To szaleństwo! PRES Toruń obronił drużynowe mistrzostwo Polski. Najpierw pokonał Spartę Wrocław 55:35. W niedzielę (4 października) we Wrocławiu znów okazał się lepszy od tamtejszej drużyny, wygrywając 46:44.
Dlatego prezesowi Przemysławowi Termińskiemu, właścicielowi toruńskiego klubu, zadaliśmy pytanie, jak się czuje po takim sukcesie.
– Lekko skacowany. Zadowolony. Nieduży kac, ale lekki. Poświętowaliśmy – usłyszeliśmy w odpowiedzi.
– Spodziewaliśmy się większego oporu we Wrocławiu. Piotr Baron był przygotowany na szachy. Na rezerwy taktyczne. A to my od drugiego biegu prowadziliśmy. To oni musieli stosować rezerwy taktyczne. Piotr te swoje szachy będzie musiał rozegrać kiedyś indziej. Niech pan zwróci uwagę, że my wszystkie mecze w play-off, wszystkie cztery, wygraliśmy – mówił zadowolonym głosem.
Zawodnicy toruńskiego klubu żużlowego zdobyli po raz szósty drużynowe mistrzostwo Polski, ale po raz pierwszy obronili tytuł. Po raz drugi ostatni mecz sezonu rozgrywany był na torze rywala.
Tego w Toruniu jeszcze nie było. Po wygranym meczu w niedzielę, po godzinie 21, ludzie śpiewali na ulicach tak, jak śpiewają na Motoarenie.
W niedzielną noc Torunianie dziękowali też Norickowi Bloedornowi. Nie wiadomo, czy ten zawodnik będzie jeździł z Aniołem na piersi także w przyszłym roku.
– Wiem, że Piotrek będzie jeszcze rozmawiać z Norickiem. To on podejmuje decyzje – mówi nam prezes Termiński, pytany o popularnego Niemca.
Nasi dziennikarze zapytali prezesa Termińskiego, czy nie żałuje, że za pieniądze, które dokłada do żużla, nie kupił sobie wielkiej willi na Lazurowym Wybrzeżu i dużego jachtu.
– Moja żona nie lubi pływać. I te pieniądze, które dokładam do żużla, jakoś się rozkładają. To nie jest przez jeden rok – usłyszeliśmy w odpowiedzi.
Przemysław Termiński, właściciel toruńskiego Apatora, jest związany z klubem już od 13 lat.