Tragedia w Ustce. Major SOP zaatakował rodzinę
Jeszcze w niedzielę szli razem nad morze. On − major SOP, ona − spokojna kobieta, do tego dzieci, teściowie. Trzymali się za ręce, wyglądali jak zakochani. Nic nie zapowiadało tragedii. A jednak. Dzień później, w tym samym mieszkaniu na 1 piętrze w Ustce, rozegrała się makabra. 44-letni Piotr K. chwycił za nóż i rzucił się na własną rodzinę. Zabił 4-letnią córeczkę, ranił żonę, teściów, syna, a potem sam próbował się zabić.
Na śniegu przy ul. Bałtyckiej wciąż widać ślady dramatu – krew, zużyte rękawiczki ratowników, porzucone opatrunki. To tutaj, w poniedziałkowy wieczór (26 stycznia), rozgrywały się sceny grozy. Mężczyzna zabarykadował się w mieszkaniu, cały zakrwawiony, pocięty. Policja musiała wyciągać go siłą.
Makabryczne odkrycie przy ulicy Bałtyckiej
− Był skuty, owinięty bandażami, nie mógł się ruszyć. Widać było, że chciał się zabić − mówi sąsiad, który widział akcję służb. Wszyscy w okolicy są w szoku. − Złoty człowiek! Do rany przyłóż. Zawsze uśmiechnięty. Często tu przyjeżdżali − mówi sąsiad.
− Widziałem ich w niedzielę, jak szli za rękę. Aż miło było patrzeć. Malwina, jego żona, to dobra kobieta, teściowa pielęgniarka. Jej rodzice też porządni ludzie. Teść był kierowcą − dodawał. Pani Mariola Pranga (63 l.), sąsiadka z naprzeciwka, wciąż nie może się otrząsnąć. − Nogi się pode mną ugięły. Do dziś płaczę. Taka tragedia! Ta dziewczynka... co ona była winna, co się teraz z ludźmi dzieje, takie kochające się małżeństwo − mówi przez łzy.
Piotr K. zawieszony w służbie
Piotr K. od 23 lat służył w Służbie Ochrony Państwa. Jeszcze w październiku przeszedł badania okresowe. Nic nie wskazywało na to, że coś jest nie tak. MSWiA zawiesiło go w obowiązkach, trwa procedura wydalenia ze służby.
Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Słupsku. W środę Piotr K. ma zostać przesłuchany. Przebywa w szpitalu pod ścisłą ochroną. Policja i prokuratura nie ujawniają, gdzie dokładnie.
Mieszkańcy Ustki zadają sobie jedno pytanie: Dlaczego?
Mieszkańcy Ustki zadają sobie jedno pytanie: dlaczego? Dlaczego oficer służb miałby z zimną krwią chcieć zabić całą rodzinę? Jeszcze wczoraj dobrze o nim mówili. Dziś na śniegu zostały tylko ślady krwi. W tle − skrzeczące mewy i przerażająca cisza. Ludzie chodzą ze spuszczonymi głowami, przechodzą obok bloku numer 3 przy ulicy Bałtyckiej, zatrzymują się i milczą. Niektórzy zapalają znicze.