polski, by uczyć świadomego stylu i pokazywać, że strój to także język emocji i akceptacji.

Iwona Sasin

i

Autor: Iwona Sasin/ Materiały prasowe

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki