Jej życie to gotowy scenariusz filmowy. Pani Bernardyna świętuje setne urodziny

Jej ojciec salwował się ucieczką z syberyjskiego zsyłania, brat uciekł z Wehrmachtu, by walczyć ramię w ramię z włoskimi partyzantami, a ona sama po latach znalazła się na celowniku peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa. Bernardyna Fischer, mieszkanka Złejwsi Wielkiej, świętuje setne urodziny. Tą biografią można by obdzielić kilka kinowych hitów.

Bernardyna Fischer świętuje 100. urodziny. Medal dla jubilatki z gminy Zławieś Wielka

Setne urodziny to okazja do wyjątkowego świętowania, a przekonała się o tym mieszkanka gminy Zławieś Wielka. Pani Bernardyna Fischer odebrała list gratulacyjny i medal z rąk marszałka województwa. Obecnie znajduje się pod czułą opieką swojej rodziny, jednak gdy spojrzymy w przeszłość, zobaczymy życiorys pełen dramatycznych i nieprawdopodobnych zwrotów akcji, które z powodzeniem mogłyby posłużyć za materiał na historyczną powieść.

Jubilatka przyszła na świat w 1926 roku. Przez lwią część swojego życia funkcjonowała w Toruniu, a dopiero pięć lat temu przeniosła się do Złejwsi Wielkiej, by zamieszkać pod dachem syna. Dorastała w domu, w którym nie brakowało dzieci i od najmłodszych lat chłonęła niesamowite, rodzinne opowieści. A było czego słuchać.

Jeden z tych niesamowitych epizodów dotyczył jej taty, Stanisława Trokowskiego. W młodości przyszło mu zmierzyć się z piekłem Syberii. Spędził na zesłaniu dwa lata, ale ostatecznie zdołał wyrwać się stamtąd i bezpiecznie wrócić do ojczyzny.

Dramatyczne zawirowania dotknęły również rodzeństwa 100-latki. Gdy trwała druga wojna światowa, brat pani Bernardyny, Rajmund, został siłą wcielony do armii niemieckiej. W trakcie przerzutu zdecydował się na niezwykle ryzykowny krok – uciekł. Szybko dołączył do włoskich oddziałów partyzanckich, u boku których walczył aż do kapitulacji Niemiec. To właśnie w partyzanckich szeregach spotkał miłość swojego życia – łączniczkę, z którą wkrótce wziął ślub.

Okres okupacji był niezwykle intensywny również dla samej jubilatki. W Toruniu ukończyła edukację na poziomie podstawowym, a już w wojennej rzeczywistości kształciła się w średniej szkole rachunkowości. Z jej relacji wynika, że tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego była zaangażowana w przerzut uzbrojenia do walczącej stolicy.

Gdy wojenna zawierucha dobiegła końca, pani Bernardyna znalazła zatrudnienie w Inspektoracie Ziemskim, gdzie pełniła funkcję głównej księgowej. W pewnym momencie postawiła jednak wszystko na jedną kartę i w pełni poświęciła się życiu rodzinnemu. W 1953 roku poślubiła prawnika, Henryka Fischera. Owocem tego związku było dwóch synów, a z biegiem lat rodzina znacznie się powiększyła. Dziś stulatka może się pochwalić trzema wnuczkami i szóstką prawnucząt.

Inwigilacja przez SB i przedwczesna śmierć męża. Los nie oszczędzał pani Bernardyny

Niestety, na tym nie skończyły się życiowe zakręty. Zaledwie w wieku 53 lat zmarł jej ukochany mąż, a krótko po tym w kraju wprowadzono stan wojenny. Znajomości nieżyjącego już Henryka Fischera z kręgami opozycyjnymi, w tym z Janem Olszewskim, sprawiły, że na rodzinę baczniejszą uwagę zwróciła komunistyczna Służba Bezpieczeństwa. Dla pani Bernardyny oznaczało to ciągłą inwigilację i zmaganie się z uciążliwymi szykanami ze strony państwowego aparatu.

Mimo ogromu trudności, jakich doświadczyła, stulatka zawsze potrafiła zachować optymizm. Rodzina zgodnie twierdzi, że wyróżnia się niezłomnym charakterem, mądrością nabytą przez lata i wielką miłością do swoich bliskich. Zresztą do dziś nie traci kontaktu ze światem – na bieżąco śledzi to, co dzieje się w polityce i w społeczeństwie.

Wczytując się w tę wyjątkową historię, trudno odrzucić myśl, że te sto lat pozwoliło pani Bernardynie doświadczyć tylu wydarzeń, że spokojnie starczyłoby ich na obdzielenie kilku innych, bardzo długich życiorysów.

Ukraińska Yakuza skazana

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki