Tragiczny wypadek w Toruniu. 25-letni kierowca ujawnił, co robił wcześniej
- Brałem koks i paliłem marihuanę, ale jak byłem w Niemczech. Wróciłem do Polski 8 lipca. Teraz nie brałem - zapewniał dziennikarzy "Super Expressu" Bartosz L., zanim sąd zaczął rozpatrywać wniosek toruńskiej prokuratury. - Ci którzy zginęli, to byli moi znajomi. Ten co siedział na siedzeniu za mną, mieszkał w tym samym bloku co ja - dodał.
Było po godzinie 5:30. Dramat rozegrał się 12 lipca w Toruniu, a konkretnie na ulicy Poznańskiej. Wtedy to Seat Cordoba uderzył w lipę. Jak przyjechali ratownicy, to kierowca i jego trójka pasażerów żyła. Niestety dwójka z nich - Arkadiusz S. i Damian W. - zmarła w szpitalu.
Czytaj więcej o sprawie: Trzy osoby zginęły na drogach w Toruniu. Wiemy, jak tłumaczy się 25-letni kierowca
Wszyscy pasażerowie seata i jego kierowca to mieszkańcy Rypina. Policjanci ustalili, że do swoich domów wracali z imprezy pod Inowrocławiem, która miała miejsce na plaży nad jeziorem.
Wstrząsające ustalenia policji
Kierowca seata był trzeźwy, jednak został zatrzymany przez prokuratora, gdyż w jego samochodzie znaleziono narkotyki. Dlatego śledczy zlecili szczegółowe badania krwi. Okazało się, że Bartosza L. musiał palić marihuanę i brać klefedron (4-CMC). To właśnie dlatego prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o jego tymczasowy areszt. Bartosz L., był już przez sąd karany za posiadanie narkotyków. Teraz sąd przyznał rację prokuraturze i aresztował młodego mężczyznę na trzy miesiące.
- Ja przysnąłem za kierownicą. Głowa poleciała mi na bok. Żałuje tego co się stało - powiedział naszym dziennikarzom zatrzymany 25-latek. Do jego sprawy będziemy wracać w naszym serwisie.